Die Hard
Kompozytor: Michael Kamen
Rok produkcji: 1988 / 2002
Wytwórnia: Varese Sarabande
Czas trwania: 74:27 min.

Ocena redakcji:


Aż 14 lat. Tyle musiał czekać Michael Kamen, aby wydano jego muzykę do absolutnej klasyki kina akcji – "Die Hard". Zadaniu temu wyszła naprzeciw wytwórnia Varese Sarabande i trzeba niestety powiedzieć, że odwaliła zwykłą fuszerkę. Muzyka brzmi tutaj tak sobie, mamy sporo szumów i nagłych wyciszeń muzyki – nieoficjalne bootlegi wypadają o wiele lepiej pod tym względem. Ogółem całość po prostu źle odrestaurowano i jedynie ilość muzyki (ponad 70 minut) jest zadowalająca. Do tego Varese postanowiła "uczcić" to wydanie jedynie trzema tysiącami kopii. Tak więc limited edition, jak ostatecznie nazwano tę płytę, dostać jest niesamowicie trudno – trudniej nawet od bootlegów, których od czasu powstania filmu namnożyło się trochę. I to pierwsze minusy tej płyty. Kolejnym jest muzyka sama w sobie. Dokonanie Kamena jest bowiem jednym z tych, które dość trudno słucha się poza filmem. W samym zresztą obrazie ta muzyka brzmi absolutnie rewelacyjnie, dodając tempa, klimatu, a nawet suspensu. Na płycie jej odbiór jest już znacznie trudniejszy i w dodatku trzeba ją odsłuchać co najmniej kilkanaście razy, żeby w pełni docenić jej wartość.

kamen-9680368-1590000981Jak większość osób pewnie wie, w filmie użyto kilku utworów nie skomponowanych przez Kamena. Pierwszym takim fragmentem, jest słynna "Oda do Radości", której użyciu przeciwstawiał się sam kompozytor, twierdząc, że nie można tak podchodzić do klasyki. Kamen zapierał się tak bardzo, iż zaproponował reżyserowi, że skomponuje osobny temat, oparty na kanwie "Ody…". McTiernan jednak nie zgodził się i dzięki temu scena otwarcia sejfu przeszła do historii kina. Ten utwór jest obecny tutaj jak najbardziej – to nr 18, czyli "Ode to Joy". Drugim, równie słynnym, zapożyczeniem jest motyw Jamesa Hornera z "Aliens", a mianowicie "Resolution and Hyperspace". Użyty on został w finale filmu, także zastępując motyw przygotowany przez Kamena (i trzeba przyznać, że spisał się doskonale w tej roli). Co ciekawe, nie usłyszymy tego fragmentu w "Aliens" (tylko na wydaniu płytowym), gdyż Cameron wolał w danym momencie raz jeszcze oprzeć się na innym motywie – "Bishop's Countdown". Tego kawałka nie znajdziemy jednak tutaj.

 

Podobnie, jak i brak ostatniego już zapożyczenia, czyli krótkiego motywu z oryginalnego "Man on Fire" Johna Scotta. Ten fragment McTiernan użył jako podkład do finałowego spotkania Johna z Alem Powellem – krótka, wzruszająca muzyka. No i w końcu brak tu jeszcze końcowej, niesamowitej piosenki "Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow!" – zaserwowano nam jedynie jej wersję instrumentalną, ale to już nie to samo. Jeśli zaś idzie o oryginalny podkład Kamena, to mamy tu praktycznie wszystkie ważniejsze motywy i fragmenty. Nie ma jedynie dwóch – motywu Johna McClane'a, który oczywiście pojawia się w poszczególnych pozycjach, ale nie ma osobnego fragmentu z tą melodią. No i nie ma tutaj też dość znaczącej pozycji ze sceny McClaine vs Gruber i Karl w pomieszczeniu pełnym komputerów (wszyscy chyba pamiętamy słynne "Shoot the glass"). Ten motyw także słychać tu we fragmentach, np "The Fight" czy "Going after John Again", ale nie ma go osobno, a cały był przecież znacznie bardziej rozbudowany i zwyczajnie lepszy. Na szczęście cała reszta muzyki jest już dostępna na tym krążku, co oczywiście cieszy niezmiernie.

Cała muzyka charakteryzuje się trzema elementami, na które warto zwrócić uwagę. Po pierwsze ciągła atmosfera zagrożenia oraz bezustannej gry, jaką toczą pomiędzy sobą John i 'terroryści' ("Kto powiedział, że jesteśmy terrorystami?" ;). Kamen osiągnął to głównie za pomocą sekcji smyczkowej i dętej. Niemal co chwila słychać narastające rytmy wiolonczel i skrzypiec oraz niesamowite uderzenia w struny tychże. Dodatkowo towarzyszą temu cymbały, czasem syntezatory i gitara elektryczna oraz perkusja. Tworzy to właśnie niesamowity, wspomniany wyżej, klimat.

