Island, The
Kompozytor: Steve Jablonsky
Rok produkcji: 2005
Wytwórnia: Milan Records
Czas trwania: 58:34 min.

Ocena redakcji:

Na film "Wyspa" udałem się ze zwykłej nudy. Nie oczekiwałem, że zobaczę jakieś wyrafinowane kino i… nie zawiodłem się. "Wyspa" oszałamia efektami specjalnymi, dynamiczną akcją i jak to u Michaela Bay’a bywa, patetycznym zakończeniem. Film jest dowodem na doskonały warsztat reżysera, co niestety nie oznacza, że robi on doskonałe filmy. Jeżeli chodzi o muzykę, Bay przy swoich projektach zazwyczaj korzysta z usług Media Ventures. Czy to był Hans Zimmer przy "Pearl Harbor", Mark Mancina przy "Bad Boys" czy Trevor Rabin i Harry Gregson-Williams przy "Armageddonie", action-score MV zawsze świetnie działał w jego filmach. Ale mimo że oczywistym był fakt zatrudnienia do "Wyspy" któregoś z byłych członków tej grupy, to nikt nie przypuszczał, że będzie to Steve Jablonsky. A to dlatego, że jest to kompozytor, który nie miał jeszcze wtedy na swoim koncie tak ważnego i drogiego filmu. Do jego ostatnich dokonań należały ścieżki dźwiękowe do dwóch dość głośnych horrorów: "Amityville" i "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Aż tu nagle Steve Jablonsky otrzymuje propozycję skomponowania muzyki do "Wyspy" Michaela Bay’a – reżysera najbardziej kasowych hitów Hollywood. Bez wątpienia dla tak młodego i jeszcze niedoświadczonego kompozytora była to wymarzona szansa na zabłyśnięcie w świecie wielkiego filmu.

 

Niestety jak dla mnie Steve Jablonsky tej szansy nie wykorzystał. Słuchając płyty z muzyką do "Wyspy" doskonale można się o tym przekonać. Po przesłuchaniu tej ścieżki dźwiękowej do głowy przyszły mi tylko dwa słowa, które doskonale oddały jej charakter – Media Ventures. Cała muzyka opiera się tutaj na wszystkim, co doskonale już każdy miłośnik muzyki filmowej zna ze wcześniejszych dzieł Zimmera i spółki. Tym samym Steve Jablonsky pokazał jak niedoświadczonym jest kompozytorem. Niemal cała ścieżka dźwiękowa ogranicza się do asekuranckiego wykorzystywania sampli charakterystycznych dla Media Ventures. Zresztą warto tutaj wspomnieć, że grupa ta ma największą na świecie bibliotekę najróżniejszych sampli. Tym samym znajdziemy tutaj charakterystyczne gitary niczym z "M:I-2" i "Twierdzy" oraz chóry i smyczki z "Króla Artura" i "Batman Begins".

 

jablonsky-3985570-1590000976Oprócz znanych już wszystkim dźwięków pojawiają się heroiczne i patetyczne tematy niczym z "Ostatniego Samuraja" i "Armageddonu". Wszystko to jest okraszone mnóstwem futurystycznych dźwięków, które zdają się być jedynym pomysłem Jablonsky’ego na oryginalność tej ścieżki dźwiękowej. Sprawiają one wrażenie jakby kompozytor chciał nawiązać do świata przyszłość widzianego w filmie i wprowadził pewne elementy muzyki klubowej, techno, hip-hopu i ostre gitary jak w utworze "The Craziest Mess I've Ever Seen". W kompozycji pod tytułem "Mass Vehicular Carnage" pojawia się nawet męska wokaliza bardzo podobna do tych z repertuaru grupy "Feithless". Gdyby zająć się w osobna każdym utworem to można by znaleźć wręcz zapożyczenia z innych filmów. Przykładem mogą być "The Island Awaits You" i "The Tongue Thing's Amazing" i ich podobieństwo do "M:I-2" czy "I'm Not Ready to Die" i kalka chórów i smyczków z "Batman Begins". Podobnie jest z ostatnim utworem Jablonsky’ego na płycie, "My Name is Lincoln" gdzie pojawia się patetyczny temat niczym z "M:i-2" w aranżacji jak z "Króla Artura". Cała płyta kończy się piosenką grupy The Prom Kings, którą można usłyszeć na napisach końcowych.

 

Tak, więc debiut Steve’owi Jablonsky’emu w wielkim, Hollywoodzkim filmie – moim zdaniem – nie za bardzo wyszedł. Kompozytor jakby niezbyt pewny swoich umiejętności postanowił postawić na sprawdzone wcześniej przez swoich kolegów z Media Ventures rozwiązania. Kilku miłośnikom tej grupy, których znam, na pewno spodoba się takie wyjście. Jednak ci, którzy krytykują, Zimmera za to, że wraz z kolegami bardziej produkuje niż komponuje muzykę filmową dzięki Steve’owi Jablonsky’emu zyskają kolejny dowód swojej racji. Trzeba jednak oddać MV, że ich muzyka niemal zawsze działała w filmach akcji tak jak powinna. Niestety podczas oglądania "Wyspy" muzyka mi przeszkadzała. Głównie przez swoje podobieństwa do innych ścieżek dźwiękowych i nadmierny patos, który powoli staje się śmieszny w takich filmach (szczególnie na końcu filmu gdzie brakowało już tylko amerykańskiej flagi powiewającej w tle…). No i kolejną wadą tej muzyki (można nawet powiedzieć, że fabryczną, jeśli fabryką nazwać Media Ventures) jest to, że słuchana poza filmem nie potrafi zwrócić na siebie uwagi i wręcz męczy. Końcowa ocena, jaką są dwie nutki pokazuje, jaki jest mój stosunek do MV i że raczej już nie wrócę do słuchania tej płyty. Nie polecam, bo nie ma czego…

Autor recenzji: Łukasz Waligórski
  • 1. The Island Awaits You
  • 2. Where Do These Tubes Go?
  • 3. Sector 6
  • 4. Starkweather
  • 5. Agnate Ukuleles
  • 6. You Have A Special Purpose in Life
  • 7. Mass Vehicular Carnage
  • 8. Renovatio
  • 9. I'm Not Ready to Die
  • 10. This Tongue Thing's Amazing
  • 11. Mass Winnings
  • 12. The Craziest Mess I've Ever Seen
  • 13. Send in the Clones
  • 14. My Name is Lincoln
  • 15. "Blow" - The Prom Kings
2
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

2 komentarze

  1. mike

    Płyta rzeczywiście słaba, choć My Name is Lincoln da się słuchać.

    Odpowiedz
  2. Mefisto

    Cóż, cała kompozycja faktycznie słaba, ale do niektórych fragmentów lubię wracać – I’m Not Ready to Die na ten przykład jest świetne.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...