Super
Kompozytor: Tyler Bates, różni wykonawcy
Rok produkcji: 2011
Wytwórnia: Lakeshore Records
Czas trwania: 49:07 min.

Ocena redakcji:

 

Trzeba przyznać, że superbohaterowie zadomowili się w kinie na dobre. Już od ponad dekady rozdzielają finansowe karty Hollywood, a z roku na rok filmów z ich udziałem wychodzi coraz więcej. Co więcej, od paru lat trwa także moda na demitologizację komiksowych herosów. „Iniemamocni”, „Hancock”, „Kick-ass”, „Watchmen”, poniekąd „Batmany” Nolana, czy też niezależne „Defendor” i „Super” właśnie – to tylko niektóre z tytułów, mierzące się z tym zagadnieniem w sposób przyziemny, bardziej realistyczny, czy wręcz życiowy. Ten ostatni na chwilę obecną nie dotarł jeszcze do Polski oficjalnymi kanałami – a szkoda, bo to chyba jeden z ciekawszych, a przy tym bardziej gorzki (acz niepozbawiony ironii i humoru) przykład z wyżej wymienionych. Warto więc zwrócić nań uwagę – również, jeśli idzie o muzykę. W przypadku „Super” już sam tytuł mówi bardzo dużo.

 

bates-3556632-1590001077Odpowiedzialny za ilustrację Tyler Bates już od ponad 17 lat przebywa w Hollywood – w tym czasie zdołał zilustrować aż 64 produkcje (!!) kinowe, jak i telewizyjne. Niesamowite, zważywszy, iż nie posiada on wykształcenia i obycia w pisaniu dla filmu (do czego zresztą otwarcie sam się przyznaje, twierdząc, iż nie uważa się za kompozytora). Niesamowite tym bardziej, że właściwie każda jego kolejna praca wzbudza niesmak i kontrowersje wśród krytyków i miłośników filmówki, co związane jest tyleż z miałkością większości tych partytur, co z ilością plagiatów i radosnych kopii prac bardziej utalentowanych kolegów po fachu. Dość powiedzieć, że za taką zżynkę z Goldenthala w „300” studio zmuszone było potem do oficjalnych przeprosin. Niemniej, jakimś cudem Bates nie narzeka na brak projektów, a nawet dostaje coraz lepsze, większe propozycje. Kluczem do tej sytuacji jest oczywiście znajomość z Zackiem Snyderem, którego remake „Dawn of the Dead” i wspomniane „300” stanowiły punkt zwrotny w karierze ‘kompozytora’. Zdziwił mnie więc wybór akurat jego do zilustrowania tej skromnej, niezależnej właściwie produkcji. Co jednak zdziwiło mnie jeszcze bardziej, to efekt tego angażu…

 

Mimo, iż spory udział Batesa w innych rodzajach muzyki dziś już trudno podważyć (współpraca m.in. z Tori Amos, Limp Bizkit czy Blink 182), to – podobnie jak wielu innych kolegów-recenzentów – jakoś nigdy nie zdołał kupić mnie, jako twórca filmowy. Przypuszczalnie dlatego, że dotychczas nie miał zbyt wiele do sprzedania. Co prawda zarówno remake „Dorwać Cartera”, jak i wspomniane „300” nie są totalnie złymi ilustracjami, to jednak główną siłę zawdzięczają oryginalnym nutom innych twórców, a sam Tyler niewiele do nich wniósł, tworząc w przerażającej większości prace nie tyle pozbawione charakteru, co zwyczajnie odtwórcze, puste i często mocno nijakie. Na tym tle tym bardziej trudno nie docenić rodzynka, jakim okazał się ten „Super” score.

 

