Soloist, The
Kompozytor: Dario Marianelli
Rok produkcji: 2009
Wytwórnia: Decca Records
Czas trwania: 47:46 min.

Ocena redakcji:

 

Pierwsza próba Joe Wrighta zmierzenia się ze współczesną historią na srebrnym ekranie, chociaż wyczekiwana, spotkała się z raczej umiarkowanym przyjęciem. Być może oczekiwania były zbyt wyśrubowane, w końcu na planie spotkali się ceniony reżyser i wspaniali aktorzy. Krzywdzącym byłoby jednak uznanie rezultatu za nieudany, to rzemieślniczo porządne, pierwszorzędnie zagrane realistyczne kino z niewątpliwym sercem – z pewnością nie dzieło życia dla żadnego z twórców, ale i nie powód do wstydu. Pisząc o „żadnym z twórców”, mam również na myśli kompozytora ścieżki dźwiękowej, Dario Marianellego. Trudno określić jego muzykę dziełem życia, z drugiej strony śmiało można stwierdzić, iż odniósł on w kontekście tego obrazu największy sukces.

 

Ta kompozycja Beethovenem stoi. Włoch wplótł w strukturę ścieżki szereg oryginalnych kompozycji niemieckiego geniusza. To rozwiązanie naturalne w kontekście filmu. Główny bohater, Nathaniel Ayers, cierpiący na schizofrenię wiolonczelista wielokrotnie daje wyraz swojego uwielbienia dla tego artysty. Dla tych, co filmu nie widzieli, niech wystarczającą wskazówką będzie tytuł drugiego z utworów na płycie, „Crazy About Beethoven”. Marianelli staje więc przed trudnym zadaniem niejako wchłonięcia w narrację charakterystyczną dla muzyki filmowej dużych partii z definicji autonomicznych utworów muzyki poważnej.

 

marianelli-8864134-1590001001Kompozytor podchodzi do zadania dwojako. Z jednej strony korzysta z prac Beethovena jako swego rodzaju zaczynów tematycznych. Motyw Nathaniela to aranżacja opusu 131 Czternastego Kwartetu Smyczkowego. Jego niepokojące brzmienie opierające się na pociągłych, chropowatych frazach dobrze oddaje zamknięty, niezrozumiały świat bohatera. Ze względu na najszersze wykorzystanie tej melodii jako filmowego tematu, Marianelli pozwala sobie na najdalej idące eksperymenty aranżacyjne. Prowadzą go więc czasem drażniące wokalizy („Paper Mache World”), czy też akordeon („Accordion Interlude”). To poważne odstępstwa od dominujących na ścieżce smyczków.

 

Inne utwory Beethovena stanowią z reguły bazę pojedynczych utworów. Na uwagę zasługuje zawsze fascynująca „Eroica”, której fragmenty konstruują energetyczne „Four Billion Years”, czy zamykające ścieżkę ponad jedenastominutowe, subtelne „Mr. Ayers and Mr. Lopez” trawestujące 9. Symfonię. Wymienienie wszystkich utworów Beethovena przewijających się przez tę ścieżkę dźwiękową jest bezcelowe, to dobre zaproszenie do zabawy wszelkiej maści szperaczy. Sprawę zasadniczą stanowi wkład Marianellego w aranżację i funkcjonalne wykorzystanie tej muzyki.

 

Kompozytor, dostosowując się do potrzeb filmu, mocniej akcentuje partie smyczków, szczególnie wiolonczeli, której solowe brzmienie otwiera ścieżkę. Oczywiście pojawiają się fragmenty kwartetów smyczkowych, czy sonaty na wiolonczelę i fortepian, które takich zabiegów nie wymagają, ale Marianelli dba, aby słuchacz ani przez moment nie zapomniał, który instrument jest tu najważniejszy. Można mieć lekkie pretensje, że Włoch nie popuścił trochę wodzy fantazji i nie pozwolił sobie na daleko idące uwspółcześnienie wykorzystywanej muzyki. W końcu film opowiada historię bardzo współczesną, a muzyka, chociaż z pewnością ponadczasowa, korzeniami tkwi w przeszłości. Drobne akcenty w rodzaju wokaliz podkreślających chorobę psychiczną Ayersa („The Voices Within”), czy bardzo subtelnej elektroniki („Falling Apart”), to trochę za mało. Najbardziej osadzone we współczesności wydaje się „A City Symphony”, które rozpoczynają dźwięki pędzących samochodów. To także utwór, który najpiękniej współgra z obrazem, razem stanowiąc hymn na cześć życia i muzyki.

 

Właśnie to zbyt mocne zwrócenie muzyki ku przeszłości, powstrzymuje mnie przed postawieniem najwyższej noty. Marianelli umiejętnie czerpie z bogactwa muzyki Ludwiga van Beethovena, osadza ją mocno w opowiadanej historii, ale trochę brakuje mu odwagi, by ją „rozruszać”. Nie oznacza to, że wykorzystanie utworów sprzed dwustu lat odbywa się kompletnie bez zasady wzajemności. Beethoven wzbogaca film, ale i psychologiczny wymiar opowieści wzbogaca odsłuch Beethovena w tym konkretnym kontekście. Psychologiczny właśnie, czy też emocjonalny, ale nie obyczajowy, co, jak sądzę, byłoby znacznie ciekawsze. Tym niemniej polecam tę ścieżkę ze spokojnym sumieniem. Można bowiem marudzić trochę na przyprawy, ale Beethoven à la Marianelli to i tak niezwykle soczysty kawałek.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Pershing Square
  • 2. Crazy About Beethoven
  • 3. Paper Mache World
  • 4. A City Symphony
  • 5. This Is My Apartment
  • 6. There Is No Escape
  • 7. Falling Apart
  • 8. Four Billion Years
  • 9. Nathaniel Breaks Down
  • 10. Accordion Interlude
  • 11. The Lord's Prayer
  • 12. The Voices Within
  • 13. Sister
  • 14. Cello Lesson
  • 15. Mr. Ayers And Mr. Lopez
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Mefisto

    4 i nawet 5? Cóż, lekko zaskakujące. Beethoven Beethovenem, ale ta ilustracja brzmi mocno topornie, jest monotonna, brak jej pazura i poza filmem kompletnie mnie nie porywa.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...