About a Boy
Kompozytor: Badly Drawn Boy
Rok produkcji: 2002
Wytwórnia: BGM / Stoinked Paramount / Viacom / Epic
Czas trwania: 44:22 min.

Ocena redakcji:

Był sobie chłopiec

 

Dawno, dawno temu, gdy Hugh Grant był sympatycznym i czarującym facetem (zaraz, jakie był? Przecież nadal jest), stworzył film, w którym pozornie był taki jak zawsze. Tylko był bogaty, samotny i zapatrzony w siebie (jego bohater, nie Hugh). W dodatku, by poderwać dziewczynę, podawał się za samotnego ojca. To się zmieniło, gdy pojawił się 12-letni Marcus (debiutujący Nicolas Hoult), którym wbrew swojej woli musiał się zająć. Tak zaczyna się fabuła filmu „Był sobie chłopiec” – jednej z najciekawszych brytyjskich komedii XXI wieku. Adaptacja powieści Nicka Hornby’ego kupiła mnie humorem, refleksją, aktorstwem. No i warstwą muzyczną.

 

I tutaj robi się naprawdę ciekawie, bo jej autorem jest niejaki Badly Drawn Boy. Byłem przekonany, że to nazwa zespołu. Błąd. Jest to pseudonim Damona Gougha – wokalisty i multiinstrumentalisty nurtu indie, który wcześniej nagrał jedną płytę. Dopiero soundtrack z tego filmu przyniósł mu rozgłos i popularność.

 

Na albumie znajduje się 14 utworów, częściowo instrumentalnych, częściowo piosenek jego autorstwa i wykonania, ale Goughowi udało się zebrać mały zespół (choć sam gra prawie na wszystkim) oraz London Metropolitan Orchestra. Zacznijmy od piosenek. Są one utrzymane w stylistyce indie, czyli grane są bardzo oszczędnie, a jednocześnie bogate aranżacyjnie. Poza gitarą akustyczną przewijają się tu m.in. saksofon, cymbałki, klawisze czy fortepian. Nie brakuje tu zarówno melancholii a’la Oasis („Something to Talk About”), bardziej współczesnych rytmów (pulsujący bas i elektronika w „File Me Away” czy perkusja w „A Peak You Reach”), akustyki (gitarowe „Above You, Above Me” ze smyczkami w tle, czy „A Mirror Incident”) albo nostalgiczno-magicznych nut (pianistyczne „Silent Sign”, „Donna and Blitzen”). W dodatku są one naprawdę bardzo dobrze zaśpiewane i każda z nich posiada swój klimat, który nie gryzie się z resztą ścieżek.

 

Zaś kompozycje instrumentalne są dość różnorodne – przede wszystkim są krótkie (poniżej minuty), ale bardzo urokliwe („Exit Stage Right” z cymbałkami, „Dead Duck” w typie walca czy gitarowy „Wet, Wet, Wet.”). Są też i dłuższe utwory, które uatrakcyjniają odbiór tego albumu. Takim na pewno jest „I Love N.Y.E.”, bazujący na melodii z „Something To Talk About” w aranżacji na gitarę, cymbałki i smyczki, idący w stronę elektroniki i rapu „S.P.A.T.” czy bluesowa „Delta (Little Boy Blues)”. Jednak ta różnorodność jest bardzo spójna, melodyjna i świetnie wpisuje się w słodko-gorzką atmosferę filmu.

 

„Był sobie chłopiec” to dla Gougha początek znajomości z muzyką filmową. Jest to bardzo różnorodna i sympatyczna praca, która sprawdza się także poza obrazem. Naprawdę fajny album – idealny na każdą porę roku.

  

P.S. W filmie wykorzystano także sporo utworów źródłowych – pełna lista TUTAJ.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski
  • 1. Exit Stage Right
  • 2. A Peak You Reach
  • 3. Something To Talk About
  • 4. Dead Duck
  • 5. Above You, Below Me
  • 6. I Love NYE
  • 7. Silent Sigh
  • 8. Wet, Wet, Wet.
  • 9. River, Sea, Ocean
  • 10. S.P.A.T.
  • 11. Rachel’s Flat
  • 12. Walking Out of Stride
  • 13. File Me Away
  • 14. A Minor Incident
  • 15. Delta (Little Boy Blues)
  • 16. Donna and Blitzen
4
Sending
Ocena czytelników:
4 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

„Anna” i wampir

„Anna” i wampir

„Wampir z Zagłębia” – to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL-u lat 70. Niby schwytano sprawcę i skazano go na śmierć, ale po wielu latach pojawiły się wątpliwości, co pokazały publikowane później reportaże czy nakręcony w 2016 roku film „Jestem mordercą”....

Bullitt

Bullitt

There are bad cops and there are good cops – and then there’s Bullitt Ten tagline mówi chyba wszystko o klasyce kina policyjnego przełomu lat 60. i 70. Film Petera Yatesa opowiada o poruczniku policji z San Francisco (legendarny Steve McQueen), który ma zadanie...

Halston

Halston

Roy Halston – zapomniany, choć jeden z ważniejszych projektantów mody lat 70. i 80. Człowiek niemal cały czas lawirujący między sztuką a komercją, został przypomniany w 2021 roku dzięki miniserialowi Netflixa od Ryana Murphy’ego. Choć doceniono magnetyzującą rolę...