Cloud Atlas
Kompozytor: Tom Tykwer, Reinhold Heil & Johnny Klimek
Rok produkcji: 2012
Wytwórnia: WaterTower Music
Czas trwania: 77:25 min.

Ocena redakcji:

 

Podobno jeden człowiek nie powinien podejmować się zbyt wielu zadań na raz, bo żadnego z nich nie wykona dobrze. W odniesieniu do większości osób ta filozofia się sprawdza, ale nie w przypadku Toma Tykwera. Artysta pełni w swoich filmach, choć niesamodzielnie, trzy znaczące funkcje: reżysera, scenarzysty i kompozytora. Jak na razie we wszystkich swych rolach sprawdza się co najmniej nieźle, a mistrzowsko połączył je w „Pachnidle: Historii mordercy” – obrazie, który dał mu światowy rozgłos. Ciekawie spisał się także w różnie odbieranym „The International”. Można powiedzieć, że takie konsolidacyjne podejście prowadzi do stworzenia w pełni zintegrowanego dzieła sztuki, w którym wszystkie elementy zawierają się w jednej wizji kreacyjnej, co przybliża Tykwera do jego słynnego rodaka, Ryszarda Wagnera.


Muzykę do „Atlasu chmur” Niemiec napisał wraz ze swoimi dwoma nieodłącznymi towarzyszami, Johnnym Klimkiem i Reinholdem Heilem. Teoretycznie, gdy reżyser pisze muzykę, ma ułatwione zadanie, ponieważ wie, czego potrzebuje film i jeżeli posiada dostateczny talent kompozytorski, gładko chwyta jego idiom, co zresztą nie dziwi, bo jest już w nim mentalnie głęboko osadzony jako twórca. Czy tym razem tercet odniósł podobny sukces, jak w „Pachnidle…”, gdzie muzyka oddychała wraz z kolejnymi kadrami?


pale3-5608026-1590001055Nie. Nadal mamy do czynienia z partyturą technicznie i ilustracyjnie dobrze sytuowaną, więc pozycja wniosków dotyczących omnipotencji Tykwera z otwierającego akapitu pozostaje niezachwiana, lecz z pewnością nie jest to ścieżka tak wymowna, jakiej można by się spodziewać dla tego wielowarstwowego obrazu. Jej podstawowe założenie formalne nasuwa się samo po wysłuchaniu kilku utworów – zwłaszcza, że nie stanowi ono żadnej nowości: bazą miał być jeden temat, odpowiednio przekształcany w obrębie mozaikowej fabuły w celu ukazania jej trudno uchwytnej spoistości. Niestety, sama myśl podstawowa jest za słaba, aby odgrywać w filmie znaczącą rolę, a element przetworzenia mało błyskotliwy, bo ograniczający się do zmian ostinatowego podkładu oraz niewiele wnoszących do treści modyfikacji harmonicznych czy interwałowych (może z wyjątkiem „Death Is Only A Door”). W obliczu tak zróżnicowanych w czasie i przestrzeni historii, można było spodziewać się rozmaitych aranżacji tematu. Według twórców „The Atlas March” ewoluuje potem w „Cloud Atlas Sextet”. Jeżeli tak, to dzieje się to na bardzo trudno dostrzegalnych zasadach. Ten aspekt muzyki wydaje się być mocno przeintelektualizowany. Kompozytorzy bujają w obłokach.


Tykwer, Klimek i Heil napisali jeszcze kilka motywów ‘łącznikowych’, powielanych w tym samym celu, choć z lepszym skutkiem. Na przykład temat pojawiający się po raz pierwszy w „Cavendish In Distress” słyszymy potem jeszcze chociażby w „Papasong”, „The Escape” i „Kesserling” w innej funkcji ilustracyjnej. Tym bardziej razi brak oryginalności głównego konturu melodycznego oraz jego statyczność, wykluczające niestety silne oddziaływanie emocjonalne, co czasem przykrywa zręczna orkiestracja i przekonujące wykonanie („All Boundaries Are Conventions”), aczkolwiek banał nie powinien być zarzutem przywoływanym w kontekście opowieści o genialnym kompozytorze i jego opus vitae. Nie jest wszak powiedziane, że historia zapamiętała bohatera jako geniusza muzyki. Sam tak uważał.


