Krampus
Kompozytor: Douglas Pipes
Rok produkcji: 2015
Wytwórnia: La-La Land Records
Czas trwania: 78:18 min.

Ocena redakcji:

 

Święta, święta i… po świętach. To ostatnimi czasy bodaj ulubione powiedzonko wszystkich zaangażowanych w celebrowanie Bożego Narodzenia, na które niby wyczekujemy z utęsknieniem, ale im ono bliżej, tym bardziej chce się to wszystko rzucić w cholerę. Irytujący krewni, nietrafione prezenty, masa pracy, więdnące drzewka, tłukące się bombki, zakupowy szał i rokroczny brak śniegu – to rzeczy, które chciałoby się jak najszybciej odhaczyć i mieć z głowy, przynajmniej do czasu kolejnej Gwiazdki. Jednak tradycję warto pielęgnować – zwłaszcza jeśli alternatywą ma być wizyta Krampusa…

 

pipes-1605610-1590001036Horror o dużym zabarwieniu komediowym i dokładnie takim tytule, to właśnie niecodzienna przestroga wyniesiona z germańskich podań, by nie ignorować istoty tych rodzinnych uroczystości. Posiadająca dużą wartość rozrywkową produkcja Michaela Dougherty ma przy tym szansę stać się naturalnie świątecznym klasykiem, który z czasem (i raczej głównie za oceanem) będzie odświeżać się równie ochoczo, co przygody Kevina McCallistera. Duża w tym zasługa trafionej obsady aktorskiej, (czarnego jak smoła) humoru idealnie zmieszanego z grozą oraz doskonale wyważonych elementów składowych historii, z muzyką Douglasa Pipesa na czele.

 

Często ociera się ona o typową tapetę, acz jest to bez wątpienia jedna z najbardziej wyrazistych prac danego gatunku od ładnych paru lat. Znacząco wybija się na ekranie, gdzie dostaje zresztą bardzo dużo miejsca by zaistnieć (wrażenie robi szczególnie pierwsze pojawienie się stwora). Poza nim potrafi również przyprawić o ciarki na plecach. A wszystko skąpane w mrocznym brzmieniu i zarazem swojskich, ciepłych dźwiękach wszechobecnych dzwoneczków oraz w akompaniamencie typowych dla tego okresu melodii.

 

Z jednego z takich zimowych szlagierów – „Carol of the Bells” – Pipes wykuł bardzo fajny motyw przewodni na oczywisty, ale śpiewający po niemiecku chór, który robi za wizytówkę „Krampusa”. Przyjemna, chwytliwa i równocześnie podskórnie niepokojąca nuta zalicza się w swojej końcowej aranżacji – suicie „End Credits” – do czołówki tematycznej tego, dobiegającego końca roku, choć oryginalnością bynajmniej nie grzeszy.

 

Reszta ilustracji jest w dużej mierze przepełniona mniej nieprzyjemnym, zapodanym na zmianę z bardziej nieinwazyjnym underscorem, jaki ma za zadanie skutecznie budować klimat oraz śrubować w górę napięcie. W filmie sprawdza się to wszystko bez zarzutu. Album od La-La-Land zostaje nim jednak przepełniony niczym brzuch wujka w trakcie Wigilii, wobec czego atrakcyjność oraz ogólnie rozumiana słuchalność całego przedsięwzięcia nieco spada. Niemniej nawet taki, blisko 80-minutowy kolos potrafi dostarczyć sporo zabawy – czy to nie stroniącą od eksperymentów formą, powolnym odsłanianiem kart, czy też konsekwentną do samego końca, tajemniczą atmosferą, jaka bez problemu udziela się odbiorcy.

