All Is Lost
Kompozytor: Alexander Ebert
Rok produkcji: 2013
Wytwórnia: Community Music Group
Czas trwania: 45:17 min.

Ocena redakcji:

Wszystko stracone

 

Kino lubi wyzwania i nietypowe przedsięwzięcia – zwłaszcza opowieści o ludziach walczących z naturą, samymi sobą, z kosmosem… Do tego właśnie worka można włożyć najnowszy projekt z Robertem Redfordem w roli głównej. „All Is Lost” jest historią marynarza, którego okręt jest bliski zatonięcia, co rozpoczyna walkę o przetrwanie. Film jest wymagający, a słów pada tyle ile w ostatnich filmach Jerzego Skolimowskiego, jednak zapada on mocno w pamięć. Po części także przez warstwę muzyczną, która niespodziewanie otrzymała Złoty Glob.

To, że zatrudnia się do pisania muzyki filmowej osoby nie będące zawodowymi kompozytorami tego gatunku nie jest niczym nowym, ani zaskakującym. Tym razem reżyser wybrał Alexandra Eberta – multiinstrumentalistę oraz frontmana zespołu Edward Sharp and the Magnetic Zeros. Innymi słowy, twórcę muzyki alternatywnej. W samym filmie ilustracja tworzy bardzo solidne tło, budując klimat samotności i potęgi oceanu, dlatego dominuje tutaj elektronika, ocierająca się miejscami o ambient. Jednak w przeciwieństwie do oscarowej „Grawitacji”, jest ona bardziej przystępna i łatwiejsza w odbiorze, z większym wpływem żywego instrumentarium. Wyraźnie słyszalna jest tu głównie gitara akustyczna, trochę przypominająca styl Gustavo Santaolalli („All is Lost”), choć pojawiają się też różne dzwoneczki czy męski wokal przechodzący w gwizd („Virginia’s Dream”).

To są jednak w miarę bezpieczne momenty wytchnienia na tej ścieżce. Musiał się tu bowiem pojawić także underscore, podkreślający walkę naszego bohatera ze statkiem, sztormem i brakiem wody. Wtedy jest trochę mniej przyjemnie, choć kompozytor próbuje tą ciężką elektronikę (imitacje ptaków, przerobione wokale) okrasić uderzeniami bębnów (8-minutowy „The Infinite Breed”) lub pozorując spokój delikatną grą gitary i smyczków, by następnie gwałtownie podkręcić atmosferę uderzeniami pałeczek, dźwiękami fortepianu i syntezatorów („Dance of Lilies”). Zdarzają się jednak momenty celowo monotonne, jak „The Instincts of Boredom”.

Największe emocje serwuje bezsprzecznie podzielony na trzy utwory finał. Najpierw jest bardzo spokojny „Somewhere in the Midnight of Summer” z delikatną elektroniką, dzwonkami, organami Hammonda, gitarą oraz piękną żeńską wokalizą (klimat wręcz świąteczny – to chyba przez te dzwonki), następnie gitarowy, leniwy „Excelsior and the All Day Man” oraz bardzo poruszająca piosenka „Amen” w wykonaniu samego Eberta (niezły wokal) z eterycznymi smyczkami i rozpędzającym się fortepianem – utwór stanowiący swoiste pożegnanie (warto wsłuchać się w tekst).

Swym debiutem Ebert pokazuje się jako nieszablonowy twórca, który tworzy muzykę nie tylko doskonale pasującą do historii, ale także bardzo przystępną poza ekranem, co w przypadku filmu stawiającego głównie na klimat, wydaje się zadaniem prawie niemożliwym. Cała kompozycja w zasadzie nie posiada poważniejszych wad – jest dobrze zmontowana i, o dziwo, bogata aranżacyjnie. Mocne cztery nutki.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. Excelsior
  • 2. All Is Lost
  • 3. Virginia’s Dream
  • 4. The Infinite Bleed
  • 5. The Invisible Man
  • 6. Pulse of the Weight
  • 7. Dance of Lilies
  • 8. The Instincts of Boredom
  • 9. Somewhere in the Midnight of Summer
  • 10. Excelsior and the All Day Man
  • 11. Amen
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...