W związku z powyższym o dziwo najlepiej wypadają momenty ‘nietematyczne’, podczas których uwagę przykuwają niuanse techniczne – szczególnie w utworach akcji, jak np.: stylizowanym na sensację lat 70-tych „Chasing Luisa Ray” (niski fortepian, gitara elektryczna, drumla, perkusja), czy pod koniec niemal alienowym „The Escape”. Przyjemnie słucha się także wspomnianego, klezmerskiego „Cavendish In Distress”, a chór w „Sonmi's Discovery” wypada intrygująco. Są to niestety jednak tylko chwile. Nudzi też opisowy, chyba niepotrzebny ambient. Co ciekawe, w całości wyraźnie czuć styl zdolnego tercetu – tendencja do budowy krótkich motywów o falistej linii, gęste tremolo smyczków.


„Atlas chmur” daleki jest od świetności „Pachnidła”. Nie działa efektownie w filmie, ani nie jest zbyt atrakcyjną pozycją w odbiorze autonomicznym. Osobiście winą za to obarczyłbym temat główny, który jest za mało charakterystyczny, żeby satysfakcjonująco wypełniać zadanie, do którego został powołany. Znacznie lepiej wpada w ucho melodia z „Cloud Atlas Sextet For Orchestra”, utworze w ekspresji przypominającym Williamsa z kina dramatycznego, zwłaszcza „Listy Schindlera” (charakterystyczne zwroty melodyczne i harmonia). Jeżeli jednak ktoś pozytywnie znajduje ‘main theme’, z pewnością słuchanie „Atlasu…” dostarczy mu więcej przyjemności.

Autor recenzji: Andrzej Szachowski
  • 1. Prelude (The Atlas March)
  • 2. Cloud Atlas (Opening Title)
  • 3. Travel To Edinburgh
  • 4. Luisa`s Birthmark
  • 5. Cavendish In Distress
  • 6. Papa Song
  • 7. Sloosha`s Hollow
  • 8. Sonmi-451 Meets Chang
  • 9. Won`t Let Go
  • 10. Kesselring
  • 11. The Escape
  • 12. Temple Of Sacrifice
  • 13. Catacombs
  • 14. Adieu
  • 15. New Direction
  • 16. All Boundaries Are Conventions
  • 17. The Message
  • 18. Chasing Luisa Rey
  • 19. Sonmi`s Discovery
  • 20. Death Is Only A Door
  • 21. Cloud Atlas (Finale)
  • 22. The Cloud Atlas (Sextet For Orchestra)
  • 23. Cloud Atlas (End Title)
3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

6 komentarzy

  1. DanielosVK

    Z początku, szczególnie po filmie byłem na tak i dawałem czwórkę, ale po jakimś czasie i głębszym zastanowieniu obniżam jednak ocenę o pół. Jedyne, do czego będę tu wracał to Sextet.

    Odpowiedz
  2. Brian

    Tobie to tylko sex w głowie.

    Odpowiedz
  3. Wawrzyniec

    Wyjątkowo surowa recenzja. Toż właśnie temat zachwyca swoją prostotą i jeżeli chodzi o oddziaływanie w filmie, to strona muzyczna jest jedną z jego najmocniejszych stron. Jak dla mnie jeden z najlepszych soundtracków roku.

    Odpowiedz
  4. jassekp

    Wybitne

    Odpowiedz
  5. Entarion

    Album sam w sobie nie jest zachwycający, ale nie jest też najgorszy. Jednakże trzy ostatnie utwory (Cloud Atlas Finale/Sextet/End Title), wprawiają w super nastrój.

    Odpowiedz
  6. hr.dooku

    Miażdży!

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...