007: Living Daylights, The – remastered
Kompozytor: John Barry
Rok produkcji: 1987 / 1998 / 2003
Wytwórnia: Rykodisc / EMI
Czas trwania: 65:11 min.

Ocena redakcji:

 

„W obliczu śmierci” – znane także u nas jako „Żywe światło dnia” – to kolejna zmiana twarzy najsłynniejszego agenta MI-6, a zarazem obranie nieco poważniejszej, bardziej realnej stylistyki jego przygód. Wcielający się w Bonda Timothy Dalton nie był już takim dowcipasem i radosnym kobieciarzem, jak Moore. Był bardziej wyrachowany, a jednocześnie ludzki w swoich działaniach, jakim z czasem dodano wręcz osobistego wydźwięku.

 

barry-8261153-1590000945Osobisty okazał się ten film również dla Johna Barry’ego, gdyż stanowił jedenasty i zarazem ostatni film z serii, do którego muzykę napisał – przy kolejnej odsłonie maestro nabawił się poważnych problemów zdrowotnych i już na dobre pożegnał się ze światem 007, choć niejednokrotnie namawiano go do powrotu. Być może dlatego w uszach fanów jest to pozycja wyjątkowa i uważana za jedną z najlepszych jego ilustracji w całym cyklu. Sam kompozytor pojawia się tu również przed kamerą, w ostatniej scenie dyrygując orkiestrą…

 

Tradycyjnie jednak całość rozpoczyna piosenka przewodnia. Po wielkim sukcesie „A View to a Kill”, producenci znowu sięgnęli po gwiazdy muzyki pop – tym razem norweski zespół a-ha, który wówczas podbijał świat szlagierem „Take on me”. Kapela nie opierała się długo takiej ofercie, choć po latach nie wspomina tej pracy dobrze, gdyż dochodziło ponoć do wielu konfliktów z Barrym. Gotowy przebój tytułowy nie zrobił zresztą równie dużej furory, co AVTAK, lecz i tak cieszył się dużą popularnością. Nie bez kozery zresztą – to wielce atrakcyjna, zapadająca w pamięć i doskonale oddająca klimat filmu piosenka, która ani trochę się nie zestarzała i wciąż stanowi jeden z atutów całej kompozycji.

 

a_ha-2381409-1590001488Muzykę wydano już w okolicy premiery filmu – album od Warner Bros. liczył sobie 12 utworów i zamykał w blisko 35 minutach grania, w których znalazło się także miejsce dla pozostałych dwóch przebojów, tym razem od formacji The Pretenders. Tym samym „The Living Daylights” jest rzadkim przypadkiem bondowskiej produkcji z aż trzema oryginalnymi hitami. Przez pewien czas był to równie rzadki przykład ilustracji z tego uniwersum, która doczekała się rozszerzonego wznowienia. Dokonał tego Rykodisc w ponad dekadę później, dając fanom „Deluxe Edition” z aż 21 ścieżkami, z których 9 to utwory bonusowe. Ten sam materiał znalazł się potem w czarnej serii „Remastered” od EMI, która przypadła na rok 2003.

 

Nie dziwota zresztą, skoro Barry autentycznie wspiął się tu na wyżyny, tworząc wyjątkowo przystępną, niezwykle lotną i cieszącą uszy ilustrację, która praktycznie nie ma złych punktów. Owszem, ś.p. mistrz bywa tu odrobinę monotematyczny, gdyż bombastyczny i przeważający na albumie action score opiera się właściwie na jednej i tej samej melodii, a i na drugim planie – mimo perfekcyjnej jak zwykle liryki oraz fragmentów dramatycznych, przeznaczonych dla bad guyów – nie usłyszymy jakiegoś wielkiego zróżnicowania.

 

Z każdego utworu wylewa się specyficzna, niczym tak naprawdę nie zaskakująca atmosfera przygód agenta Jej Królewskiej Mości (oraz ogółem charakterystyczny styl Barry’ego, w jakim łatwo doszukać się chociażby zapowiedzi „Tańczącego z Wilkami”), a i często wybrzmiewają nuty słynnego tematu, na przemian z powracającą linią melodyczną poszczególnych piosenek. Niemniej kolejne, ciekawe aranżacje sprawiają, że nie ma mowy o nudzie – nawet biorąc pod uwagę długość płyty.

 

Niejakie zmęczenie materiału zaczyna doskwierać dopiero pod sam koniec – i to w utworach stricte bonusowych, a więc skierowanych do najbardziej wnikliwych melomanów. Mniej więcej od „Murder at the Fair” coraz częściej do głosu dochodzi mało ciekawy underscore, swój punkt kulminacyjny osiągając w, szczęśliwie krótkim, „Final Confrontation”. I choć napięcie nie opada ani na moment, to emocje już trochę mętnieją.

 

 

Za późno jednak, by zepsuć ogólne wrażenia z odsłuchu, bowiem jest to bez cienia przesady jedna z najlepiej sprawdzających się poza ekranem płyt spod znaku dwóch zer i siódemki. Można ją zatem jedynie polecać – zarówno słuchaczom obcykanym już z bondowską sagą, jak i nowicjuszom w temacie. Nikt nie powinien wyjść z tej konfrontacji zawiedziony, gdyż jest to muzyka wielokrotnie przeskakująca numer słynnego agenta – muzyka na 102!

 

   

 

James Bond powróci w naszych recenzjach…

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. The Living Daylights – a-ha
  • 2. Necros Attack
  • 3. The Sniper Was a Woman
  • 4. Ice Chase
  • 5. Kara Meets Bond
  • 6. Koskov Escapes
  • 7. Where Has Every Body Gone – The Pretenders
  • 8. Into Vienna
  • 9. Hercules Takes Off
  • 10. Mujahadin and Opium
  • 11. Inflight Fight
  • 12. If There Was a Man – The Pretenders
  • 13. Exercise at Gibralatar
  • 14. Approaching Kara
  • 15. Murder at the Fair
  • 16. "Assassin" and Drugged
  • 17. Airbase Jailbreak
  • 18. Afghanistan Plan
  • 19. Air Bond
  • 20. Final Confrontation
  • 21. Alternate End Titles
5
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

2 komentarze

  1. Jerzy

    Skoro opus magnum Bonda był Goldfinger, który dostał 4 nuty, to czemu ten ma 5 nut.

    Odpowiedz
  2. Mefisto

    Ponieważ opus magnum nie musi wcale oznaczać najlepszego (także pod względem ocen) tworu, ale najważniejsze – pod tym względem Goldfinger takowym osiągnięciem w swiecie Bonda jest bez dwóch zdań, natomiast TLD uważam, iż jest lepsze pod względem ogólnych doznań, także tych płytowych.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...