Choć i tu Bates nie zawdzięcza finalnego efektu jedynie swojej osobie, to jednak tym razem naprawdę udało mu się stworzyć ilustrację z sercem, wdziękiem i stylem. Być może zainspirowała go płeć piękna, a konkretnie stara znajoma, którą zaprosił do współpracy – Lisa Papineau. Oboje znają się jeszcze z początku lat 90-ych ubiegłego stulecia, z zespołu Pet. Jej głos dodał ilustracji delikatności i ulotności, co bardzo dobrze słychać już w świetnej piosence otwierającej film – „Two Perfect Moments”. To w niej odciska największe piętno na Batesie, choć usłyszymy ją i później, jako boskie natchnienie w efektownych, patetycznych wręcz „Finger Of God” i „Holy Avenger’s Advice”, oraz w optymistycznym, końcowym „Aftermath And Resolution”, stanowiącym stosowne rozładowanie napięcia i podsumowanie. Największe wrażenie robi jednak wybuchowy, konkretny action score w postaci „Libby Goes Down”, w którym głos Lisy schodzi na dalszy plan, dając pole do popisu Batesowi – a ten umiejętnie i bez hamulców łączy tu orkiestrę z elektroniką, zapewniając słuchaczom prawdziwą jazdę bez trzymanki. I choć pozostałe dwa krótkie, pozbawione ‘wdzięków’ Lisy utwory, stanowią już tylko zwykły przerywnik, to także i im nie można odmówić uroku, a Bates również w nich zdołał zachować klimat i ciągłość kompozycji. Czyli w końcu odwalił naprawdę dobrą robotę – i to taką, która znakomicie sprawdza się w filmie, jak i poza nim.

 

Jednak na albumie, jak i w obrazie dominują piosenki – nie wszystkie udało się zmieścić na płycie, producenci ograniczyli się do tych najbardziej charakterystycznych, tudzież słyszalnych. I mimo, iż stanowią one zdecydowaną większość całej ścieżki dźwiękowej, to jednak nie będę się na ich temat mocno rozpisywał. Tu wszystko rozbija się już bowiem o gusta i każdemu z pewnością spodoba się co innego. Choć przyznam, że nie ma za bardzo na co narzekać – poza niewielkim olaniem chronologii (utwory Batesa rozpoczynają i kończą film, szkoda, że i na płycie nie stało się podobnie) i wspomnianymi brakami (chyba nikt by nie płakał, gdyby krążek trwał nieco dłużej, choć i teraz trudno uronić łzę…), otrzymujemy bowiem naprawdę dobrą składankę. Dominuje rock i pop, są zarówno znane szlagiery, jak i mniej rozpoznawalne nuty, a wszystko zostało zestawione z głową i świetnie się uzupełnia. Co ważne, łatwo się też w tym wszystkim połapać, a każda kolejna piosenka bez problemu przywołuje w pamięci odpowiednie sceny z filmu, do których niemalże perfekcyjnie je dobrano.

 

Z reguły podobne kompilacje score’u z piosenkami często zawodzą. Ale „Super” stanowi wyjątek, mieszankę niemal doskonałą. Nie wszystko uderza tu co prawda w najwyższe tony, nie wszyscy będą też pewnie ukontentowani w pełni jej zawartością, niemniej otrzymaliśmy tym razem naprawdę solidną porcję rozrywki i niezwykle udany, spójny podkład do tego nieszablonowego filmu. A przy okazji okazało się, że nawet Bates jak chce, to potrafi. I choć trudno wyrokować dalszą przyszłość, jednocześnie odpuszczając mu dotychczasowe grzechy po jednej tylko ilustracji, to jest to mimo wszystko dobry początek, aby w końcu przestać po nim jeździć, jak po 'burej suce'.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Calling All Destroyers – Tsar
  • 2. Two Perfect Moments – Tyler Bates feat. Lisa Papineau
  • 3. It Hurts Too Much – Eric Carmen
  • 4. I Do – Lo-def Dollz
  • 5. The Prayer – Tyler Bates
  • 6. If You Want My Love – Cheap Trick
  • 7. God Knows My Name ’11 – Moneybrother
  • 8. Finger of God – Tyler Bates feat. Lisa Papineau
  • 9. Holy Avenger’s Advice – Tyler Bates feat. Lisa Papineau
  • 10. Nobody Knows You Anymore – Terra Naomi
  • 11. What It Was – Aceyalone
  • 12. The Second Prayer – Tyler Bates
  • 13. Born Under a Bad Sign – Moneybrother
  • 14. Let Your Body Decide – The Ark
  • 15. Libby Goes Down – Tyler Bates feat. Lisa Papineau
  • 16. Aftermath and Resolution – Tyler Bates feat. Lisa Papineau
  • 17. Sometimes Good Guys Don’t Wear White – The Nomads
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Mystery

    Dobry film z dobrą muzą w nim. Albumowo już tak nie satysfakcjonuje, ale jest na czym zawiesić ucho, także składanka całkiem w pytę.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...