Togo
Kompozytor: Mark Isham
Rok produkcji: 2019
Wytwórnia: Walt Disney Records
Czas trwania: 79:45 min.

Ocena redakcji:

„…poruszająca i bardzo zaskakująca praca…”

Wydaje się, że nie było sensu robić kolejnego filmu z psami, Alaską oraz zaprzęgami. Disney (a dokładniej ich sieć streamingowa) nie wystraszyła się „Zewu krwi”, czyli ostatniej produkcji 20th Century Fox. Pod koniec roku 2019 pojawił się film „Togo”, opowiadający XX-wieczną historię wyprawy psiego zaprzęgu po lekarstwo dla miasteczka opanowanego przez epidemię. Zaprzęgiem kierował norweski treser psów Leonhard Seppala, a psim liderem był bardzo doświadczony Togo. O tej historii już opowiadała animacja „Balto”, jednak dzieło Eriksona Core’a również angażuje i jest świetnie zrealizowane, co jest zasługą wykorzystania prawdziwych psów, zapierających dech w piersiach plenerów oraz charyzmatycznego Willema Dafoe.

isham-3222216-1590001305Po przerwie, jaką był remake „Point Break”, reżyser postanowił sięgnąć po sprawdzonego kompozytora Marka Ishama. Maestro ostatnimi czasy robił albo filmy z niezbyt imponującym budżetem i rozgłosem albo realizował seriale telewizyjne pokroju „Once Upon a Time”, „American Crime”, „Cloak & Dagger” czy „Godfather of Harlem”. Po „Togo” nie oczekiwałem więc zbyt wiele, bo i poziom tych dokonań Amerykanina nie był zbyt wysoki. Ale wyszło lepiej niż sądziłem.

Nie można uniknąć porównań z konkurencyjnym dziełem od Johna Powella. Anglik mocno ubarwił „Zew krwi” folkowo-westernowym sosem. „Togo” pozornie wydaje się brzmieć bardziej klasycznie, wręcz w starym stylu, z dominacją sekcji smyczkowej. I to ona potrafi zarówno tchnąć ducha wielkiej przygody (otwierające całość „To Nome” bardzo przypominające… Thomasa Newmana – to brzmienie skrzypiec jest nie do wymazania), jak i bardziej dramatyczne momenty (mroczne „Hospital” z cięższą wiolonczelą, poruszające „So You Will Go”).

Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Isham bardziej skupia się na pokazaniu emocji oraz relacji między Sepphalą a psem. Dlatego pierwsza połowa płyty wydaje się wyciszona, wręcz spokojna. W żadnym jednak wypadku nudna czy nieangażująca, co pokazują pewne momenty przełamania (końcówka „Leaving Nome” z nerwowymi perkusjonaliami).

Dla mnie najciekawsze momenty dotyczyły retrospekcji, w których Togo jest szczeniakiem. Dość trudnym w obyciu oraz upartym niczym osioł. Wtedy pojawiają się nuty skrzypiec, opisujące pozornie niegroźny wygląd psiaka – jak w „Mischievous Pup” czy podpartym fletami „Resourcefoul Dog”. Ale to są tylko fragmenty tych kompozycji, których podstawą jest ciepłe solo skrzypiec, ilustrujące upór oraz determinację. Pod ten nurt wpisuje się także ciepłe „Digging”, nabierające rozmachu oraz energetycznego kopa po oszczędnym wstępie. Najlepszym jednak fragmentem opisującym ten okres pozostaje niemal bajkowe „To Lead”, opisujące szybko zmontowaną sekwencję drogi bohatera do bycia psim liderem zaprzęgu. Słuchając dźwięku skrzypiec oraz wplecionych dęciaków i fletów można odnieść wrażenie, że słuchamy muzyki z… filmu studia Ghibli, a duch Joe Hisaishiego jest silnie obecny.

Niemniej nie brakuje tutaj paru niespodzianek, głównie na polu rzadkich momentów akcji. Przyspieszony walczyk „Crossing the Sound”, niepokojące „Wrong Way”, które daje pole do popisu perkusjonaliom, kotłom i wręcz horrorowym smyczkom; pełne perkusyjnych uderzeń „The Sound of Nothing” z dynamiczną końcówką, niemal rozpędzony popis smyczkowy w fantastycznym „All Alaska Sweeptakes” oraz pędzące na złamanie karku „Perilous Sound”, gdzie poczucie uciekającego czasu zmusza do pośpiechu, łapiąc mocno za gardło.

Żeby jednak nie było za słodko, albumowe wydanie „Togo” ma parę drobnych wad. Całość trwa niecałe 80 minut, co jest strasznie długim czasem. Chcąc nie chcąc, pojawia się tutaj troszkę ilustracyjnej tapety. Zazwyczaj są to bardzo krótkie fragmenty, rzadko przekraczające minutę. Mimo swej długości, score nie przynudza, co jest zaskakującym doświadczeniem. Chociaż pod koniec odsłuchu muzyka wydaje się bardziej wyciszona.

Być może zabrzmi to trochę niewiarygodnie, ale „Togo” to najlepsza ścieżka Ishama od czasów „Czarnej Dalii”. Czyli od bardzo dawna. Piękna, poruszająca i bardzo zaskakująca praca Amerykanina, przypominająca o tym, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w muzyce filmowej. Czy dzięki tej produkcji maestro wróci do pierwszej ligi i znowu będzie tworzył do głośnych tytułów? Życzyłbym sobie tego.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • To Nome
  • Hospital
  • Luck Dries Up
  • So You Will Go
  • Leaving Nome
  • Mischievous Pup
  • Wrong Way
  • Digging
  • Resourceful Pup
  • Helpless
  • Crossing the Sound
  • Shaktoolik
  • Hard Decisions
  • Determination
  • To Lead
  • Near Miss
  • Sleep
  • The Sound or Nothing
  • All Alaska Sweepstakes
  • Perilous Sound
  • The Pine Stings Her Eyes
  • Concern
  • Togo Take Us
  • Magnificent
  • Last Legs
  • Time and Togetherness
  • Forgive Me
  • Harnessed to Your Heart
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...