Ghost Rider
Kompozytor: Christopher Young
Rok produkcji: 2007
Wytwórnia: Verese Sarabande
Czas trwania: 58:36 min.

Ocena redakcji:

Ekranizacje komiksów cieszą się ostatnio gigantycznym powodzeniem. Od ładnych paru lat herosi wszelkiej maści imponują nam z kinowego ekranu swoimi niesamowitymi zdolnościami, a producenci z Hollywood prześcigają się w adaptowaniu kolejnych komiksowych opowieści. "Batman Begins", "Fantastyczna Czwórka", "Hulk", "Spiderman", "Superman Returns", "Hellboy", "Daredevil", "Electra", "Iron Man" czy "Sin City" i "300" Franka Millera. Lista jest długa a ostatnio dopisał się do niej kolejny heros – "Ghost Rider". Jest to opowieść o pewnym kaskaderze – Johnny’m Blaze – który, aby ocalić życie swojego ojca, podpisuje pakt z Mefistofelesem. Od tego momentu staje się Ghost Riderem, płonącym szkieletem, który w nocy na swoim demonicznym motocyklu, wyrusza na połów grzeszników. Niestety film mimo potencjału i imponujących efektów wizualnych ogląda się nieciekawie. Pod względem technicznym jest to bardzo poprawne rzemiosło, co jednak to nie wystarczyło żeby zrobić dobry film.

 

Jednym z bardziej rzemieślniczych elementów tego filmu jest niestety muzyka. Zajął się nią Christopher Young znany głównie ze swoich ścieżek dźwiękowych do horrorów i niemodnych, ciemnych okularów, które nieustannie nosił przez większą część swojej kariery. Rok 2007 dla Younga wydaje się wyjątkowo pomyślny. Otrzymał zadanie skomponowania muzyki do dwóch najgłośniejszych ekranizacji komiksów tego roku – "Ghost Ridera" i "Spidermana 3". Tego typu produkcje zazwyczaj wiążą się z dużą dawką heroicznej i pełnej tematów muzyki, która utalentowanemu kompozytorowi może dać szansę na zabłyśnięcie. I nawet, jeśli ścieżki dźwiękowe Younga, do obu z tych filmów, niczym szczególnym nie zaskoczą to nazwisko kompozytora obije się szerokim echem wśród wszystkich miłośników muzyki filmowej i nie tylko.

 

young-5935618-1590000985Ścieżka dźwiękowa z "Ghost Ridera" w zasadzie niczym szczególnym nie imponuje. Jest to kawałek poprawnego i solidnie wykonanego rzemiosła, które przede wszystkim dobrze spisuje się w filmie. Muzyka Younga jest oczywista i dosłowna a przez to przewidywalna. Sporo tutaj stereotypowych i łatwych do przewidzenia rozwiązań melodyczno-instrumentalnych. Jako że tytułowych "Ghost Rider" to kościotrup jeżdżący na demonicznym motocyklu, stąd i muzyka mu towarzysząca nawiązuje do tego wizerunku. Mamy zatem mnóstwo gitar elektrycznych i perkusji wprowadzających mocne, rockowe brzmienie, z jakim kojarzą się wielcy, wytatuowani faceci w skórzanych kurtkach przemierzający USA na swoich Harley’ach. Jeszcze groźniejsze i bardziej demoniczne gitary obrazują czarne charaktery pojawiające się w filmie, a więc syna Mefistofelesa – Blackhearta – i jego trzech kompanów. Wszelkie starcia między głównymi postaciami filmu i bardziej spektakularne sceny, ilustrowane są przez równie spektakularną i monumentalną muzykę. W takich fragmentach do głosu dochodzi cała orkiestra z apokaliptycznymi chórami na czele. Niestety chóry te ograniczają się głównie do śpiewu unisono z resztą orkiestry, co aż za bardzo przypomina "Fantastyczną Czwórkę". Jedynie w utworze "The West Was Built On Legends" pojawia się chór śpiewający jakieś konkretne słowa.

 

Nie zabrakło oczywiście także bardziej romantycznej muzyki obrazującej uczucie między Johnny’m Blaze i dziennikarką, Roxanne Simpson. W takich momentach pojawia się intymna gitara klasyczna, wygrywająca spokojny, przebrzmiewający typowo meksykańską melodyką, temat. Bardzo istotne miejsce na tej ścieżce dźwiękowej mają także właśnie takie meksykańskie brzmienia. Charakterystyczne gitary i trąbki pojawiające się chociażby w utworze "San Venganza", można zinterpretować jako nawiązanie do historii paktu jaki mieszkańcy tej miejscowości (San Venganza) zawarli z Mefistofelesem. Z drugiej strony wprowadza to nieco westernowy klimat i delikatne porównanie Ghost Ridera do samotnego kowboja walczącego o sprawiedliwość.

 

Jeśli komuś spodobał się film, to zapewne nie będzie też zawiedziony jego ścieżką dźwiękową. Jest to kawałek solidnej i dość ciekawej muzyki filmowej z kilkoma tematami i monumentalnymi orkiestracjami, mogącymi w paru miejscach porządnie wgnieść w fotel. Są to jednak bardzo nieliczne momenty stanowiące samotne wyspy na oceanie przeciętności i charakterystycznego dla horrorów autopilota. Sporo tutaj chaosu, atonalności i suspensu, który często trudno nawet nazwać muzyką. Także pojawiające się tutaj tematy niczym szczególnym się nie wyróżniają i trudno oczekiwać żeby kiedyś stały się taką muzyczną wizytówką Ghost Ridera, jak to miało miejsce w przypadku Supermana czy Batmana. To samo zresztą tyczy się całej ścieżki dźwiękowej. Jest ona bardzo poprawna i swoją stylistyką koresponduje z obrazem, jednak poza dosłownym komentarzem tego co się dzieje na ekranie, nic do niego nie wnosi. Niewiele emocji wywołuje też słuchana z płyty, dlatego polecam ją przede wszystkim tym, którzy lubią masywne i niekonieczne inteligentne dźwięki gitar połączonych z orkiestrą.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski
  • 1. Ghost Rider
  • 2. Blackheart Beat
  • 3. Artistry in Death
  • 4. A Thing for Karen Carpenter
  • 5. Cemetery Dance
  • 6. More Sinister Than Popcorn
  • 7. No Way to Wisdom
  • 8. Chain Chariot
  • 9. Santa Sardonicus
  • 10. Penance Stare
  • 11. San Venganza
  • 12. Blood Signature
  • 13. Serenade to a Daredevil's Devil
  • 14. Nebuchadnezzar Phase
  • 15. The West was Built on Legends
3
Sending
Ocena czytelników:
3 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...