Po drugie, co chwila słychać różnorodne dzwoneczki, cymbałki i inne tego typu instrumenty, które przywodzą na myśl okres, w jakim toczy się akcja filmu, a więc święta Bożego Narodzenia. W porównaniu z atmosferą zagrożenia daje to świetny efekt, aczkolwiek głównie filmowo niż muzycznie. W końcu po trzecie, motyw głównego bohatera, którym to kompozytor wyprowadził wszystkich, łącznie z widzami oczywiście, w pole. Bowiem motyw Johna McClane'a, który dość często pojawia się tak w filmie, jak i na płycie, jest motywem nieco smutnym, dramatycznym. A ponieważ bohaterowie zwykli dostawać charyzmatyczne, pompatyczne lub po prostu heroiczne motywy. Dzięki takiemu zabiegowi Kamena, postać McClane'a nieco się komplikowała i widzowie zaczynali podejrzewać, że poczciwy glina może nie ujść z życiem, tej "Szklanej Pułapki".

 

Oczywiście to, że stało się inaczej, w żaden sposób nie psuje tego motywu, który potem i tak sprawdzał się przecież w kolejnych częściach. Niestety powyższe podpunkty doskonale sprawdzają się wyłącznie w filmie. Ich płytowe zastosowanie owszem, podoba się, ale na dłuższą metę (przypominam o czasie trwania całości) może nudzić i męczyć. Jest to w końcu muzyka czysto ilustracyjna z paroma tylko elementami sprawdzającymi się poza obrazem. I właśnie zamiast skupiać się na każdym utworze z osobna, postaram się wymienić te najlepsze "pozaobrazowe" fragmenty.

Pomijając "Odę do Radości", marną ilustracyjną wersję piosenki oraz nutę McClane'a, pierwszym takim utworem będzie z pewnością "The Nakatomi Plaza". Jako utwór otwierający płytę ciekawi, tym bardziej, że Kamen zastosował dla niego osobny motyw w postaci orientalnych aranżacji, które przykuwają uwagę co wprawniejszego ucha Następnym takim dość przyjemnym fragmentem jest króciutki "The Fight" – dynamiczny motyw, jak sama nazwa wskazuje, walki. Ale to tylko wprowadzenie i przedsmak tego, co zgotował nam Kamen nieco dalej. Mam tu na myśli dwa utwory, które wybijają się ponad inne nie tylko swoim długaśnym czasem trwania (oba blisko 10 minut), ale i możliwościami, jakie ukazują. "Assault on the Tower" oraz "The Battle" to niesamowite ferie dźwięków, które słucha się jednym tchem. Kamen stosuje tu tyle sztuczek i rozwiązań, że aż trudno się połapać. Do tego oba posiadają w sobie ładunek emocji, który starczyłby na dwie takie płyty. Jest tu wszystko: orkiestra, perkusja, syntezatory, gitara elektryczna i cała gama instrumentów, jakie już słyszeliśmy i jakie dopiero usłyszymy… Za dowód tego, jak niesamowite są te ścieżki, niech posłuży to, że za każdym razem gdy ich słucham, to wychwytuję coś nowego. Motywy te odpowiadają zresztą równie niesamowitym filmowym wydarzeniom. "Assault on the Tower" obrazuje pierwszą potyczkę policji z ludźmi Grubera, oraz działającego w tej samej chwili McClane'a; natomiast "The Battle" to ilustracja końcowego ataku helikopterów i walki jaka w tym czasie toczy się w środku. Te dwie ścieżki są główną siłą napędową płyty i są po prostu najlepsze.

die-hard-6754667-1590001011

Całość moich 'best of the best' zamyka ostatni utwór – "Gruber's Departure". Jest to fragment ze sceny śmierci Grubera, który osiąga największy na płycie poziom suspensu i dramaturgii na sekundę. Narastające w tle dzwoneczki oraz skrzypce i sekcja dęta robią swoje. I choć dopiero w połączeniu z twarzą spadającego Alana Rickmana utwór ten osiąga apogeum, to i na płycie robi niemałe wrażenie. I gdyby nie następująca po niej ilustracyjna wersja piosenki, to było by full-wypas. Pozostałe melodie to już czysta ilustracja, w którą trzeba się zagłębiać wielokrotnie, ażeby wyłapać wszystkie smaczki i w pełni je docenić – do czego oczywiście zachęcam. Niezaprzeczalnie jest to muzyka stanowiąca absolutną jedność z filmem. Nie wyobrażam sobie tego filmu bez niej (mimo, iż świetnie sprawdziły się też kawałki zapożyczone), a i sama muzyka bez filmu to też nie to samo. Dlatego jeśli miałbym oceniać muzykę w filmie, dałbym bezapelacyjnie najwyższą notę. Ponieważ jednak oceniam płytę, to wystawiam dokładnie środeczek tejże, czyli 3 nutki. 

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. The Nakatomi Plaza
  • 2. Gruber's Arrival
  • 3. John's Escape / You Want Money?
  • 4. The Tower
  • 5. The Roof
  • 6. The Fight
  • 7. He Won't Be Joining Us
  • 8. And If He Alters It?
  • 9. Going after John Again
  • 10. Have a Few Laughs
  • 11. Welcome to the Party
  • 12. TV Station / His Bag is Missing
  • 13. Assault on the Tower
  • 14. John is Found Out
  • 15. Attention Police
  • 16. Bill Clay
  • 17. I Had an Accident
  • 18. Ode to Joy
  • 19. The Battle
  • 20. Gruber's Departure
  • 21. Let it Snow! Let it Snow! Let it Snow! (Instrumental Version) - Jule Styne & Sammy Cahn
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...