Otoko-Tachi No Yamato
Kompozytor: Joe Hisaishi
Rok produkcji: 2005
Wytwórnia: For Life Music Entertainment
Czas trwania: 78:46 min.

Ocena redakcji:

Wiele osób słuchających muzyki filmowej często zapomina, że świat nie kończy się tylko na kinie europejskim i hollywoodzkim. Przyznam szczerze, że mi też się to czasem zdarza, jednak zawsze udaje mi się w porę opanować. Ostatnio po kilku miesiącach ciągłego słuchania ścieżek dźwiękowych, wątpliwej jakości, pochodzących z Hollywood jak i starego kontynentu, postanowiłem sięgnąć po twórczość pewnego japońskiego kompozytora. Muzyka filmowa powstająca do azjatyckich obrazów zawsze była dla mnie czymś niezwykle ciekawym i fascynującym. Ten nieco zapomniany na mapie światowego kina kontynent, wydał bowiem na świat wielu utalentowanych twórców. Wielka szkoda, że nie mogą oni wraz ze swoimi dziełami przebić się do przez mur, który postawiła amerykańska reklama. Tylko tak nieliczny artyści na Tan Dun odnieśli światowy sukces, zyskując jednocześnie spory rozgłos.

Jednak dla mnie wyznacznikiem niezwykłego talentu i potencjału drzemiącego w azjatyckich kompozytorach jest Joe Hisaishi. To jeden z tych nielicznych twórców muzyki filmowej, których ośmielam się nazywać geniuszami – a nie jest ich wielu. Ten Japończyk jest obecnie jednym z najlepszych kompozytorów na świecie, niewiele ustępując takim sławom jak John Williams czy Hans Zimmer. Jestem przekonany, że gdyby tylko Hisaishi zechciał zamieszkać w Hollywood i tam tworzyć, stałby się równie sławny na świecie jak Ci dwaj kompozytorzy. W swoim rodzimym kraju jest uznawany niemal za boga, a każda kolejna płyta rozchodzi się w rekordowych nakładach. Może to dziwić, jednak kiedy raz usłyszy się muzykę Hisaishiego, łatwo się w nim zakochać i zrozumieć fenomen jego postaci.

hisaishi-7696918-1590001028Ostatnio miałem okazję posłuchać jednej z najnowszych płyt tego niezwykłego kompozytora – "Otoko-tachi no Yamato". To zrealizowana z ogromnym rozmachem wojenna superprodukcja o losach największego pancernika w dziejach II Wojny Światowej. Projektowany i budowany w największej tajemnicy przez najwybitniejszych japońskich specjalistów pancernik Yamato miał zdecydować o losach II Wojny Światowej. Nie dziwi fakt, że zadanie skomponowania muzyki do tej japońskiej superprodukcji otrzymał właśnie Joe Hisaishi. W końcu to jeden z najbardziej znanych i cenionych twórców muzyki filmowej w Azji i do tego rodowity Japończyk. Ze swojego zadania wywiązał się bezbłędnie, tworząc muzykę niezwykle charakterystyczną i wyrazistą. Już od pierwszych taktów ma się świadomość, że jest to ścieżka dźwiękowa z filmu wojennego. Wszechobecne są tutaj klasyczne werble, kojarzące się z wojskiem oraz rozbudowana sekcja dęta na czoło, której często wysuwa się trąbka. Hisaishi skomponował także świetny temat, niezwykle podniosły, ale i liryczny zarazem. Początkowo skojarzył mi się on z jednym z motywów akcji, jakie Harry Gregson-Williams skomponował do filmu "Opowieści z Narni: Lew, Wiedźma i Stara Szafa". Jednak im dłużej go słuchałem tym podobieństw było mniej, a jedynym wspólnym elementem okazał się rytm wybijany przez werble i przewijające się w tle potężne chóry.

