Serious Man, A
Kompozytor: Carter Burwell
Rok produkcji: 2009
Wytwórnia: Lakeshore Records
Czas trwania: 33:36 min.

Ocena redakcji:

 

Carter Burwell towarzyszy Braciom Coen od samego początku ich kariery i vice versa. Jako pierwszy zrealizowali wspólnie film „Śmiertelnie proste” – debiut Coenów, pierwsza ścieżka dźwiękowa Burwella. Od tego czasu przez przeszło ćwierć wieku możemy obserwować jeden z najstabilniejszych duetów (czy może w tym przypadku tercetów) reżyser-kompozytor w historii kinematografii. Trzeba jednak przyznać, że ma on wpływ na kształt muzyki filmowej znacznie mniejszy niż wzorcowy duet Spielberg-Williams, czy również zasłużony Burton-Elfman. Muzyka w filmach Coenów jest bowiem zwykle dość skromna, nieszczególnie rozbudowana i nie angażuje widza w dużym stopniu, aczkolwiek nie da się jej odmówić wyrazistości.

 

burwell-2396832-1590001153„Poważny człowiek” również łączy w sobie ową oszczędność z wyrazistością. Od pierwszych scen warstwa muzyczna intryguje i ma wydatny udział w kształtowaniu atmosfery obrazu. Powtarzający się często w trakcie seansu prościutki temat oparty na subtelnym akompaniamencie harfy połączonym z dramatyczniejszą melodią ma w sobie magię i tajemnicę, dodając realistycznej fabule wymiaru przypowieści. Na nim Burwell oparł całą kompozycję, której znaczenie dla filmu jest nie do przecenienia. Na krążku jednak sprawa wygląda znacznie gorzej.

 

Pierwsze co zwraca uwagę i od razu nastawia negatywnie, to długości poszczególnych ścieżek. Wiele z nich nie przekracza nawet minuty. W tym czasie żadna sensowna melodia nawet nie ma prawa się rozwinąć. Pojawia się więc szereg miniaturowych impresji opartych zwykle na głównym temacie („Green Lawns”, „Thirst”) lub zupełnie niepotrzebnych dźwięków („Rabbi Sting 1”, „Rabbi Sting 2”). Przyjemności z ich słuchania nie ma żadnej, w ogóle wyszczególnienie tego rodzaju muzycznych mikronów na osobne ścieżki wydaje się pomysłem chybionym.

 

Najciekawsze momenty partytury kryją się więc w dłuższych utworach. Wyróżnia się szczególnie „Canada” na początku prezentująca główny temat, by po chwili przeobrazić się w delikatną melodię na flet, któremu w drugiej połowie ładnie towarzyszą smyczki, a wracający motyw wiodący nieco całość komplikuje, dzięki czemu ucieka ona od banału. Potężniej brzmi „A Serious Man”, który w dużej mierze jest ponownie szeregiem wariacji głównego motywu, lecz w drugiej połowie brzmi niemal epicko, podobnie jak pełna godności końcówka „The Roof”.

 

Są to jednak wyjątki od reguły, w której rządzi muzyczna niepełność. Częste wracanie do głównego motywu wywołuje czasem wrażenie, iż słucha się cały czas jednego utworu, dziwacznie jednak wypełnionego chwilami ciszy i przypadkowymi dźwiękami. Do tego dochodzą jeszcze piosenki, co tu dużo mówić najlepsze momenty na płycie. Jako pierwsze pojawia się obowiązkowe „Somebody to Love” rockowej grupy Jefferson Airplane, które towarzyszy napisom początkowym filmu, stając się niejako jego drugą, być może nawet ważniejszą, muzyczną wizytówką. Z tym zespołem słuchacz spotyka się na ścieżce jeszcze dwukrotnie: przy lirycznej balladzie „Comin’ Back to Me” i hipnotycznym „Today”.

 

Piosenki Jefferson Airplane komponują się z meandryczną partyturą Burwella wcale nieźle, raz zresztą kompozytor pozwala sobie na lekki ukłon względem grupy. To rockowe zwieńczenie „Good Riddance/The Canal”, które płynnie przechodzi w „Somebody to Love”. Szkoda, że takich smaczków nie ma więcej. Myślę, że nie zaszkodziłyby one konsekwentnie budowanej atmosferze. Trzeba przy tym przyznać, iż atmosfera właśnie jest elementem, który najlepiej się przy samodzielnym odsłuchu broni. Muzyka natychmiast przywołuje wspomnienie filmu, jego dziwny mistyczno-realistyczny charakter, podskórny niepokój i egzystencjalny nerw.

 

Tym niemniej uważam wydawanie tego rodzaju partytury za bezsens. „Poważny człowiek” to tak naprawdę trzy utwory oryginalne na krzyż i garść muzyki źródłowej – zdecydowanie za mało na całą płytę. W rezultacie napchano krążek nieciekawym i poza filmem niemającym prawa bytu materiałem, by trwał ponad pół godziny. Nie wyobrażam sobie, kogo mogłoby to w całości zainteresować. Natomiast zdecydowanie polecam do zapoznania się z tą partyturą w trakcie filmowego seansu.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. A Marvel
  • 2. Knock Knock
  • 3. Green Lawns
  • 4. Good Riddance/ The Canal
  • 5. Somebody to Love – Jefferson Airplane
  • 6. Blue Skies
  • 7. Rabbi Sting 1
  • 8. Thirst
  • 9. Uncertainty
  • 10. The Roof
  • 11. Comin' Back to Me – Jefferson Airplane
  • 12. Rabbi Sting 2
  • 13. Thinking
  • 14. The Mentaculus
  • 15. Seriously
  • 16. Canada
  • 17. Today – Jefferson Airplane
  • 18. Sanctum
  • 19. A Serious Man
  • 20. Dem Milner's Trern – Sidor Belarsky
2
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Mefisto

    Ciekawa recka, której mogę przyklasnąć. W filmie muzyka świetnie buduje atmosferę, a sam motyw główny jest sympatyczny i chętnie posłuchałbym jakiejś suity na nim zbudowanej. Niestety album nic takiego nie proponuje i w ogóle oferuje niewiele.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...