Amazing Spider-Man, The
Kompozytor: James Horner
Rok produkcji: 2012
Wytwórnia: Sony
Czas trwania: 76:55 min.

Ocena redakcji:

 

Mówi się, że Hollywood zjada własny ogon. Nie jest to do końca prawdą, gdyż to widzowie są od konsumpcji tego ogona. Fabryka Snów jedynie go przyrządza i doprawia przy każdej okazji nieco inaczej. W przypadku Spider-Mana, jednego z trójcy najbardziej znanych bohaterów komiksów, sprawa ta przybrała jednak obrót szczególnie zadziwiający. Widzom nie zdążyła się jeszcze przetrawić trylogia Sama Raimi, a już zaserwowano to samo danie w innym sosie. Reżyserią zajął się Marc Webb, w głównej roli obsadzono Andrew Garfielda i tak powstał „Niesamowity Spider-Man”, będący początkiem nowej serii filmów o Człowieku-Pająku. Jak długi termin przydatności do spożycia okaże się mieć tym razem? Czas pokaże. Przyznać trzeba, że przy jej otwarciu postarano się, aby danie wyszło na tyle lekkostrawne, na ile to tylko możliwe. Stąd też, ten zdecydowanie przedwczesny restart opowieści o Peterze Parkerze, nie odbił się ani specjalnie męczącą czkawką, ani też nie poskutkował palącą zgagą.

 

Tak samo sprawa ma się z muzyką Jamesa Hornera. Amerykanin, po powrocie na salony „Avatarem”, zmierzył się z kolejną dużą hollywoodzką produkcją. Ten niezbyt spodziewany angaż zaowocował jedną z lepszych ścieżek dźwiękowych w ostatnich latach jego kariery, a już z pewnością najoryginalniejszą, jeśli chodzi o dobór środków wyrazu. Oczywiście jest to oryginalność względna, bo Horner tak po prawdzie nie zaprezentował tutaj niczego, czego byśmy wcześniej nie słyszeli. Chodzi jednak o samą inwencję twórczą, która w tym wypadku twórcy „Titanica” wyraźnie dopisała. Symbolicznym wręcz znakiem jej silnej obecności jest zupełny brak słynnego czteronutowca, którym Horner raczy nas przy prawie każdej okazji. Jak napisał jeden z recenzentów: już za to kompozytor powinien był dostać jakąś nagrodę…

 

Przechodząc do rzeczy, wypada zacząć od głównych tematów albumu. Znajdziemy tutaj dwa takie motywy, które zaprezentowane zostały w rozpoczynającym płytę „Main Title”. Obydwa Horner przypisał głównemu bohaterowi, dzieląc go na dwie osobowości. Motyw superbohaterskiej strony natury chłopaka, przedstawiony po raz pierwszy przez solową trąbkę otoczoną dźwiękiem elektronicznych sampli, skrojony został pod wszelakie sceny akcji. Temat ‘zwykłego’ Petera, słyszany w fortepianowym solo na końcu utworu, równocześnie służy kompozytorowi, jako liryczno-romantyczna przeciwwaga. Założenie banalne na tyle, iż ciężko stwierdzić, czy jest leniwym uproszczeniem, czy może błyskiem geniuszu kryjącego się w prostocie. Nieważne jednak, jak sobie odpowiemy, bo koncepcja ta sprawdza się bardzo dobrze.

 

horner-6924533-1590000933Tematy są elastyczne, Horner wykorzystuje je w różnych aranżacjach, tempach i składniach, tworząc utwory o bogatym, zmiennym brzmieniu. Bezbłędnie łączy orkiestrę z elektroniką, z klasą wyławia z palety dźwięków i akcentuje solowe partie fortepianu, trąbki, fletów, a nawet niespodziewanej gitary akustycznej (klimatyczne „The Equation”). Z wyczuciem wprowadza chłopięcy sopran, by raz dodać majestatu (połowa „Main Title”), innym razem dramaturgii („The Bridge”), czy też suspensu (końcówka „Making a Silk Trap”). Tym samym dowodzi ogromu swego warsztatu, unikając przy tym rażącej wtórności, z której niestety po części słynie. Owszem, daje się tutaj usłyszeć echa jego wcześniejszych prac, ale wszystko mieści się w granicach tolerancji.

 

Liryczny temat Petera Parkera służy także opisowi jego relacji z Gwen Stacy. Brzmi on równie dobrze grany przez fortepian („Secrets”, „The Equation”), obój („Rooftop Kiss”, „Peter’s Suspicions”) i smyczki („Saving New York”, „I Can't See You Anymore”). Temat Spidera w większej sile powraca w drugim na płycie „Becoming Spider-Man” – chociaż Horner dwukrotnie kończy go tutaj dość zabawnym cięciem, nie dając się mu w pełni rozkręcić (zabieg to zresztą świetnie dopasowany do danej sceny). Już bez zahamowań – poza oczywistym użyciem tematu w utworach akcji, jak „The Bridge”, „Lizard at School” (najmocniejszy kawałek akcji na albumie) czy „Saving New York” – znajdziemy go w nieco innych interpretacjach w „Methamorphosis” i „The Genali Device”. Giętkości tematu dowodzą niezwykle lekkie aranżacje słyszane w końcówce wspomnianego „Becoming…” oraz, przede wszystkim, w rewelacyjnej fraszce, jaką jest „Playing Basketball” – jeden z najlepszych utworów krążka. Ciekawym dodatkiem brzmieniowym jest też użyte weń, a także w „Hunting for Information” i „The Spider Room”, pstrykanie palcami.

