Hannibal
Kompozytor: Hans Zimmer, różni wykonawcy
Rok produkcji: 2001
Wytwórnia: Decca / Universal
Czas trwania: 54:07 min.

Ocena redakcji:

 

Hannibal Lecter to jeden z najpopularniejszych złoczyńców popkultury. Choć jego debiut w latach 80. ubiegłego stulecia nie był specjalnie udany (a i w dodatku pod zmienionymi personaliami), to po premierze „Milczenia owiec” bohater prozy Thomasa Harrisa na stałe wpisał się w annały kinematografii. Inna sprawa, że postać ta nie ma specjalnie szczęścia do adaptacji, o czym przekonuje powstały tuż na początku XXI wieku film Ridleya Scotta – stylowy galimatias, pozbawiony wielu ważnych wątków książki, którą Harris napisał wszak specjalnie z myślą o późniejszej ekranizacji.

 

O ile filmowi można sporo zarzucić, nie jest to jednak tak nieudane dzieło, jak przyszło się uważać. Co więcej, oprócz powtarzającego kanoniczną rolę Anthony’ego Hopkinsa posiada on wiele niezaprzeczalnych plusów, wśród których grubą czcionką warto wyróżnić zwłaszcza muzykę. Szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę, kto ją stworzył. Hans Zimmer, już wcześniej parokrotnie współpracujący ze Scottem, był w owej chwili świeżo po sukcesie rozbuchanego „Gladiatora” i patetycznego „Pearl Harbor”, a w tym samym roku napisał też dla tego reżysera drapieżne „Black Hawk Down”. „Hannibalem” zaskoczył zatem wszystkich swoich miłośników, z których część do dziś potrafi kręcić uchem na rzeczoną ilustrację.

 

zimmer-6841879-1590000958Niesłusznie, gdyż ta jest prawdziwym popisem wirtuozerii i ogromnego wyczucia niemieckiego kompozytora. Maestro stworzył pracę niezwykle poetycką i mroczną zarazem. Klasyczną w brzmieniu i o klasykę opartą (za podstawy posłużyły m.in. nuty „Nad pięknym, modrym Dunajem” Straussa, „Adagietta” z „V Symfonii” Gustawa Mahlera, Bach czy operowy fragment na podstawie prozy Dantego). To muzyka tajemnicza, niejednoznaczna, czasami również typowo horrorowa, zatem poza kontekstem odrzucająca („The Capponi Library” i „For a Small Stipend” – absolutnie zbędne na płycie tło). Ale jakże piękna, majestatyczna, stylowa i niezwykle wciągająca, dosłownie hipnotyzująca.

 

Słuchając takich perełek, jakimi bez wątpienia są kołysankowe „Avarice” czy „Virtue” wędrujemy gdzieś pomiędzy grozą a podskórnym erotyzmem. Muzyka delikatnie sączy się z głośników, wywołując na plecach przyjemne ciarki, ale cały czas pozostaje przy tym wielce niepokojąca. Ulotne wokalizy mieszają się tutaj z wyciszoną, lecz mimo wszystko złowrogą elektroniką. A chóralne, wręcz anielskie melodie doskonale kontrastują z wplecionym pomiędzy poszczególne tematy, charakterystycznie szorstkim głosem samego Lectera.

 

Takie momenty, jak „Dear Clarice”, „The Burning Heart” czy w końcu stanowiące apogeum całej ścieżki dźwiękowej, 10-minutowe „Let My Home Be My Gallows” to prawdziwa poezja, która wychodzi poza ramy filmowej ilustracji. To sztuka sama w sobie, doskonale zaaranżowana i zapodana z wielką klasą. Acz też miejscami niełatwa w odbiorze, niezbyt atrakcyjna dla przeciętnego słuchacza – zwłaszcza nieobeznanego z filmem, a zachęconego bijącym z okładki nazwiskiem, po którym mógłby spodziewać się cudów zupełnie innego sortu.

 

Rzecz jasna Zimmer ponownie nie działa tu sam, korzystając wydatnie z pomocy swoich adeptów. Ale i pod tym względem „Hannibal” zadziwia – tyleż wysoką jakością, co niezwykłą spójnością elementów składowych, które robią wrażenie nawet teraz, po 15 latach od premiery. Doskonałą robotę wykonał Klaus Badelt – obecnie marnujący się w kinematografii europejskiej – w podszytym groteską „Gourmet Valse Tartare”. Niemniej fascynująca jest dramatyczna próbka ponurego action score’u „Firenze Di Notte” autorstwa Martina Tillmana i Mela Wessona. Również wieńcząca całość, wspomniana opera „Vide Cor Meum” Patricka Cassidy’ego to prawdziwy miód dla uszu i balsam na serce. Dodać do tego należy również fakt, że nad całością pracowało aż pięciu orkiestratorów i dwóch dyrygentów – liczba imponująca jak na tego rodzaju "skromny" soundtrack.

 

Niepozorny oczywiście jedynie aparycją czy też rozmachem – stojącym w opozycji do przywołanego wcześniej „Gladiatora” niemal w każdym aspekcie. A jednak równie wciągającym, zachwycającym, intrygującym, o tak samo wielkim duchu i mocarnych emocjach. Kilka lat później Zimmer obierze podobnie "uduchowioną" drogę i zbliżony poziom ekspresji w „Kodzie Da Vinci”. „Hannibal” wciąż jednak pozostaje wyjątkowym tytułem w resume artysty – stanowi zupełne przeciwieństwo prac, do których nas przyzwyczaił. To bez wątpienia jedna z jego najbardziej wytrawnych prac, którą trzeba serwować z szacunkiem i smakować z umiarem. Bon appétit!

 

hannihopkins-2930270-1590001676

 

P.S. W filmie wykorzystano także fragmenty „Gun Play” Claya Duncana i Jamesa O'Leary oraz „That's Entertainment” Howarda Dietza i Arthura Schwartza.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Dear Clarice (zawiera monolog Anthony’ego Hopkinsa)
  • 2. Aria Da Capo (Bach) – Glenn Gould
  • 3. The Capponi Library
  • 4. Gourmet Valse Tartare – Klaus Badelt
  • 5. Avarice
  • 6. For a Small Stipend
  • 7. Firenze Di Notte – Martin Tillman & Mel Wesson
  • 8. Virtue
  • 9. Let My Home Be My Gallows (zawiera monolog Anthony’ego Hopkinsa)
  • 10. The Burning Heart (zawiera monolog Anthony’ego Hopkinsa)
  • 11. To Every Captive Soul
  • 12. Vide Cor Meum (Libretto from La Vita Nuova) – Patrick Cassidy
4
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

5 komentarzy

  1. Kolo

    Czy nie było już wcześniej recenzji Hannibala z 5 nutkami? Coś mam jakieś przebłyski, ale nie jestem pewien.

    Odpowiedz
  2. Mefisto

    Nie było, dotychczas tylko serialowy Hannibal był i bez aż tylu nutek 🙂

    Odpowiedz
  3. Radosław Ostrowski

    Inny Zimmer niż zwykle. Bardzo dobra muzyka i recenzja z drobnym babolem:
    „bohater prozy Richarda Harrisa” – zapewne chodziło o Thomasa Harrisa

    Odpowiedz
  4. Mefisto

    Tak, dzięki – poprawione 🙂

    Odpowiedz
  5. Goska Tomasz

    Również dołączam się do czwórkowych ocen. Dobre filmowe rzemiosło z minimalnie odczuwalną „bożą iskrą”

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...