American Gangster
Kompozytor: różni wykonawcy
Rok produkcji: 2007 / 2008
Wytwórnia: Def Jam Records / Universal Music
Czas trwania: 45:34 min.

Ocena redakcji:

 

Są tacy twórcy, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Ich filmy, choć nie zawsze stoją na równie wysokim poziomie, to zawsze są godne uwagi i zawsze zarobią na siebie. Bo tak. Ridley Scott jest właśnie takim filmowcem – uznanym, wielokrotnie nagradzanym, z wzlotami ale i upadkami na koncie, a jednak – nieprzerwanie lubianym i sławnym. Jego najnowsze dzieło "American Gangster", choć dalekie do poziomu bliskich mu fabularnie klasyków ("Ojciec chrzestny", "Serpico" czy "Gorączka"), stanowi świecącą nietłumionym blaskiem nową perłę gatunku, w którym od dawna nikt nie zrobił nic pożytecznego, a już na pewno nie powiedział nic nowego. Scott na warsztat wziął historię prawdziwą, opowiadającą o gangsterze, przemytniku narkotyków, i gliniarzu, jedynym uczciwym wśród skorumpowanych kolegów. Z wyczuciem i precyzją reżyser prowadzi ich równoległe wątki, ale gdy obraz obiera kierunek pojedynku między mężczyznami, okazuje się, że dramaturgii zabrakło. Cóż, "Gorączka" to nie jest.

Rozgrywająca się w latach siedemdziesiątych akcja filmu determinuje kilka zabiegów z myślą o epoce. Stroje, dekoracje i scenografia, fryzury i oczywiście muzyka. Każdy choć trochę orientujący się w amerykańskich gatunkach muzycznych meloman, tamte lata i czarne dzielnice Nowego Jorku szybko ze sobą skojarzy – do głowy przychodzi wtedy soul, funky czy blues. I słusznie! Ścieżkę dźwiękową "American Gangster" wypełniają klasyki tych gatunków, co jednak nie wszystkich ucieszy. Na płycie bowiem brakuje świeższych kompozycji – to nie kompilacja z obrazu Quentina Tarantino: zamiast zapomnianych kawałków, które z pasją wygrzebano niewiadomo skąd, album proponuje nam utwory przewijające się przez filmy od lat. Płytę otwiera "Do You Feel Me" Anthony’ego Hamiltona – trudno nie wyczuć w nim pewnego nostalgicznego tonu, którego genezy można szukać w tekście utworu, ale nie tylko. Hamilton to młody twórca, a otwierający soundtrack kawałek napisał w zeszłym roku. Jakby w hołdzie dorobku muzycznego R&B lat siedemdziesiątych. Głos Hamiltona usłyszymy jeszcze raz w żwawym "Stone Cold", gdzie zwraca się ku klasycznemu brzmieniu funky. Dalej mamy trochę rasowego bluesa: "Why Don't We Do It In The Road!" Lowella Fulsona i "No Shoes" jednego z najwybitniejszych bluesmanów w historii – Johna Lee Hookera (kinomani pamiętają go z wybornej sceny w "Blues Brothers", gdzie wykonuje absolutny klasyk, czyli "Boom Boom").

Nie ma filmu toczącego się w siódmym dziesięcioleciu XX wieku w Ameryce bez Bobby’ego Womacka i jego "Across 110th Street". Wiedział to Tarantino przypominając ów hit w "Jackie Brown", wie to też Ridley Scott. Równie znany i ograny w filmach jest "Hold On I'm Comin'" czarnoskórego duetu Sam & Dave. Przyznaję szczerze, że choć nadużywanie tych samych piosenek przez wszystkich reżyserów jest monotonne, na jedno kopyto i generalnie proceder potępiam, to takich przebojów nie sposób obrzucić błotem. Choćby nawet otwierały i zamykały co drugi obraz. Jedynym zbędnym akcentem na płycie jest "Can't Truss It" grupy Public Enemy, przypominający o korzeniach hip hopu i rapu, które – jakby nie było – wywodzą się z czarnej muzyki lat siedemdziesiątych. I chociaż Public Enemy w swoim gatunku to absolutni geniusze, to rozstrajają słuchacza i zakłócają odsłuch płyty. Za to zabrakło doskonałego "Ain't No Love" Bobby Blue Bland, który pojawia się w kinowym zwiastunie filmu.

Jak więc widać króluje rythm and blues, klasyczny soul i blues, którymi rozbrzmiewały ulice Harlemu lat siedemdziesiątych. Piosenki uzupełniają soczyste funky’ujące instrumentale Hanka Shockiee. Jest ich równo cztery i w pewnym sensie dominują płytę, choć biorąc pod uwagę konstrukcję płyty, miały raczej pełnić rolę spoiwa między piosenkami a dwoma utworami ilustracyjnymi Streitenfelda – wydawca umieścił je pośrodku. Pierwszy kawałek zatytułowany "Checkin' Up On My Baby" to energiczna mieszanka bluesa i funky z wiodącą harmonijką, klawiszami i gitarą, jakby żywcem wzięta z piwnicznego, czarnego klubu. Numer dwa – "Club Jam" mógłby napisać sam Lalo Schifrin na potrzeby "Bullitta", podobnie "Nicky Barnes" z wyśmienitą, prowadzącą temat gitarą.