 

Ostatni utwór, „Promises / End Titles”, ładnie podsumowuje i scala ze sobą w jedno oba wiodące tematy, poprzedzając finalną ekspozycje motywu ‘pajęczego’ jego niespotykaną wcześniej, łagodną wersją na fortepian, sugerującą pogodzenie się w bohaterze dwóch stron jego osobowości. Lecz bodajże najlepiej charakter całej ilustracji prezentuje, tkwiący w samym jej środku, „The Genali Device”. Naprawdę, przy dzisiejszych tendencjach, jakimi kierują się producenci, kształt muzyki Hornera jest dosyć zaskakujący. Jego praca – w swym staroświeckim powrocie do znanego z lat 90. ubiegłego wieku stylu: podległego tematom, przeplecionego oldskulową elektroniką, z ciepłą, by nie powiedzieć naiwną liryką – paradoksalnie brzmi bardzo przyjemnie i świeżo.

 

Nie znaczy to jednak, że jest to muzyka bez wad. Przede wszystkim same tematy, acz chwytliwe i zasłużenie wychwalone za techniczne właściwości, nieszczególnie zapadają w pamięć. Horner wielokrotnie pokazał, że potrafi stworzyć mocniejsze melodie. W filmie działają one dokładnie tak, jak powinny, ale na albumie potrafią po prostu znużyć, co jest po części winą zbyt długiego czasu jego trwania. Całość znacznie lepiej prezentowałaby się bez utworów pokroju „Hunting for Information”, „The Briefcase” czy „Making a Silk Trap”, które w gruncie rzeczy są jedynie dobrą, rzemieślniczą robotą, niewiele wnoszącą do odbioru pracy. Zupełnie nie pasują tutaj męskie wokalizy, przywodzące na myśl niechlubne „Apocalypto”, które rażą już w pierwszych dźwiękach otwierającego utworu, a co dopiero w „Ben's Death” i „Making a Silk Trap”. Zdecydowanie Horner powinien zrezygnować z nich w następnych częściach. Można także żywić obawy, czy użyta elektronika, która sama w sobie trąci lekko myszką, nie zestarzeje się zbyt prędko. W jednym filmie mogła się sprawdzić, ale czy przetrwa całą serię? Wszak trendy zmieniają się błyskawicznie i możliwe, że w przyszłości Horner będzie musiał wykazać się jeszcze większą elastycznością.

 

Pierwszy „Niesamowity Spider-Man” daje nadzieję, że kompozytor podoła temu zadaniu i wraz z kolejnymi odsłonami cyklu będzie nas raczył daniami o długim terminie przydatności do spożycia. Nawet jeśli muzyka, tak jak sam film, jest po prawdzie znanym już każdemu ogonem maestro, to jednak na tyle dobrze doprawionym, że w rezultacie smacznym i lekkostrawnym kąskiem filmówki. Dla jednych będzie on wystarczająco syty, dla innych stanowić może jedynie skromny aperitif. Dla samego Hornera to kolejny duży stopień w powrocie do ekstraklasy hollywoodzkich kompozytorów. Oby tak dalej!

Autor recenzji: Damian Słowioczek
  • 1. Main Title / Young Peter
  • 2. Becoming Spider-Man
  • 3. Playing Basketball
  • 4. Hunting for Information
  • 5. The Briefcase
  • 6. The Spider Room / Rumble in the Subway
  • 7. Secrets
  • 8. The Equation
  • 9. The Ganali Device
  • 10. Ben’s Death
  • 11. Metamorphosis
  • 12. Rooftop Kiss
  • 13. The Bridge
  • 14. Peter’s Suspicions
  • 15. Making a Silk Trap
  • 16. Lizard at School
  • 17. Saving New York
  • 18. Oscorp Tower
  • 19. "I Can’t See You Anymore"
  • 20. Promises / End Titles
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

6 komentarzy

  1. J.B.

    Właściwie zgadzam się ze wszystkim, chociaż mój umysł nie dokonał tak rzetelnej analizy metod, jakie zastosował Horner. Jak na ten gatunek jest świeżo i przede wszystkim lekko, co stanowi miłą odmianę po marvelowo-nolanowskim dudnieniu. Tym niemniej na solidnym 3+ bym się zatrzymał.

    Odpowiedz
  2. Unfinished

    Z tą świeżością bym nie przesadzał, bo zamiast czteronutowca słychać „A Beautiful Mind”

    Odpowiedz
  3. Tomasz

    Poprawnie, ale nic więcej.

    Odpowiedz
  4. Krystian

    Jest dobrze. Horner trzyma poziom.

    Odpowiedz
  5. Mystery

    Jedna z najlepszych i właśnie przez swoją gatunkową i stylistyczną różnorodność, najświeższych muzycznych opraw współczesnych adaptacji komiksów i recenzja zdaje się to dobrze oddawać, choć jak na mój gust „Ben’s Death” i „Metamorphosis” ocenione nieco za nisko 😉

    Odpowiedz
  6. Entarion

    Nic nadzwyczajnego prócz niektórych utworów.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...