Castle in the Sky
Kompozytor: Joe Hisaishi
Rok produkcji: 2002
Wytwórnia: Tokuma
Czas trwania: 60:45 min.

Ocena redakcji:

W latach 90' amerykańscy dystrybutorzy poważnie zainteresowali się japońskimi filmami animowanymi. Najodważniejszy na tym polu okazał się Disney, który postanowił nawiązać współpracę ze Studiem Ghibli. W rezultacie w roku 1998 do amerykańskich sklepów trafiła "Podniebna poczta Kiki". Jej sukces zachęcił Disneya do dalszego czerpania z dorobku Miyazakiego, dlatego rok później postanowiono zainwestować w "Laputa – Castle In The Sky". Te powstałe w latach 80' anime zostało jednak uznane ze zbyt hermetyczne dla amerykańskiego widza, dlatego zdecydowano się na kilka istotnych modyfikacji. Poza zmianą tytułu filmu na "Castle In The Sky" ('la puta' to hiszpański wulgaryzm) odświeżono też jego warstwę dźwiękową – i nie chodzi tu wyłącznie o dubbing. Otóż poproszono Joe Hisaishiego, kompozytora ścieżki dźwiękowej do oryginalnej "Laputy…", aby uzupełnił stworzoną w 1986 roku muzykę tak, by cały film stał się przyjaźniejszy zachodniemu widzowi.

 

Japończyk podjął to wyzwanie, jednak już na początku prac nad nową muzyką, okazało się, że uzupełnianie istniejącej ścieżki dźwiękowej zupełnie mija się z celem. Jedynym wyjściem umożliwiającym zachowanie integralności całej muzyki, było napisanie jej od nowa, tym razem utrzymując ją w specyfice kina zachodniego. Głównym zarzutem przeciw wersji z 1986 roku, były fragmenty filmu, czasem trwające nawet 7 minut, pozbawione muzyki. W japońskiej wersji "Laputy…", która trwała ponad 2 godziny znajdowało się bowiem niecałe 60 minut muzyki. W amerykańskich filmach animowanych, głównie disnejowskich, takie przerwy były wręcz nie do pomyślenia i wywoływały niepokój widzów. Zadanie Hisaishiego polegało zatem na ujednoliceniu brzmieniowym całej ścieżki dźwiękowej i wypełnieniu nią pustych miejsc w filmie. Oczywiście zachowany został cały materiał tematyczny, do którego dołączyły też kolejne melodie. Prace nad nową muzyką trwały ponad dwa miesiące i prowadzone były na dwóch kontynentach. Po napisaniu całej partytury w kwietniu 1999, Joe Hisaishi nagrał w Tokio wszystkie partie solowe fortepianu. Następnie poleciał do USA, gdzie w maju nowa muzyka została nagrana przez Seattle Music Orchestra.

 

hisaishi-1137695-1590000939W japońskiej wersji filmu, muzyka wykonywana była głównie przez orkiestrę symfoniczną, jednak istotne jej fragmenty opierały się na brzmieniach elektronicznych. Było to związane z koncepcją ścieżki dźwiękowej, która za pomocą syntetycznych dźwięków miała ilustrować wszystko co związane z Laputą – mitycznym, latającym miastem stworzonym przez pradawną cywilizację. W nowej wersji muzyki paleta brzmieniowa została ograniczona wyłącznie do orkiestry (z kilkoma drobnymi wyjątkami np. w "The Levitation Crystal"). Taki zabieg miał dostosować ścieżkę dźwiękową do oczekiwań zachodniego widza, przyzwyczajonego do jednolitego brzmienia filmów Disneya. Poza tym, jak przyznał sam Hisaishi, po 14 latach nie dysponował już bibliotekami dźwięków, których użył w pierwszej wersji filmu, a ich odtworzenie byłoby zbyt pracochłonne.

