007: Goldfinger – remastered
Kompozytor: John Barry
Rok produkcji: 1964 / 2003
Wytwórnia: Capitol / EMI
Czas trwania: 40:40 min.

Ocena redakcji:

 

Bondomania szybko opanowała niemal cały świat. Nic więc dziwnego, że kolejne odsłony przygód 007 wyrastały, jak grzyby po deszczu. W przeciwieństwie do późniejszej tradycji wypuszczania następnych części co drugą zimę, w latach 60. nowy Bond wychodził niemal co roku. Pod tym względem „Goldfinger” do dziś pozostaje rekordzistą, debiutując na ekranie zaledwie 11 miesięcy po premierze „From Russia with Love”. To zresztą nie jedyny rekord tej odsłony, która pobiła wszelkie rekordy popularności i na stałe wpisała się do kanonu ponad 50-letniej sagi, dziś ciągle będąc uważana za jedną z najlepszych części.

 

barry-8261153-1590000945Te sukcesy bardzo dużo zawdzięczają muzyce, a zwłaszcza piosence przewodniej, jaka tym razem pozostała już w pełnej gestii Johna Barry’ego, który wspiął się na swe ówczesne wyżyny. Słowa napisali Leslie Bricusse i Anthony Newley, w nagraniach brał udział m.in. 20-letni gitarzysta Jimmy Page, a utwór wyprodukował producent Beatlesów – George Martin.

 

Największą gwiazdą pozostaje tu jednak bezsprzecznie Shirley Bassey – dla niemal kompletnie nieznanej wtedy wokalistki, „Goldfinger” okazał się przepustką do wielkiej kariery, sławy i bogactwa, które przypieczętował przyznany jej w 1999 roku tytuł szlachecki. Specyficzne, ‘nosowe’ wykonanie tytułowego przeboju („Goldfingaa!”) zapisało się na stałe w annałach kina i dosłownie eksplodowało na liście przebojów, pozostając, wraz z całą płytą, na szczycie przez aż 70 tygodni (!!) – rekord pobity dopiero przez „Gwiezdne Wojny”.

 

shirley-bassey-5731732-1590001487Piosenka ta wciąż pozostaje jednym z najpopularniejszych hitów nie tylko ze świata 007, ale kina w ogóle i jest powszechnie uważana (także Barry tak sądził) za śpiewane opus magnum Jamesa Bonda – nawet dziś, w czasach „Skyfall”. Nie dziwota więc, że Bassey jeszcze dwukrotnie zapraszano do wykonania bondowskiego szlagieru (odpowiednio w „Diamonds Are Forever” i „Moonraker”), co jest fenomenem w historii cyklu. Aż dziw bierze, że taki hicior nie doczekał się ani jednej nagrody…

 

Reszta muzyki także zasługuje na uznanie. Barry zdecydowanie podkręcił tu śrubę, tworząc już typowo bondowską, jakże charakterystyczną ilustrację, która zostawia daleko w tyle dwie poprzednie. Przez lata płyta była więc nieustannie wznawiana – ostatnio w 2003 roku, w ramach czarnej serii EMI, „Remastered”, która oprócz odświeżonego dźwięku proponuje także kilka dodatkowych utworów.

 

To jednak najsłabsze i najbardziej anonimowe nuty na krążku, wobec czego posiadacze wcześniejszych edycji mogą spać spokojnie, gdyż mają pod ręką wszystkie najważniejsze tematy, powstałe na potrzeby tej produkcji.

 

Niespełna pół godziny głównego materiału cechuje się przede wszystkim niepowtarzalnym, częściowo jazzowym – co z uwagi na kompozytora nie powinno dziwić – klimatem. Jest to także bardzo przystępna i dalece atrakcyjniejsza względem poprzednich prac muzyka, raz jeszcze pełna wcześniej nie słyszanych, później wręcz nadużywanych standardów szpiegowskich zagrywek. Acz i te odrobinę nadgryzł ząb czasu…

 

Po latach razi głównie archaiczna, nieprzyjemna elektronika, słyszalna najlepiej w utworach akcji, jak kluczowe „Dawn Raid on Fort Knox”. Jest też nieco nijakiego underscore’u, który poza filmem przenika niezauważalnie przez głośniki, nie wzbudzając ani emocji, ani tym bardziej zainteresowania („Auric's Factory”, „Teasing The Korean”). Trudno nie wspomnieć także o pewnej monotonii brzmienia – zdecydowanie zbyt często, jak na tak krótki album, słychać kolejne aranżacje melodii przewodniej, co może (ale nie musi) dawać się we znaki.

 

 

Mimo minusów trudno nie docenić jednak tej kompozycji, która jest prawdziwym kamieniem milowym dla soundtracków z MI-6. W samym filmie sprawdza się ona nad wyraz dobrze, a i poza nim spełnia swe zadanie, bezbłędnie przywołując nastrój tej, klasycznej już produkcji oraz dając słuchaczowi sporo frajdy samej w sobie. Spokojnie polecam nie tylko fanom.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Main Title - Goldfinger – Shirley Bassey
  • 2. Into Miami
  • 3. Alpine Drive - Auric's Factory
  • 4. Oddjob's Pressing Engagement
  • 5. Bond Back In Action Again
  • 6. Teasing the Korean
  • 7. Gassing the Gangsters
  • 8. Goldfinger (instrumental)
  • 9. Dawn Raid on Fort Knox
  • 10. The Arrival of the Bomb and Count Down
  • 11. The Death of Goldfinger - End Titles
  • 12. Golden Girl
  • 13. Death of Tilley
  • 14. The Laser Beam
  • 15. Pussy Galore's Flying Circus
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Krystian

    Opus magnum James Bonda i tylko cztery? Coś słabe te Bondy 😉

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Asian X.T.C

Asian X.T.C

Rocznie na całym świecie powstaje mnóstwo filmów i nie mniej ścieżek dźwiękowych jest wydawanych na płytach. Zapoznawanie się z nimi wszystkimi jest z oczywistych powodów niemożliwe, dlatego nikt tak naprawdę nie wie ile arcydzieł i naprawdę świetnych ścieżek...

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...