Proposition, The
Kompozytor: Nick Cave, Warren Ellis
Rok produkcji: 2006
Wytwórnia: Mute U.S.
Czas trwania: 42:17 min.

Ocena redakcji:

 

Gdy Nick Cave spotkał się z Johnem Hillcoatem przy produkcji krwawego antywesternu zatytułowanego „Propozycja”, występował w podwójnej roli. Po pierwsze był scenarzystą filmu. Po drugie zaś, wspólnie z Warrenem Ellisem, podjął się stworzenia doń ścieżki dźwiękowej. Panowie znali się już z planu zapomnianego filmu „Ghosts… of the Civil Dead”, jednak dopiero „Propozycja” wyklarowała warunki ich dalszej współpracy, która zaowocowała jak dotąd trzema filmami. Dla Hillcoata stała się także przepustką do światowego kina, zaś Cave’owi przyniosła nagrodę Australijskiego Instytutu Filmowego.

 

cave_ellis-9338866-1590001114Nie dziwne, że między tymi twórcami powstała nić porozumienia. Hillcoat tworzy kino brutalne i gorzkie, co dobrze komponuje się z przydymioną, ponurą muzyką Cave’a. W „Propozycji” ścieżka dźwiękowa, obraz i słowa splatają się w niezwykły sposób. Muzyka jest nie tylko częścią filmowego tła, stanowi integralny element narracji. Pojawiające się fragmenty piosenek, czy melorecytacji służą za komentarz do oglądanych zdarzeń. Oryginalna kompozycja nadaje tempo opowieści, częściej obraz dostosowuje się do niej, niż ona do obrazu.

 

Zdawać by się mogło, że to sytuacja wymarzona do miłośnika muzyki filmowej. Skoro ścieżka dźwiękowa nie poddaje się sztywnym wymogom narzuconym przez reżysera i ma czas swobodnie płynąć, powinna charakteryzować się dużą autonomią i znakomicie wypadać na płycie. Niestety w przypadku „Propozycji” zależność działa w obydwie strony. Owszem, muzyka ma swoje szczególne miejsce, lecz zarazem nie rozpycha się w obrazie, wręcz przeciwnie, w sposób organiczny się z nim wiąże.

 

Cave i Ellis zdecydowali się na skromną, wręcz ascetyczną formę. Trzon stanowi ustawicznie brzmiące, przypominające bzyczenie muchy, więc na dłuższą metę irytujące tło. Nad nim unoszą się krótkie melodie grane przez zawodzące, chropowate skrzypce, zaskakujące gitarowe akordy, albo dziwacznie brzmiące instrumenty perkusyjne. Co pewien czas odzywa się głos Cave’a – czasem śpiewa, czasem mówi, czasem szepce, a czasem tylko nuci. Dodaje to muzyce swoistego aspektu osobistego i podkreśla jej szczególne znaczenie w narracji.

 

Zasadniczo jednak słucha się tego dość nieprzyjemnie. Senny główny motyw jest nie tyle monotonny, co smętny, a powracające fragmenty pieśni o jeźdźcu Cave prezentuje w egzaltowany sposób. Dopiero gdy na końcu po prostu ją śpiewa przy akompaniamencie nieco lżejszej, fortepianowej aranżacji, można docenić jej poetyckość i urok. Niektóre utwory to swoiste kurioza jak „Moan Thing”, jakże trafnie zatytułowane, gdyż sprowadza się do niby melodyjnych pojękiwań. Z drugiej strony pojawiają się fragmenty, nawet jeśli niezbyt łatwe w odbiorze, to przynajmniej brzmieniowo intrygujące. Takie jest na przykład „Road to Banyon” złożone właściwie z pojedynczych szarpnięć strun gitary i miarowego, perkusyjnego akompaniamentu. Trudno powiedzieć, żeby dobrze się tego słuchało, ale na swój sposób wciąga.

 

„Propozycja” stawia więc słuchacza w trudnej sytuacji. Łatwo docenić działanie tej muzyki w filmie, gdzie świetnie współgra z pustynnymi, rozgrzanymi krajobrazami Australii i krwawymi porachunkami bohaterów. Łatwo również pochwalić ogólną atmosferę płynącą z samego krążka ze ścieżką dźwiękową – atmosferę nieprzyjemną, tajemniczą, drażniącą, a zarazem bardzo sugestywną. Muszę jednak powiedzieć, że trudno byłoby mi wskazać, kto mógłby chcieć posłuchać tej muzyki dla przyjemności, a tym bardziej do niej wracać. Dla mnie to propozycja jednorazowego użytku, skierowana wyłącznie do cierpliwych.

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Happy Land
  • 2. The Proposition 1
  • 3. Road to Banyon
  • 4. Down to the Valley
  • 5. Moan Thing
  • 6. The Rider 1
  • 7. Martha's Dream
  • 8. Gun Thing
  • 9. Queenie's Suite
  • 10. The Rider 2
  • 11. The Proposition 2
  • 12. Sad Violin Thing
  • 13. The Rider 3
  • 14. The Proposition 3
  • 15. The Rider Song
  • 16. Clean Hands, Dirty Hands
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Mefisto

    Swego czasu miałem to recenzować, ale nijakość i właśnie smętność ścieżki mnie finalnie odrzuciły. Tak więc zgadzam się z każdym słowem – nie jest to zła muzyka, ale kompletnie nieatrakcyjna, a przy tym taka sobie w kwestii czysto ilustracyjnej. Wymęczone trzy.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...