Zero Dark Thirty
Kompozytor: Alexandre Desplat
Rok produkcji: 2012
Wytwórnia: Madison Gate Records
Czas trwania: 52:32 min.

Ocena redakcji:

 

Kto wie, jak potoczyłyby się oscarowe losy „Wroga numer jeden”, gdyby nie odium propagowania tortur jako metody walki z terrorem, które spłynęło nań po publicznych wypowiedziach wielu znaczących polityków i komentatorów, z senatorem Johnem McCanem na czele. Pod wieloma względami jest to film bardzo podobny do zwycięskiej „Operacji Argo” – opowiada o udanej akcji amerykańskiego wywiadu, zachwyca dopracowaną warstwą techniczną (montażem, dźwiękiem, zdjęciami), bezbłędnie buduje napięcie. Sprytnie igra też hollywoodzkimi wzorcami, jednakże jego ciężar gatunkowy wydaje się bardziej znaczący, niż nieco beztroskiego obrazu Afflecka.

 

W podobny sposób można porównywać ścieżki dźwiękowe napisane do tych filmów przez Alexandre'a Desplata. O ile „Operacja Argo” jest miejscami intrygująca, w zaskakujący sposób przebojowa i raczej łatwa do przetrawienia, tak „Wróg numer jeden”, niedaleki przecież pod względem ogólnej atmosfery i funkcji, jakie sprawuje w obrazie, stanowi znacznie cięższy orzech do zgryzienia.

 

Już pierwszy utwór sugeruje, że kontakt z tą muzyką będzie wymagał skupienia i uwagi. Oparty na miarowym, monotonnym rytmie, w bardzo starannie wybranych punktach subtelnie urozmaicanym, wpierw wprowadza ponure frazy instrumentów dętych blaszanych, by potem zaprezentować powolny, nawiązujący do klimatów bliskowschodnich temat. Utwór rozwija się wolno, jest ostentacyjnie wręcz nieekscytujący, a jednak niesie ze sobą hipnotyczną siłę, wynikającą z bardzo precyzyjnej, matematycznej niemal konstrukcji.

 

desplat-8233215-1590000999Desplat w rezultacie całą kompozycję buduje na starannie zaprojektowanych powtórzeniach – poszczególne rytmy, pojedyńcze frazy, melodie wracają niby takie same, ale jednak dyskretnie zmienione. Pewna monotonia traktowana jest jako specyficzna wartość – takie śledztwo przedstawia w końcu film: nudne, zbiurokratyzowane, oparte na intelekcie, a nie pościgach. Trudno byłoby się spodziewać, że muzyka stanie w poprzek tak prezentowanej rzeczywistości. Kompozytor nie wprowadza sztucznego nerwu – owszem buduje napięcie, ale jest to napięcie dnia powszedniego, konstruowane w subtelny, podskórny sposób właśnie za pomocą miarowej, monotonnej rytmiki.

 

Nie oznacza to jednak, iż we „Wrogu numer jeden” kompletnie brakuje momentów o bardziej wylewnym charakterze. Desplat, co dość zaskakujące, prezentuje rozbudowany temat główny, oparty co prawda na leniwych, pociągłych frazach, ale jednak umykający chłodnej matematyce lwiej części materiału. Okraszony w „Seals Take Off” charakterystycznym dla tego kompozytora dynamicznym akompaniamentem smyczków, nabiera nieco patosu i przybliża do hollywoodzkiego standardu.

 

Nie jest to jedyny zwracający uwagę moment. W „Maya on the Plane” Francuz pozwala sobie na nieco delikatności. Nie zapominając o rytmicznym akompaniamencie, wprowadza elementy bardziej uczuciowe, podkreślające emocjonalną stronę głównej bohaterki filmu. Takie utwory rozbijają miejscami nadmiernie skupioną, bardzo hermetyczną strukturę tej ścieżki dźwiękowej. Pozwalają jej nabrać oddechu i koloru, a zarazem nie kłócą się z ogólnie leniwym rytmem i wypracowaną monochromatycznością.

 

„Wróg numer jeden” budzi szacunek bardzo dojrzałą, przemyślaną konstrukcją. Wszystkie jego elementy wydają się starannie zaplanowane. W pewnym sensie stanowi zwieńczenie niedawnych intelektualnych poszukiwań kompozytora. To dlatego w tak wielu momentach pojawiają się elementy już rozpracowane przy okazji innych prac. Szczególnie wyraźnie, może nawet nazbyt wyraźnie, powracają echa „Id marcowych” („21 Days”), ale uzasadnione są także skojarzenia z „Prorokiem”, a nawet „Autorem widmo”. Pojawia się także obowiązkowy w przypadku 'bliskowschodnich' ścieżek dźwiękowych ukłon w stronę „Jarheada” Thomasa Newmana („Preparation for Attack”).

 

W przeciwieństwie jednak do chociażby „Ides of March”, „Wrogowi numer jeden” z pewnością trudniej będzie znaleźć sobie fanów, zwłaszcza, że odgrywa znacznie mniejszą rolę w obrazie. Film Kathryn Bigelow mógłby się właściwie obyć bez muzyki i chociaż reżyserka daje Desplatowi kilka scen, w których może się wykazać (lepiej zresztą niż w „Operacji Argo”), nie wnoszą one zbyt wiele do ogólnej atmosfery filmu. Kompozytor dobrze wpisuje się w jego zamysł, lecz w ostatecznym rozrachunku ma to niewielkie znaczenie. Inna sprawa, że wydanie płytowe, chociaż nie jest przesadnie rozciągnięte, bardzo się dłuży, obfituje bowiem w utwory mocno ilustracyjne, nie niosące z sobą żadnych ciekawych kompozytorskich myśli – ot nużące tapety, przy autonomicznym odsłuchu pozbawione większej wartości.

 

„Zero Dark Thirty” stanowi więc pozycję obowiązkową jedynie dla miłośników Alexandre'a Desplata, ładnie bowiem podsumowuje rozwój stylu tego kompozytora. Kogo pociągają skupione, hipnotycznie monotonne prace, również może dać się tej muzyce pochłonąć. Trudno jednak uznać ją za propozycję interesującą dla ogółu fanów muzyki filmowej. Ze względu na swój hermetyzm, miejscami nużącą jednostajność i w przeważającej części suchą beznamiętność z trudem utrzymuje zainteresowanie oraz niewiele pozostawia w pamięci. Zmierzyć się z tą pracą pewnie nie zawadzi (mnie sprawiła nawet sporo przyjemności), ale nie ma sensu za dużo sobie po niej obiecywać.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Flight to Compound
  • 2. Drive to Embassy
  • 3. Bombings
  • 4. Ammar
  • 5. Monkeys
  • 6. Northern Territories
  • 7. SEALS Take Off
  • 8. 21 Days
  • 9. Preparation for Attack
  • 10. Balawi
  • 11. Dead End
  • 12. Maya on Plane
  • 13. Area 51
  • 14. Tracking Calls
  • 15. Picket Lines
  • 16. Towers
  • 17. Chopper
  • 18. Back to Base
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Mefisto

    Ostatnio nie mogę się oderwać od pierwszego utworu – niesamowity magnetyzm. Szkoda, że reszta płyty nie jest tak wyraźna ani w filmie, ani na płycie, choć oczywiście jest kilka lepszych tracków, jak choćby „Preparation for Attack”. Tak czy siak klimatu odmówić tej pracy nie można – nieco gorzej z jej funkcjonalnością i atrakcyjnością jako taką, niemniej to bardzo solidna partytura. Ode mnie 3,5 ostatecznie.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...