Edward Scissorhands
Kompozytor: Danny Elfman
Rok produkcji: 1990
Wytwórnia: MCA Records
Czas trwania: 49:11 min.

Ocena redakcji:

Nie ulega wątpliwości, że para Elfman-Burton należy do najbardziej udanych duetów kompozytor-reżyser działających w Hollywood. Ich wspólne wysiłki przy takich produkcjach jak "Batman", "Powrót Batmana", "Sok z Żuka" czy "Miasteczko Halloween", odcisnęły trwałe piętno na kinematografii. Specyfika ich twórczości przysporzyła każdemu z nich tyle samo fanów, co przeciwników. Dla Tima Burtona środowisko krytyków stworzyło nawet pojęcie ekskluzywnego, lub też poetyckiego, kiczu. To określenie jest optymalne również dla Danny’ego Elfmana. W przypadku obu twórców, łączenie prostoty z baśniowym klimatem daje niezwykle charakterystyczną formę wyrazu, która dla jednych jest niesamowita i porywająca, a dla innych tandetna i banalna. Jednak czegokolwiek by o tych dwóch panach nie powiedzieć, są oni niezaprzeczalnym dowodem na istnienie kolaboracji idealnej. Sam Elfman powiedział kiedyś: "Ten człowiek jest dla mnie idealnym partnerem. Oglądam film i dosłownie słyszę muzykę".

Edward "Nożycoręki" to, obok "Batmana", chyba najbardziej reprezentatywny score Elfmana. Kompozytor stworzył dzieło piękne, poruszające i pełne niespotykanej ekspresji. Fenomen tej muzyki polega na tym, że potrafi ona dosłownie "opowiedzieć" film. Słuchacz czuje się niemal jakby wkraczał w świat wykreowany przez Tima Burtona. Z doświadczenia wiem, że odczuwa to nawet większość ludzi nie będących fanami muzyki filmowej. Niewiele jest prac, które potrafią tak działać na emocje.

Pierwszą rzeczą, która "rzuca się w uszy" jest użycie przez kompozytora przepięknego dziecięcego chóru, który odegrał olbrzymią rolę w wykreowaniu klimatu muzyki. Jego eksploatacja jest tak duża, że w niektórych miejscach można go traktować jako instrument wiodący. Taka aranżacja może wydawać się niego kiczowata, ale w kontekście filmu, zabieg ten wydaje się być idealny. Któż sobie, bowiem wyobraża tę muzykę bez chóru? Jest on nieodłącznym elementem tej dokładnie przemyślanej kompozycji i bez niego straciłaby ona całą swoją potęgę emocjonalną.

elfman-1689053-1590000935Płytę, podzieloną na dwie części – "Edward Meets The World" i "Poor Edward" – rozpoczyna jeden z jej najlepszych utworów – "Introduction (Titles)". Mamy w nim kontakt, z zaaranżowanym na chór i delikatne orkiestrowe tło (duże wrażenie robią "płaczące" smyczki), pięknym, porywającym tematem przewodnim, przewijającym się przez prawie wszystkie utwory. Jest on bardzo prosty, ale niesie ze sobą ogromną ilość uczuć. To bardzo charakterystyczne dla Elfmana, który z "trzech nut na krzyż" potrafi wykrzesać istny żar emocji. Prostotę w muzyce podzieliłbym na konstrukcyjną, czyli dotyczącą skomplikowania melodii i emocjonalną. Prace Elfmana zaliczają się do tej pierwszej grupy.

Ścieżka numer dwa – "Storytime" – przynosi nagłą zmianę klimatu, który z melancholijnego przechodzi w bardziej entuzjastyczny. Utwór ten ilustruje scenę rozpoczęcia przez babcię opowieści o Edwardzie Nożycorękim. Niemal czuje się ten nastrój domowego ciepła. Takie zmiany klimatu są charakterystyczne dla tej części płyty. Przykładowo, po uspokajającym "Storytime", mamy tajemnicze "Castle on the Hill" z mrocznym zakończeniem opisującym pojawienie się Edwarda, a po baśniowym "Etiquette Lesson", skoczne "Edward the Barber". To nieprzypadkowy zabieg, mający na celu, podobnie jak w filmie, ukazanie kontrastu pomiędzy tandetnym, plastikowym miasteczkiem zamieszkanym przez wiecznie uśmiechniętych ludzi i chłodnym, zagubionym, cichym Edwardem Nożycorękim.

