Captain America: Civil War
Kompozytor: Henry Jackman
Rok produkcji: 2016
Wytwórnia: Hollywood Records
Czas trwania: 69:06 min.

Ocena redakcji:

 

Marvela cudów ciąg dalszy. Tym razem trzecia z kolei odsłona przygód Kapitana Ameryki – poza oczywistym sukcesem w box office, który będzie się jeszcze napełniał tygodniami – niemal z miejsca zyskała miano najlepszej z dotychczasowych adaptacji komiksu. Jest to sprawa sporna, aczkolwiek wysoka jakość „Wojny bohaterów” to fakt. Faktem również, iż to bodaj najbardziej dramatyczna, autentycznie przejmująca produkcja tego studia na dzień dzisiejszy. Film, który udowadnia, że warto było inwestować w wieloletnią podbudowę wszelakich relacji pomiędzy herosami w trykotach.

 

Szkoda więc, że tym tropem nie podąża ścieżka dźwiękowa – bodaj najsłabszy element całego projektu. Dziwi to trochę, zważywszy że poprzednia część autorstwa tego samego kompozytora była co najmniej intrygująca, bynajmniej nie odtwórcza. Tym razem jednak Henry Jackman podszedł do swej pracy na swoistym autopilocie, nie siląc się specjalnie na nowe pomysły, a stare zbywając zbyt łatwo. Jego nuty są więc aż nadto oczywiste, toporne, bez polotu i werwy. Nawet najbardziej atrakcyjna fanfara z napisów końcowych („Cap's Promise”) brzmi jakoś dziwnie słabo, nie emocjonuje specjalnie.

 

Emocji jako takich jednak ilustracji nie brakuje, choć te kryją się niestety raczej tylko we fragmentach stricte dramatycznych, budujących napięcie, a zatem słabych poza kontekstem. Doskonałym przykładem takiego sposobu narracji jest „Stepping Up” (występujące również pod nazwą „Empowered”), którego pompatyczna końcówka wymusza wręcz na sobie uwagę odbiorcy. Trudno się jednak nią przejąć "na sucho", bez ruchomego obrazu w tle. Podobna ilustracyjność jest tutaj na porządku dziennym.

 

Nawet fragmenty akcji, acz bez dwóch zdań najbardziej ekscytujące z całego soundtracku, pozostawiają lekki niedosyt. Utworom takim, jak „The Tunnel”, „Standoff”, „Civil War” czy „Larger Than Life” nie brakuje energii i można znaleźć w nich sporo przyjemnych detali, fajnych zalążków ciekawych pomysłów, które z jakichś względów nie zostają jednak rozwinięte w coś większego. Chociażby delikatnie naznaczony etniką motyw Black Panther – nowicjusza w świecie Avengersów, który wkrótce będzie pomykał solo na dużym ekranie – aż prosił się o jakiś mocniejszy, bardziej drapieżny sznyt. Tymczasem Jackman action score traktuje po łebkach, wypełniając go masą bliźniaczych, głośnych dźwięków jakie bardzo szybko zlewają się w jednolitą tapetę, z której na dłuższą metę nic nie zostaje w głowie.

 

Kapitan również nie doczekał się epickich melodii, które znamy z poprzednich odcinków. Nieśmiałe muzyczne peany, wyprane z barw przemykają zaledwie na trzecim planie w paru ścieżkach, a następnie znikają równie szybko. Podobnie temat Winter Soldiera, który w „Zimowym Żołnierzu” zdecydowanie grał pierwsze skrzypce, rzucając się w uszy swoją ekspresją, tutaj zostaje sprowadzony do roli klamry dla clou całego starcia – scala je jednak wyjątkowo niewyraźnie, tylko momentami, jak w otwierającym album „Siberian Overture”, uderzając we właściwe tony. Zdecydowanie brakuje mu przysłowiowej kropki nad "i".

 

Samodzielna prezentacja materiału jest przy tym zdecydowanie za długa. 70 minut grania, z którego blisko połowa to beznamiętne tło na jakie nie zwraca się specjalnie uwagi, idealnie obrazuje przerost formy nad treścią. Nie jest to co prawda kompletnie nieudana muzyka. Ba! Ze wszystkich superbohaterskich soundtracków, które wypłynęły na wiosnę 2016 jest z pewnością tym najlepszym. Mimo to jego jakość pozostawia sporo do życzenia, nie wybija się niczym ponad ogólną średnią rynkową.

 

A biorąc pod uwagę, iż kompozycja Jackmana kompletnie przepada w filmie, co i rusz uginając się pod natłokiem różnorakich efektów dźwiękowych, można mówić o niemałym rozczarowaniu. Dość zresztą napisać, że nawet zamykający krążek bonus, o jakże przejmującym, dającym duże pole do popisu tytule „Adagio”, jest wyjątkowo błahą, pozbawioną natchnienia propozycją dla najbardziej wytrwałych melomanów. Takoż i całe „Civil War”.

 

captain-america-civil-war-8336491-1590001688

 

P.S. W filmie wykorzystano również utwory źródłowe: „Try to Remember” Toma Jonesa i Harveya Schmidta, „Finders Keepers” Xzibita i ziomali, „Bonnie & Clyde” Spencera Shapeero, „I Fall in Love Too Easily” Cheta Bakera, „Left Hand Free” grupy Alt-J oraz fragment „Pie Jesu” z „Requiem” Gabriela Faure’a.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. Siberian Overture
  • 2. Lagos
  • 3. Consequences
  • 4. Ancestral Call
  • 5. Zemo
  • 6. The Tunnel
  • 7. Celestial Bodies
  • 8. Boot Up
  • 9. A New Recruit
  • 10. Stepping Up (Empowered)
  • 11. Standoff
  • 12. Civil War
  • 13. Larger Than Life
  • 14. Catastrophe
  • 15. Revealed
  • 16. Making Amends
  • 17. Fracture
  • 18. Clash
  • 19. Closure
  • 20. Cap's Promise
  • 21. Adagio (Bonus Track)
2
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

2 komentarze

  1. Goska Tomasz

    Muzyka nie przeszkadza podczas oglądania filmu… Ale i jakoś specjalnie nie pomaga. Snuje się jak cień, a paradoksalnie na krążku potrafi zaintrygować. Generalnie jestem na tak (jeżeli chodzi o prezentację płytową). Jest rehabilitacja po Zimowym Wojaku, jest więc trójka (z małym plusikiem).

    Odpowiedz
  2. Mystery

    Trochę surowo, jakbyśmy mieli do czynienia z jedną ze słabszych opraw Marvela, a tym czasem jest całkiem odwrotnie, w obrazie dzieje się dużo i muza raczej trzyma anonimowy poziom większości ścieżek tego studia, ale ma momenty, a sam soundtrack trzyma solidny poziom i ma wiele do zaoferowania, od mocnego tematu Civil War po dobrą akcję.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...