Alaska – promo score
Kompozytor: Reg Powell
Rok produkcji: 1996
Wytwórnia: nieznana (bootleg)
Czas trwania: 39:18 min.

Ocena redakcji:

 

Zapomniane już dziś nieco, niezbyt mądre, ale sympatyczne i mogące się podobać kino familijne, z Charltonem Hestonem (i jego synem Fraserem za kamerą), znaną z „American Beauty” Thorą Birch oraz członkiem słynnej „Drużyny A”, Dirkiem Benedictem w rolach głównych – to właśnie „Alaska”, średnich lotów produkcja, która nie trafiła w gusta ani krytyków, ani widzów. Ma ona jednak trzy wspaniałe elementy, mimowolnie zapadające w pamięć – białego misia, który towarzyszy naszym bohaterom w podróży, odpowiednio epickie zdjęcia lodowych krajobrazów oraz muzykę, której dość nieoczekiwanym autorem został Reg(inald) Powell.

 

Rzut oka na filmografię pochodzącego z Walii kompozytora i już wiadomo, skąd to zdziwienie. „Beach Babes 2”, „Alien Abduction: Intimate Secrets”, „Dr. Alien”, czy w końcu „Ghoulies III” – to tylko niektóre z perełek, jakie przyszło mu ilustrować, a które nie były w stanie wywindować go do wielkobudżetowej produkcji, jaką z pewnością „Alaska” w owej chwili była. I rzeczywiście, angaż ten był skutkiem wieloletnich orkiestracji, a konkretniej koleżeńskiej pomocy przy muzyce do „Needful Things”, gdzie kompozytorem był Patrick Doyle. Nie to jest jednak w tej historii najciekawsze, a warunki w jakich ostatecznie przyszło Powellowi pracować (swoją drogą brak pokrewieństwa z TYM Johnem).

 

Znane z ciągłego pośpiechu, wiecznego oszczędzania i, zwłaszcza w dzisiejszej dobie, swoistej mcdonalizacji tej gałęzi filmowego przemysłu, Hollywood było w tym wypadku bardzo hojne. Powell dostał więc ok. dwóch miesięcy na skomponowanie muzyki, miał możliwość wyboru instrumentów (niektóre, jak etniczny bęben ze skóry łosia, zostały nawet specjalnie stworzone!) i tylko jeden wymóg: finalna ilustracja miała być tak duża, jak historia, którą opisuje. Poza tym kompozytor wspomina, iż przez cały ten czas był traktowany z szacunkiem i życzliwością, a producenci, jak i reżyser byli bardzo wyrozumiali i szli mu na rękę. Słowem: żyć, nie umierać! Być może dlatego finalny efekt tak dobrze sprawdza się zarówno w filmie, jak i poza nim.

 

Powell napisał pełnokrwisty, przygodowy score na pełną orkiestrę i okazjonalne, wspomniane elementy etniczne (oprócz bębnów także i flety indiańskie), który miejscami robi naprawdę piorunujące wrażenie. Pokaźna sekcja dęta, smyczki, a nawet i chóry – jest tu wszystko to, czego można oczekiwać od tego typu ścieżki dźwiękowej. Ścieżki, która poza efektownością, bez problemu wydobywa z nas także odpowiednie emocje i świetnie dostosowuje się do ekranowych wydarzeń, potrafiąc bez problemu służyć za delikatne, liryczne tło, jak i powodować efekt ‘wow’ wespół z cudami natury tytułowego miejsca akcji. Pod tym ostatnim względem za uszy łapie nas już potężny „Main Title”, w którym kompozytor nadaje historii odpowiedniego tonu i barwy. To swoiste wprowadzenie jest jednak tylko wyznacznikiem kierunku dla reszty partytury, która zyskuje charakter wraz z kolejnymi tematami, wśród których warto wymienić zwłaszcza „Alaska Theme”, będące swoistym motorem napędowym dla muzyki akcji, jaka porywa już od pierwszych nut.