Niezwykle ciekawą sprawą w "Otoko-tachi no Yamato" japońskiego kompozytora jest jego amerykańskość. Od jakiegoś czasu można zauważyć, że Joe Hisaishi coraz bardziej interesuje się tym, co powstaje w Hollywood – pokazał to już w "Ruchomym zamku Hauru". Doskonale wyczuwalne były tam wpływy Johna Williamsa i George’a Gershwina. W "Otoko-tachi no Yamato" inspiracje amerykańskimi klasykami są jeszcze bardziej widoczne, co dla mnie osobiście nie jest zbyt pozytywnym zjawiskiem. W takich kompozycjach jak "Otoko-tachi no Yamato" czy "Hikaruumi" bez problemu można rozpoznać fragmenty "Indiany Jonesa" Johna Williamsa i tego bardzo przygodowego charakteru muzyki Amerykanina. Na tym się jednak nie kończy. Kompozycja "Shizumi Yuku Taiyo" to wręcz kopia muzyki akcji z "Gwiezdnych Wojen – Mrocznego Widma". W kilku fragmentach pojawiają się też bardziej ponure motywy przywodzące na myśl "Monachium" Johna Williamsa. To są podobieństwa, które najbardziej rzucają się w uszy i najbardziej przeszkadzają. Jednak sporo jest tutaj także innych drobiazgów, które pokazują, że Hisaishi bardzo inspiruje się Ameryką. Różne drobne zabiegi orkiestracyjne, przejścia, pasaże czy typowy Mickey Mousing nie pozostawiają w tej sprawie złudzeń. Kompozytor starał się zbudować atmosferę patosu, ale i jednocześnie dramatyzmu wykorzystując wzorce i archetypy występujące w kinie hollywoodzkim i trzeba przyznać, że wyszło mu to całkiem nieźle.

I to jest właśnie paradoks tej muzyki i jednocześnie geniusz Hisaishiego. Mimo tych wszystkich nawiązań i podobieństw słucha się tego z wielką przyjemnością – niczym jakaś mistyczną opowieść, która wciąga już od pierwszego taktu. Takie ścieżki dźwiękowe i takie filmy już w Hollywood od dawna nie powstają. Jest to potężny, epicki score wykonywany przez żywą orkiestrę bez żadnych elektronicznych ulepszaczy. Mamy prosty, chwytliwy temat przewodni pojawiający się w różnych aranżacjach, świetne orkiestracje i wysoki poziom wykonania. Miejscami można wyczuć tutaj także klimat świetnego "Tomcia Palucha".

Przeszkadzają jedynie dwie rzeczy. Pierwsza to długość krążka, która mocno przekracza 70 minut. W pewnym momencie tak długa płyta zaczyna po prostu nudzić, a zdecydowanie jest tutaj kilka kompozycji, których mogłoby zabraknąć. Drugim, dość pokaźnym minusem płyty są dwie piosenki. Pierwsza z nich to "Yamato" a druga to zamykająca album "Close Your Eyes". Obie wykonywane są w języku japońskim przez niejakiego Tsuyoshi Nagabuchi. Nie są one zbyt porywające a zachrypnięty głos wokalisty i powolny rytm nie ułatwiają ich odbioru. Innymi słowy po prostu nie pasują do patetycznej i melodyjnej partytury Hisaishiego. Niemniej bardzo polecam tę płytę wszystkim tym, którzy tęsknią za przygodowymi, ale i epickimi partyturami z lat 90, kiedy to chwytliwe tematy i złożone orkiestracje były najważniejsze. Na tej ścieżce dźwiękowej jest ich pod dostatkiem.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski
  • 1. Yamato – Tsuyoshi Nagabuchi
  • 2. Yamato No Umi
  • 3. Otokotachi No Yamato
  • 4. Hikaruumi
  • 5. Heishi No Etude
  • 6. Seishun No Ishibumi
  • 7. Umi No Bohyo
  • 8. Shizumi Yuku Taiyo
  • 9. Ikiru Kakugo To Shinu Kakugo
  • 10. Eireitachi No Tabidachi No Tabidachi
  • 11. Ai No Mujo
  • 12. Hana No Furu Gogo
  • 13. Nagori No Yuki
  • 14. Onnatachi No Yamato
  • 15. Tokko No Umi
  • 16. Sekibetsu No Fu
  • 17. Otokotachi No Banka
  • 18. Kaerazaru Umi
  • 19. Seishun No Junrei
  • 20. Asu Ni Ikiru
  • 21. Yamatoyo Eienni
  • 22. Close Your Eyes – Tsuyoshi Nagabuchi
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

3 komentarze

  1. J.B.

    Trafnie wytknięte podstawowe błędy tej ścieżki dźwiękowej, Hisaishi zbyt silnie czerpał tu z Williamsa, no i płyta jest za długa… ale temat… Temat wynagradza wszystko.

    Odpowiedz
  2. Koper

    Tylko, że temat to z Zimmera zapożyczony 😛

    Odpowiedz
  3. Wawrzyniec

    „Zapożyczony” delikatnie ujmując 🙂

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...