 

krampus_lp-8274021-1590001639  krampus_lp2-7376470-1590001640

 

Fragmenty akcji potrafią zresztą porwać – jeśli nie tempem, które chwilami bywa wręcz nadekspresyjne, to przynajmniej dużym wyczuciem, niezwykłą zręcznością, z jaką kompozytor łączy ze sobą poszczególne jej elementy oraz rozmachem godnym największych blockbusterów. W takich utworach, jak „Bells, Bones, and Chains”, „Season's Eating”, czy „Creatures Are Stirring” dzieje się dużo, dobrze oraz głośno (notabene warto zauważyć, że wiele tytułów na trackliście to wariacje świątecznych hasełek/znanych piosenek). Co prawda po jakimś czasie i niezbyt sprzyjającym montażu wydawnictwa, dana konwencja i atakujące nas bezustannie potężne takty mogą zmęczyć. Ale też i skutkują prawdziwymi perełkami, jakich smakuje się wielokrotnie z niekłamaną satysfakcją („Elfen”, „The Shadow of St. Nicholas”, „Cloven”).

 

Mimo sięgania po sprawdzone środki wyrazu – w rodzaju wwiercającej się w mózg sekcji smyczkowej, potężnej i ponurej dętej, wspomnianych chórów, bębnów i innych instrumentów perkusyjnych – Pipes nadaje swojej muzyce odpowiednio specyficzny, lawirujący między mistycyzmem, a czystym survivalem posmak. Czyni to poprzez wtrącenia dźwięków ‘z zewnątrz’ (chociażby pozytywki lub dzwonu), jak i zwykłą, daleką od banału, prawdziwą pasją tworzenia, która wylewa się niemal z każdego utworu.

 

Jasnym jest, że w większości nie jest to praca wielce przyjazna uszom w oderwaniu od kontekstu. Aczkolwiek łagodna liryka i odgórnie narzucony nastrój świątecznych uroków robi swoje, różnicując oraz trochę uspokajając na moment odsłuch, w trakcie którego czasem nad wyraz pozytywnie nas zaskoczy (śliczne, pojawiające się trochę znienacka „Omi's Story”). Ergo może się podobać również bez wcześniejszego wypadu do kina.

 

Niemniej z pewnością warto takowy zaplanować – nie tylko w ramach swoistej lekcji pokory, acz by zasłużenie się rozerwać i jednocześnie przygotować na nadchodzące święta. Oraz lepiej zrozumieć kompozytorskie założenia „Krampusa”, pozwolić tej ścieżce stosownie poobijać się w uszach. Z początku wymaga ona odrobiny samozaparcia, cierpliwości (zwłaszcza w pierwszej części krążka, jaki przydałoby się lekko odchudzić). Lecz kompozytor bezbłędnie czuje potrzeby ruchomego obrazu, jego muzyka jest zrobiona z dużym polotem, wyobraźnią i sercem. Szczególnie tego ostatniego pod choinką nigdy za wiele… nawet w wersji surowej.

 

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. A Cold Wind
  • 2. Dear Santa
  • 3. Family Reunion
  • 4. Auld Lang Syne – Jon Kull
  • 5. The Wish
  • 6. Special Delivery
  • 7. Bells, Bones, and Chains
  • 8. 'Tis the Season
  • 9. Into the Storm
  • 10. Christmas Angels
  • 11. The Snow Beast
  • 12. Unholy Night
  • 13. Oh Christmas Tree – John Clement Wood
  • 14. Season's Eating
  • 15. Omi's Story
  • 16. Naughty
  • 17. All Through the House
  • 18. Creatures Are Stirring
  • 19. Der Klown
  • 20. Elfen
  • 21. Elegy
  • 22. The Shadow of St. Nicholas
  • 23. Sacrifice
  • 24. When the Christmas Spirit Dies
  • 25. Cloven
  • 26. The Bell
  • 27. End Credits: Gruss Vom Krampus / Krampus Karol of the Bells – feat. Brea Olinda High School Singers
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Mystery

    Co to znaczy odpowiednia osoba, na odpowiednim stanowisku, łatwo, jedna z lepszych i bardziej wyróżniających się horrorowych ścieżek ostatnich lat.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...