2010
Kompozytor: David Shire
Rok produkcji: 1984 / 1992
Wytwórnia: A&M Records
Czas trwania: 36:17 min.

Ocena redakcji:

 

Choć Arthur C. Clarke napisał aż cztery części „Odysei kosmicznej”, to jednak po ekranizacji „2001” Kubricka, powszechnie uznawanej za arcydzieło, mało kto myślał o sequelu na poważnie. Ten jednak nastąpił szybciej, niż się spodziewano, bo już w dwa lata po premierze książki do kin trafił film w reżyserii Petera Hyamsa i… sprzedał się nadspodziewanie dobrze. Także krytycy nie kręcili specjalnie nosami, choć nikt nie krył, że do starszego o niemal 20 lat oryginału sporo „2010” brakuje.

 

Ponieważ Hyams nie był despotą i perfekcjonistą pokroju Kubricka, toteż zamiast klasyki postawił na tradycyjną ilustrację. Jednak i tym razem nie obyło się bez zgrzytów. Początkowo muzykę napisać miał członek grupy Genesis, Tony Banks. Podzielił on jednak los Alexa Northa z pierwszej części i jego muzykę wkrótce odrzucono (z tą różnicą, że od razu się o tym dowiedział). Na zastępstwo wybrano więc popularnego wtedy, choć będącego już dawno po swoich największych sukcesach, Davida Shire.

 

shire-4839968-1590001220Maestro z oczywistych względów nie poszedł jednak w jazzowe brzmienia, z których był znany. Nie wybrał też klasycznej orkiestry, a wpływy muzyki poważnej ograniczył do minimum, zachowując jedynie bardzo luźne wariacje „Also Sprach Zarathustra”, która stała się wszak wizytówką filmu Kubricka. I to właśnie ona, w swej mocno dyskotekowej wersji, autorstwa Andy’ego Summersa z kultowego zespołu The Police, otwiera krążek. Jest to niestety typowy wyrób tamtej epoki – kiczowaty, tandetny, całkowicie elektroniczny i dziś jeszcze mniej strawny, jak w dniu premiery. Nie napiszę co prawda, że jest to zupełny gwałt na Straussie, bo gdy się zaprzeć, to da się bez problemu potupać w takt nóżką, gdyż jest to melodia mimo wszystko chwytliwa. Ale przy tym także niezbyt dobra. Na szczęście – podobnie jak inny utwór Summersa inspirowany „Odyseją…”, „To Hal and Back” – nie znalazł się on w gotowym filmie. Przyznam jednak, że na płycie stanowi idealny wstęp do reszty ścieżki dźwiękowej.

 

Score Shire’a jest bowiem także oparty w całości o syntezatory (Synclavier i Yamaha DX1), którymi ówczesna muzyka filmowa dosłownie się ksztusiła. Kompozytor jednak był pod dużym wrażeniem możliwości tego sprzętu, co skutkuje wieloma różnorakimi, a przy tym całkiem zjadliwymi eksperymentami brzmieniowymi, których można nie lubić, ale trudno odmówić im trafności względem klimatu filmu. Już pierwszy motyw na albumie, „Earth / Space”, choć dziś mocno już archaiczny i toporny, bez problemu przywodzi na myśl gwiazdy tlące się w ciemnej pustce niezbadanego kosmosu. W dodatku minimalizm kolejnych melodii i jego ‘obce’ dźwięki sprawdzają się w starciu z nieznanym, nawet jeśli był to już w połowie lat 80. wtórny zabieg ilustracyjny („Star Trek” Goldmitha, co by nie szukać daleko).

 

Zresztą kompozycja ta szybko pada ofiarą swych rozwiązań, a także braku inwencji jej twórcy. Shire nie stara się niestety o tematyczne zróżnicowanie i poza efektownym finałem w postaci „End Title”, poprzedzonym jedynym właściwie cytatem ze Straussa, którego w filmie znajdziemy więcej (tak, jak w „2001”, pojawia się tam jeszcze inny klasyk – „Lux Aeterna”), powtarza do znudzenia tą samą, jednolitą melodię, jaka bardzo szybko staje się irytująca i zwyczajnie nudna – nawet w skali skromnego, 30-minutowego materiału płytowego. Tenże materiał również i na ekranie nie zachwyca, przewijając się po prostu bezinwazyjnie w tle. Kolejne zwroty akcji oraz odpowiednie stopniowanie napięcia łatwo potrafią zakryć jednak te niedoróbki i emocjonalną miałkość, sprowadzoną do typowego nasilania dźwięku w określonych momentach („Reactivating Discovery”).

 

2010_japan-5497880-1590001410Jakkolwiek pałam sympatią do Davida Shire i jego prac z lat 70., tak wizja, jaką zaproponował w „2010” niemal zupełnie się dziś nie broni. Jest płaska, bez wyrazu, bez pomysłu i w dodatku zestarzała się bardziej, niż sam kompozytor. Jako filmowa ilustracja sprawdza się w minimalnym stopniu. Albumowo, mimo obiecującego początku i końca, nie satysfakcjonuje. A do obu ścieżek dźwiękowych z filmu Kubricka zupełnie nie ma startu. Mimo początkowych chęci nie polecam więc autonomicznego obcowania z tą muzyką, nawet najbardziej zapalonym miłośnikom elektroniki.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • 1. 2010 (based on Also Sprach Zarathustra by Richard Strauss) – Andy Summers
  • 2. Earth / Space
  • 3. Probe
  • 4. Bowman
  • 5. Reactivating Discovery
  • 6. Space Linkup / Earth Fallout
  • 7. Visitation / Countdown
  • 8. Nova / New Worlds / Also Sprach Zarathustra (fragment)
  • 9. New Worlds Theme from 2010 (End Titles)
2
Sending
Ocena czytelników:
2 (2 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

People Meet and Sweet Music Fills the Heart

Ludzie spotykają się i miła muzyka rodzi się w sercach Krzysztof Komeda – kompozytor, o którym niby wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Najbardziej znane są jego dzieła jazzowe oraz kooperacja z Romanem Polańskim, jednak to tylko wycinek większej całości. O...

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...