Utwory "The Cookie Factory", "Ballet de Suburbia" oraz "Beautiful New World/Home Sweet Home" są niczym etykieta z napisem "Danny Elfman", gdyż doskonale definiują jego niezwykle charakterystyczny styl. Polega on na pozornym ilustrowaniu akcji w sposób sztampowy, z wykorzystaniem kliszowych tematów oraz rozwiązań orkiestrowych, a w rzeczywistości ironizowaniu i ukazywaniu wszystkiego w krzywym zwierciadle. Dla przykładu w ociekającym radością i tym samym niemal doprowadzającym do mdłości, "Beautiful New World/Home Sweet Home",, kompozytor nabija się z kolorowego miasteczka, do którego przybywa Edward, a także z amerykańskiej egzaltowanej wesołości.

Na szczególną uwagę zasługuje przepiękny "Ice Dance". To jeden z najbardziej urzekających, ale i najbardziej kiczowatych utworów, jaki został kiedykolwiek napisany. Słuchając go, ma się wrażenie lotu wśród wirujących płatków śniegu. Bardziej dynamiczna wersja tej melodii, lecz przez to zabierająca jej trochę uroku, pojawia się w "The Grand Finale" z ogłuszającym "wybuchem" orkiestry w 1 min 50 sek. i pięknymi partiami zapętlających się smyczków. Nie mogę również zapomnieć o zabawnym utworze zamykającym część "Edward Meets The World" – "Edward the Barber", którego żywa i dynamiczna partia na smyczki rodem z "Tańców węgierskich" Brahmsa, należy do moich ulubionych momentów na płycie.

Część pt. "Poor Edward" otwiera, chyba zupełnie niepotrzebny, utwór "Esmeralda", trwający zaledwie nieco ponad 20 sek. Ta partia płyty jest znacznie mroczniejsza ("The Tide Turns", "The Final Confrontation") i bardziej dramatyczna, nostalgiczna ("Death!", "The Grand Finale", "Farewell"). Najciekawszym utworem jest tu moim zdaniem "The Tide Turns", w którym znajdziemy wiele ciekawych aranżacji, w szczególności perkusyjnych, Pokazuje to ewolucję stylu kompozytora w pisaniu muzyki akcji, zapoczątkowanym w "Batmanie", znacznie rozwiniętym w "Powrocie Batmana" i sfinalizowanym w świetnym "Mission Impossible".

"Edward Nożycoręki" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana muzyki filmowej i prawdziwy rarytas dla fana Danny’ego Elfmana. Kompozytor kunsztownie zilustrował dzieło Tima Burtona, muzyką wnoszącą do niego wiele emocji i działającą z niemal taką samą siłą także bez obrazu. O dużym poziomie artystycznym tej pracy świadczy chociażby fakt, iż z technicznego punktu widzenia, uznawana jest ona za kicz, a mimo to jest bardzo wysoko ceniona przez krytyków. Słuchanie "Edwarda Nożycorękiego" przypomina, bowiem odprężający masaż uszu, wykonywany przez ponętne masażystki. Aż wstyd, że takie, jestem nawet skłonny powiedzieć "wybitne" dzieło, nie otrzymało chociaż nominacji do Oskara, ale na szczęście mało to kogo obchodzi. Gorąco polecam!

Autor recenzji: Andrzej Szachowski
  • 1. Introduction (Titles)
  • 2. Storytime
  • 3. Castle on the Hill
  • 4. Beautiful New World / Home Sweet Home
  • 5. The Cookie Factory
  • 6. Ballet De Suburbia (Suite)
  • 7. Ice Dance
  • 8. Etiquette Lesson
  • 9. Edward the Barber
  • 10. Esmeralda
  • 11. Death!
  • 12. The Tide Turns (Suite)
  • 13. The Final Confrontation
  • 14. Farewell...
  • 15. The Grand Finale
  • 16. The End
  • 17. With His Hands – Tom Jones
5
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

1 komentarz

  1. Elof

    Jedna z najpiękniejszych ścieżek dźwiękowych jakie miałem przyjemność poznać. Doskonale współgrająca z obrazem i mocno oddziałująca poza nim. Mistrzostwo!

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...