Wspomniane dwie kompozycje autorstwa Marca Streitenfelda w postaci dwóch utworów – "Frank Lucas" i "Hundred Percent Pure". Dla fanów Scotta nazwisko kompozytora nie jest obce, pochodzący z Niemiec Streitenfeld współpracował już z reżyserem przy jego poprzednim filmie – "Dobrym roku". Niczego tam nie zrewolucjonizował, ale zwrócił na siebie uwagę ciekawą, miłą dla ucha tematyką. Przede wszystkim jednak zapoczątkował nowy styl u samego Scotta. "Dobry rok", a teraz także "American Gangster" dają się zauważyć jako zupełnie nowe podejście reżysera do kwestii ścieżki dźwiękowej w swoich filmach. Takie tytuły jak "Gladiator", "Helikopter w ogniu" czy "1492: Wyprawa do raju" pamiętamy jako produkcje, gdzie score odgrywał bardzo ważną rolę, niejednokrotnie dominując obraz. Teraz score schodzi na drugi, jeśli nie trzeci plan, a w sferze oprawy muzycznej dominują skrzętnie dobrane piosenki. W "Dobrym roku" były to różności francuskiego rynku muzycznego, a w "American Gangster" klasyki gatunków dominujących w latach 70’. Czyżby ktoś się zapatrzył w twórczość Michaela Manna i Martina Scorsese?

Napisana przez Streitenfelda muzyka w filmie praktycznie nie istnieje, zwracamy na nią uwagę w dosłownie kilku scenach, prawdopodobnie dokładnie tam, gdzie chcieli tego ze Scottem. Szczególnie zapada w pamięć jedna z nich, gdy to na przemian oglądamy ujęcia z lotniska i z domu gangstera, Franka Lucasa. Na lotnisku policja przeszukuje samolot z żołnierzami z Wietnamu, w którym jak sądzi ukryte gdzieś są przemycane narkotyki, a w domu skorumpowani gliniarze liczą na – jak to określają – napiwek, czyli szukają brudnej forsy, którą chcą zatrzymać dla siebie. Takimi sekwencjami reżyser obnaża ówczesne zepsucie Ameryki, w której nie było miejsca dla sprawiedliwości i prawa. Zadaniem kompozytora było jak najlepiej wpasować się w ten ciężki klimat. I to udało mu się znakomicie. Pobrzmiewający w tej scenie przearanżowany temat główny to muzyka zdecydowanie mocnego kalibru, duszna i o bardzo gęstym nastroju. Temat przewodni w oryginalnej wersji znajduje się w utworze "Frank Lucas", który ucieszy każdego miłośnika mocnej nuty. Grany przez zawodzącą trąbkę z silnym, bassowym i rytmicznym uderzeniem wije się niczym wąż przez ponad dwie i pół minuty, budując niepokojącą atmosferę. Sennie postukująca w tle perkusja nadaje całości mroczny, trochę nawet bluesowy charakter.

Score z "American Gangster" pozbawiony jest bogatych orkiestracji i niezliczonych sekcji. Kompozytor proponuje bardzo oszczędną formę, w której przewijają się pojedyncze instrumenty, pojawiające się tylko tam, gdzie muszą – a nie tam gdzie mogą. Chyba najbogatszy instrumentalnie "Hundred Percent Pure" przy marszu Gladiatora i temacie przewodnim z "Thelmy i Louise" jest prawie niesłyszalny. W filmie jej w zasadzie nie ma, ale kompozytor zawarł tu kilka naprawdę świeżych pomysłów i rozwiązań, stąd lektura score’u Streitenfelda potrafi być pozytywnie zaskakująca.

Na koniec warto wspomnieć, że pod tytułem "American Gangster" kryją się jeszcze dwie płyty z muzyką, także warte uwagi. Pierwsza to wydanie zawierające osiemnaście utworów skomponowanych przez Streitenfelda – utrzymana w jednakowym tonie potrafi być nużąca, ale jeśli komuś wyjątkowo przypadły do gustu dwa utwory zawarte w albumie z piosenkami, z pewnością na wydaniu się nie zawiedzie. Druga płyta to już tak zwane "music inspired by", czyli muzyka inspirowana filmem. Def Jam Records wypuściło na rynek krążek autorstwa słynnego rapera Jay’a-Z. Warto po niego sięgnąć choćby z tej przyczyny, że daleko mu do tego, czym wydaje się być na pierwszy rzut oka. To żadna komercyjna sieczka udająca hip hop. Jay-Z wziął na warsztat ciężkie brzmienia kojarzone z początkami gatunku, w które wplótł wpływy funky i soulu a nawet gospel, co inteligentnie łączy atmosferę filmu z klimatami współczesnych czarnych subkultur.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. Do You Feel Me - Anthony Hamilton
  • 2. Why Don`t We Do It In The Road? - Lowell Fulson
  • 3. No Shoes - John Lee Hooker
  • 4. Across 110th Street - Bobby Womack
  • 5. Stone Cold - Anthony Hamilton
  • 6. Hold On I`m Comin`- Sam & Dave
  • 7. I`ll Take You There - The Staple Singers
  • 8. Can`t Truss It - Public Enemy
  • 9. Checkin` Up On My Baby - Hank Shocklee
  • 10. Club Jam - Hank Shocklee
  • 11. Railroad - Hank Shocklee
  • 12. Nicky Barnes - Hank Shocklee
  • 13. Hundred Percent Pure - Marc Streitenfeld
  • 14. Frank Lucas - Marc Streitenfeld
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...