 

Całość jest w ogóle bogata tematycznie – Powell nie żałuje tutaj żadnemu bohaterowi i/lub wydarzeniu, przypisując im odpowiednie kompozycje. Ilustracja jest więc wystarczająco zróżnicowana, by nie zanudzić nas podczas odsłuchu oraz nie zlewa się, a przy tym nie traci na jednolitości. Maestro zgrabnie lawiruje tu zresztą pomiędzy typowym action scorem, a bardziej dramatycznymi, niekiedy wręcz refleksyjnymi momentami. W obu przypadkach wydatnie pomagają mu w tym chóry – raz brzmiące wystarczająco potężnie, by przenosić góry („Into The Open Wilderness”), innym razem sprawiające iście mistyczne wrażenie („The Crashed Plane”).

 

Kolejnym atutem jest niemal kompletny brak underscore’u – za wyjątkiem czysto duchowych dźwięków „The Camp” i pierwszej połowy „Dad Alone / Glaciers” oraz ‘plumkania’ w „Never Give Up!” niemal w każdej ścieżce autentycznie coś się dzieje, a słuchacza automatycznie to ciekawi. Owszem, przy kilku utworach wyraźnie brakuje wizualnego kontekstu (np. „The Plane Falls”), ale to naprawdę nikły procent wyjątkowo atrakcyjnej partytury, o bardzo dużej słuchalności i przystępnej prezentacji.

 

No właśnie, tu pojawia się problem… O ile bowiem jestem dużym zwolennikiem krótszych, a zarazem spójniejszych albumów, do których „Alaska” ze swoimi niespełna 40-ma minutami bezsprzecznie się zalicza, tak do mini-utworów już nie mam przekonania. Pod tym względem praca ta rozczarowuje, gdyż pełna jest krótkich, niekiedy ledwie minutowych kawałków. Na całe szczęście, gros tematów w nich zawartych ma czas i miejsce, by dostatecznie się rozwinąć, ale niewiele ponad to. Poza świetnym finałem w postaci „Rescue” – „Letting Snowflake Go / Re-United” i wyjątkami napotkanymi po drodze, znacząca większość tego krótkiego albumu pozostawia uczucie niedosytu – tym większe, iż pełna ilustracja liczy sobie w sumie aż 80 minut, z których pewnikiem dałoby się sklecić coś bardziej konkretnego.

 

Odpowiedź leży oczywiście w genezie wydania, a raczej jego… braku. Nie jest to niestety płyta oficjalna, a zwykłe promo, które krąży od paru ładnych lat w Internecie. Dźwięk także pozostawia zatem nieco do życzenia, aczkolwiek daleko mu do tragicznych, asłuchalnych ripów dvd. Zważywszy jednak na kompletną porażkę filmu w box office, oraz właściwie zupełnie nieznane nazwisko kompozytora, nie liczyłbym w najbliższej przyszłości na jakiekolwiek fizyczne albumy, nawet limitowane. Co za tym idzie, w ogóle jestem rad, że udało mi się daną kompozycję przesłuchać. Zachęcam więc do grzebania w sieci, gdyż bez dwóch zdań jest to muzyka warta grzechu. A przynajmniej ‘grzechu piractwa’…

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Main Titles
  • 2. Chase to the Harbor
  • 3. Alaska Theme
  • 4. Homecoming
  • 5. "Never Give Up!"
  • 6. Leaving Harbor
  • 7. The Hunters
  • 8. The Crashed Plane
  • 9. Into the Open Wilderness
  • 10. The Camp
  • 11. Dad Alone / Glaciers
  • 12. Snowflake Follows the Kids
  • 13. On the Ice
  • 14. "We Gotta Keep Going!"
  • 15. Dad Loses the Photo
  • 16. The Plane Falls
  • 17. Back in the Kayak Again
  • 18. Snowflake Hunted
  • 19. Finding the Plane
  • 20. Rescue
  • 21. Letting Snowflake Go / Re-United
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...