Tony Takitani
Kompozytor: Ryuichi Sakamoto
Rok produkcji: 2005 / 2007
Wytwórnia: KAB America / Commons
Czas trwania: 42:50 min.

Ocena redakcji:

 
Tony Takitani był mężczyzną, któremu od urodzenia towarzyszyła samotność. Jego matka zmarła zaraz po porodzie, a ojciec ponad syna cenił sobie towarzystwo swojego zespołu jazzowego. Z czasem samotność stała się dla niego stanem naturalnym. Wszelkie emocje i uczucia uznał za niedojrzałość i zbędny element życia. Ten system wartości został jednak wywrócony do góry nogami, gdy Tony poznał Eiko. Uzmysłowił sobie wtedy jak tragiczna była jego samotność, a obsesją stało się dla niego uniknięcie powrotu do tego stanu. Ożenił się więc z Eiko – konsekwencje tego czynu okazały się tragiczne…
 
sakamoto-5214354-1590000973Muzykę do tego niezwykłego filmu, wyprodukowanego w Japonii, napisał jeden z najsłynniejszych kompozytorów z kraju kwitnącej wiśni – Ryuichi Sakamoto (twórca między innymi "Małego Buddy"). Dzięki temu powstała ścieżka dźwiękowa tak niezwykła, jak sam obraz. To istny klejnot w filmografii tego kompozytora i pozycja będąca spełnieniem marzeń wielu entuzjastów muzyki filmowej. W końcu czy ktoś z nas nie zastanawiał, choć raz, ilu instrumentów tak naprawdę potrzeba do skomponowania partytury filmowej? Czy jest do tego niezbędna cała orkiestra, mały zespół, kwartet smyczkowy czy może wystarczy komputer z gigantyczną biblioteką sampli? A gdyby tak całą ścieżkę dźwiękową wykonać tylko na jednym instrumencie? Ryuichi Sakamoto daje nam odpowiedzi na te pytania, w sposób najbardziej satysfakcjonujący ze wszystkich możliwych.
 
Na ścieżce dźwiękowej z filmu "Tony Takitani" usłyszmy wyłącznie fortepian – żadnych innych instrumentów. Jego samotny dźwięk jest świetną paralelą samotności głównego bohatera. Pełne nostalgii, powolne dźwięki fortepianu suną tutaj przez przestrzeń ciszy, w niezwykły sposób pobudzając wyobraźnię. Wszelkie uczucia przedstawiane są w subtelny i pełen zachowawczości sposób. Emocje napływają niczym fale na brzegu morza – powoli, płynnie i monotonnie. Nie ma tutaj gwałtownych i nieprzewidywalnych uderzeń w klawisze czy nagłych zrywów. Sakamoto starannie dobiera dźwięki i używa ich bardzo ostrożnie, pozwalając aby cisza także stała się elementem jego muzyki. Czasem oszczędność środków wyrazu jest tak ogromna, że całe kompozycje ograniczają się do monotonnych uderzeń w jeden dźwięk, wyraźnie spreparowanego, fortepianu ("Harmonics 1", "Harmonics 2").
 
Na płycie można usłyszeć kilka tematów i motywów opisujących różne odcienie smutku i nostalgii. Są one zaledwie podstawą do budowania całych kompozycji – sekwencją dźwięków powtarzającą się co jakiś czas i spinającą tę ścieżkę dźwiękową w jedną całość. Dzięki temu muzyka ta sprawia wrażenie jakiejś gigantycznej jazzowej improwizacji. Zupełnie jakby Sakamoto przygotował sobie kilka melodii i nagrał tę ścieżkę dźwiękową przy jednym podejściu do instrumentu, na bieżąco oglądając film. I mimo że dźwięków fortepianu jest tu relatywnie mało to posiadają one ogromny ładunek emocjonalny. W napięciu oczekuje się na kolejną nutę, która nastąpi po długiej pauzie.
 
Tę niezwykłą ścieżkę dźwiękową japońskiego kompozytora, pod względem stylistyki można by umieścić gdzieś między solowymi dokonaniami Leszka Możdżera i Craiga Armstronga. Sakamoto korzysta tutaj z typowo jazzowych elementów, jak improwizacja i charakterystyczne frazowanie, ("Fotografia 1") oraz minimalizmu ("Solitude"). Te dwie techniki gry na fortepianie przeplatają się tutaj pokazując ogromne możliwości kolorystyczne tego instrumentu, nawet w tak wąskim zakresie przedstawianych emocji, jakich wymagał film. W pewnym sensie Sakamoto na fortepianie zrobił to samo, co Gustavo Santaolalla na gitarze. Za pomocą kilku dźwięków jednego instrumentu, wydobył z obrazu niepowtarzalne emocje, które odczuwalne są także podczas słuchania płyty.
 
Zdecydowanie nie jest to płyta dla osób niecierpliwych. Wszystkie kompozycje są tu bardzo powolne i ascetyczne, a odkrywanie ich znaczenia wymaga kilkukrotnego przesłuchania całości. Wcale nie oznacza to jednak, że można przejść obok tej płyty obojętnie. Ten krążek to doskonała okazja do refleksji i zatrzymania się na chwilę w tym, pędzącym na złamanie karku, świecie.
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
  • 1. DNA Intro
  • 2. Solitude
  • 3. DNA
  • 4. Bottom
  • 5. Fotografia 1
  • 6. Fotografia 2
  • 7. Solitude Short
  • 8. Harmonics 1
  • 9. Solitude One Note
  • 10. Harmonics 2
  • 11. Solitude Theme
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. DominikCh

    Słaba muzyka. Zwykłe plumkadełko, które mogłoby napisać wielu innych kompozytorów. Co prawda temat z „Solitude” jest ładny, ale to wciąż nic szczególnego. Sakamoto ma w swoim dorobku wiele ciekawszych prac.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...