 

Amerykańską wersję muzyki do "Laputy…" można rozpatrywać dwojako. Z jednej strony warto przyjrzeć się zmianom, jakich dokonał Hisaishi i w jaki sposób zaadaptował swoje dzieło na potrzeby zachodniej widowni. Dzięki temu dostrzega się różnice w roli muzyki filmowej w produkcjach azjatyckich i hollywoodzkich. Jednocześnie jest to także przykład muzycznej ewolucji kompozytora, którego warsztat ogromnie wzbogacił się przez te 14 lat. Porównując orkiestracje, rytmikę i ekspresję obu partytur można łatwo dostrzec dzielącą je przepaść. Mimo unifikacji brzmienia, nowa "Laputa…" jest bogatsza i pełniejsza. To muzyka, w której można poczuć głębię. Jej rola w filmie jest jednak nieco inna niż pierwotnie. Długie fragmenty stricte ilustracyjne, sprowadzające się tylko do funkcji wycofanego za obraz narratora, odbierają całości poetykę pierwowzoru. Słysząc w filmie muzykę 'od deski do deski' zaczyna się traktować ją jako kolejny element dzieła, nie zauważając jej wkładu w odbiór całości. W pewnym sensie traci ona na wyjątkowości w połączeniu z obrazem, realizując disnejowskie klisze.

 

Jest jednak jedna istotna cecha, która każe cenić nową wersję muzyki ponad jej pierwowzór – autonomia. Tym razem całości o wiele lepiej słucha się bez znajomości obrazu. Bogactwo orkiestracji, dynamika i tematyka nowej ścieżki dźwiękowej sprawiają, że ona jest bardzo przyjemna dla ucha, a słuchana z płyty potrafi jeszcze bardziej zachwycić kunsztem kompozytora. Jednocześnie to chyba pierwsza praca Hisaishiego, w której można tak wyraźnie usłyszeć inspiracje Johnem Williamsem i innymi amerykańskim klasykami. W swoim kolejnym filmie dla Ghibli ("Ruchomy zamek Hauru") Japończyk pójdzie jeszcze dalej tym tropem nawiązując do Gershwina.

 

Niemniej "Castle In The Sky" to kolejne dzieło posiadające liczne sygnatury charakterystycznego stylu Joe Hisaishiego. Tematy oryginału brzmią tutaj jeszcze piękniej i bardziej majestatycznie. Muzyka akcji podporządkowuje się zachodniej stylistyce porywając drapieżną rytmiką i przytłaczając brzmieniem orkiestry. Najbardziej satysfakcjonujące są jednak, dotąd niespotykane, drobne elementy orkiestracji, które zaskakują swoją trafnością i prostotą. To muzyka wypełniona takimi małymi niespodziankami, które zachęcają do jej uważnego słuchania. Jednocześnie trudno odmowić jej przebojowości, która zwraca na nią uwagę już przy pierwszym przesłuchaniu. Magnetyzm stylu Hisaishiego, mimo tak głębokich inspiracji zachodnimi schematami, jest niezaprzeczalny. Poza tym "Castle In The Sky" jest, jak do tej pory, jedyną pracą japońskiego kompozytora dla Hollywood – to kolejny dowód jej niezwykłości. Innymi słowy to pozycja, po którą koniecznie trzeba sięgnąć.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski
  • 1. Prologue ~ Flaptors Attack
  • 2. The Girl Who Fell from the Sky (Main Theme)
  • 3. The Levitation Crystal
  • 4. Morning in the Mining Village
  • 5. Pazu's Fanfare
  • 6. The Legend of Laputa
  • 7. A Street Brawl
  • 8. The Chase
  • 9. Floating with the Crystal
  • 10. Memories of Gondoa
  • 11. Stones Glowing in the Darkness
  • 12. Disheartened Pazu
  • 13. Robot Soldiers ~Resurrection ? Rescue~
  • 14. Dola and the Pirates
  • 15. Confessions in the Moonlight
  • 16. The Dragon's Nest
  • 17. The Lost Paradise
  • 18. The Forgotten Robot Soldier
  • 19. The Invasion of Goliath
  • 20. Pazu Fights Back
  • 21. The Final Showdown
  • 22. The Destruction of Laputa (Choral Version)
  • 23. The Eternal Tree of Life
5
Sending
Ocena czytelników:
5 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...