Moon
Kompozytor: Clint Mansell
Rok produkcji: 2009
Wytwórnia: Black Records
Czas trwania: 55:10 min.

Ocena redakcji:

Reżyserski debiut Duncana Jonesa to jeden z najciekawszych filmów science fiction ostatnich lat. Niemal ostentacyjnie odcinając się od gigantycznych kosmicznych widowisk w stylu "Star Treka", snuje skromną, nieefektowną historię rozpisaną na właściwie tylko jednego aktora. Film przykuwa uwagę gęstą, intrygującą atmosferą budowaną przez oszczędną dekorację i znakomitą muzykę Clinta Mansella. Znany przede wszystkim z drapieżnego "R equiem dla snu" kompozytor nie raz już udowodnił, iż potrafi hipnotyzować słuchacza nie gorzej niż Philip Glass. Konsekwentnie i z talentem korzysta z atutów minimalizmu, pozostając przy tym twórcą nieco osobnym, wyróżniającym się pośród kolegów po fachu.

 

mansell-3079676-1590001052Gatunek filmu i jego specyfika wymusiły na Mansellu pewne muzyczne rozwiązania. Przede wszystkim stworzył on partyturę równie skromną jak dzieło, któremu ma służyć. Nie ma tu porywającej epiki rodem ze "Źr ódła". Większość utworów jest czysto elektroniczna, Mansell operuje pojedynczymi dźwiękami, rytmem, subtelnie wplata w to fragmenty tematów. Nie da się ukryć, że wiele utworów jest więc po prostu nudnych. Ze względu na swoją skromność nie drażnią ucha, ale łatwo jest liczne fragmentów pominąć czy przespać. Wynika to z podporządkowania muzyki kształtowi filmu. Agresywne momenty, chociaż obecne, pojawiają się raczej w drugiej części płyty. Potrzeba więc nieco cierpliwości, lecz jest ona w kilku miejscach całkowicie wynagrodzona.

 

Przede wszystkim na wielkie brawa zasługuje główny motyw. Mansell potrafi pisać porywające tematy i w "Moon" zaproponował to, co ma najlepszego. Rozbrzmiewający już w "Welcome to Lunar Industries" motyw to wzorcowe wykorzystanie minimalizmu. Powtarzające się, rytmiczne tło, buduje nastrój niepokoju, narastające kolejne elementy tworzą w rezultacie precyzyjnie powtarzającą się konstrukcję, w której delikatna zmiana pojedynczych dźwięków kształtuje fascynujący muzyczny język doskonale dopasowany do filmu, ale i świetnie sprawdzający się poza nim. Jego poszczególne elementy, drobiazgi pojawiają się często w innych utworach, dbając o jednolitość całej ścieżki.

 

Główny motyw podobnie jak większość płyty przesiąknięty jest elektroniką (mimo że zasadnicza partia wykorzystuje fortepian), Mansell postarał się jednak, by i dla niej znaleźć odpowiednie urozmaicenie. Trzeba też przyznać, iż jest to jedno z najinteligentniejszych zastosowań tradycyjnych instrumentów. Żeby to docenić należy obejrzeć film, podpowiem jednak, że piękny, nostalgiczny motyw na fortepian i smyczki pojawia się w momentach, gdy podkreślany jest związek głównego bohatera z Ziemią. Tradycyjne instrumenty stają się niejako symbolem domu, świata ludzi.

 

Nie jestem szczególnym zwolennikiem ścieżek dźwiękowych opartych na elektronice, ale Mansell sięgnął po nią nie po to, by, jak wielu jego kolegów, nie robić sobie problemów z orkiestrą, nie sądzę też, by kluczowym powodem były względy oszczędnościowe (chociaż "Moon" jest filmem względnie tanim). Wszechobecna odhumanizowana elektronika została całkowicie uzasadniona treścią i atmosferą filmu i chociaż przyznaję, chwilami utwory snują się niemiłosiernie, mają one specyficzny, hipnotyczny urok, siła głównego motywu jest nie do przecenienia, a drobne niespodzianki potrafią przykuć uwagę. Kluczowe jest jednak perfekcyjne zgranie z filmem (właściwie tylko wybuch głównego motywu przy napisach początkowych mi się nie spodobał), muzyka Mansella jest niemal jego krwioobiegiem, buduje atmosferę, rozkłada akcenty, zwraca uwagę, a przy tym pozostaje dyskretna. Czy nie taka właśnie powinna być muzyka w filmie?

Autor recenzji: Jan Bliźniak
  • 1. Welcome to Lunar Industries
  • 2. Two Weeks & Counting
  • 3. I’m Sam Bell
  • 4. I’m Sam Bell Too...
  • 5. Memories (Someone We’ll Never Know)
  • 6. Are You Receiving
  • 7. Can’t Get There From Here
  • 8. “We’re not Programs, Gerty, We’re People”
  • 9. The Nursery
  • 10. Sacrifice
  • 11. We’re Going Home
  • 12. Welcome to Lunar Industries (Three Years Stretch…)
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

4 komentarze

  1. thame

    Dla mnie ten soundtrack przebił Requiem for a dream. Specjalnie sprowadziłem sobie tą płytę, bo w Polsce nie jest dostępna. Ciągle do niej wracam. Wręcz mnie hipnotyzuje. Jest minimalistyczna a ja lobię taką muzykę. Utwór jedenasty mam ustawiony jako budzik w telefonie. Przy niej mogę wstawać nawet do najgorszej roboty…

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. belezariusz

    film świetny, muzyka jeszcze lepsza. można się przyczepić do monotematyczności. motyw jednak jest wybitny.

    Odpowiedz
  3. Unfinished

    Świetna muzyka, Clint w najwyższej formie. Liczę na dalszą współpracę z Duncanem, zapowiada się świetnie.

    Odpowiedz
  4. Lachupakabra

    Płyta wybitna w całej krasie oddająca wszechogarniającą przestrzeń kosmosu, księżyca, samotności. Jestem pod wrażeniem minimalizmu, który paraliżuje i jednocześnie maksymalnie przyciąga. Słucham tej płyty prawie codziennie i zawsze porusza we mnie nowe struny. Oglądając film wrażenia są jeszcze bardzie spotęgowane, dlatego ta ścieżka nie mogła być inna, bo efekt byłby inny, może nawet gorszy. Jest to mój numer drugi na liście absolutnie wybitnych, po „Passion of the Christ”. Dzięki mistrzu Mansell, czekam na więcej.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...