007: No Time To Die
Kompozytor: Hans Zimmer
Rok produkcji: 20202021
Wytwórnia: Decca
Czas trwania: 71:19 min.

Ocena redakcji:

Nie czas umierać

„…nawet największe atrakcje, którymi raczy nas maestro, brzmią zwyczajnie odtwórczo…”

Takiego kuriozum w świecie 007 chyba jeszcze nie było. Wielokrotnie przerabiana fabuła i jeszcze częściej przekładana premiera, zaowocowały tym, że ścieżka dźwiękowa wyszła na ponad rok przed samym filmem. Filmem niby powracającym do swoich korzeni – również pod względem muzycznym – ale jednak zbyt mocno zakorzenionym we współczesnym „nowym porządku”, żeby skutecznie do siebie przekonać. W końcu mamy też do czynienia z kontrowersyjnym zwieńczeniem całości, stojącym nie tylko w opozycji do własnego tytułu, ale też potwierdzającym fakt, że coraz mniej Bonda w tym Bondzie siedzi. Czas umierać?

Słychać to wszystko bardzo mocno również w ilustracji – długo wyczekiwanej nie tyleż przez powyższe perturbacje produkcyjne i zwykłą ludzką ciekawość, co dzięki osobie kompozytora. Hans Zimmer od lat był bowiem łączony przy wielu różnych okazjach ze światem brytyjskiego wywiadu. Jego angaż wydawał się wręcz oczywisty każdemu miłośnikowi „filmówki”. I z perspektywy czasu można napisać, iż zbyt długo trzeba było na niego czekać. Co też słychać. Gdy bowiem przyszło co do czego, Zimmer… nie zaskoczył. Niczym sam James Bond przyszedł i zrobił to, co do niego należało. Ale trudno ulec wrażeniu, że dwie dekady wcześniej Niemiec zrobiłby to znacznie lepiej. Starość, brak natchnienia czy chęci?

Dziś, gdy kurz po premierze opadł i nad upadkiem Bonda wszyscy przeszli do porządku dziennego, o muzyce zdaje się nikt nie pamiętać – co przy takim wybuchowym połączeniu brzmi niczym niewybaczalny grzech. Dziwi to tym bardziej, że przecież wszystko wydaje się być tu na swoim miejscu. Muzyka Zimmera, podobnież jak i sam film, nie ma w sobie jednak nie tylko pazura, co, przede wszystkim, kreatywności.

Być może dlatego najjaśniejszymi punktami tego soundtracku są… cytaty z Johna Barry’ego. Twórcy z jakichś przyczyn odnieśli się bowiem do (swego czasu niechlubnej) części „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”. Uczynili to jednak w pozbawiony subtelności i na dłuższą metę bezsensowny sposób, jakby nie rozumiejąc nie tylko o co chodziło w tamtym filmie, ale też o co chodzi w tym najnowszym. Jest to zatem cytowanie dla samego cytowania, niż faktycznie niosący jakąś wartość hołd. Ostatecznie motyw ten jedynie podcina skrzydła Zimmerowi, który bardziej zapatrzony jest w zabawę uznanymi aranżacjami oraz w poprawność ich brzmienia, niż próbę nadania „Nie czas umierać” własnej tożsamości dźwiękowej. Taka zatem nie istnieje i nawet największe atrakcje, którymi raczy nas maestro, brzmią zwyczajnie odtwórczo – zarówno z perspektywy 007, jak i dokonań Zimmera.

Mamy tu więc casus odwrotny do niesławnego zatrudnienia Erica Serry. Francuz odstraszył od siebie największych fanów Bonda swoim „GoldenEye”, które jednak okazało się tyleż charakterystyczne dla jego stylu, co bez problemu nadało filmowi niepodrabialną atmosferę oraz napędziło jego rytm. W „No Time To Die” nie znajdziemy nic z tych rzeczy. Ścieżka niby działa na podstawowym poziomie, ale ogółem niczym specjalnym się nie wyróżnia – ani z szeregu soundtracków MI-6, ani we własnych ramach. Brzmi po prostu jak pierwszy lepszy Bond (a nawet, po prostu: film akcji). A tam, gdzie do głosu dochodzi typowa dla kompozytora poetyka, jak pierwszy lepszy Zimmer z ostatniej (przynajmniej) dekady.

Gwoli ścisłości – to nie jest zła ilustracja. Posiada odrobinę potrzebnej tego typu kinu energii, jak i tak zwane momenty („Cuba Chase” ma szansę stać się nawet małym klasykiem serii). To jednak, no właśnie, tylko momenty. Całość jako taka pozostaje dość nijaka, wtórna, pozbawiona określonego, konsekwentnego charakteru oraz prawdziwego polotu. Więcej w niej technicznego wyrachowania i przezornej powściągliwości niż autentycznie porywających tematów. O artystycznym szaleństwie i osobowości nie wspominając. A przecież kto, jak nie wielki Hans, mógłby się o nie pokusić tu i teraz?

Nie dziwi zatem, iż po przesłuchaniu tego zdecydowanie za długiego albumu trudno zapamiętać coś więcej niż wieńczącą go, oscarową piosenkę Billie Eilish, do której Zimmer też rękę przyłożył. I jakkolwiek sama ballada o smutnej miłości również nie do końca mnie przekonała wykonaniem (to materiał dla zdecydowanie lepszego, dojrzalszego głosu), tak jej linia melodyczna zdaje się perfekcyjnym wyczuciem bondowskiego stylu. Szkoda, że zabrakło go reszcie ilustracji, która, poza pojedynczymi przebłyskami, głównie natury lirycznej, nie czaruje odbiorcy – prędzej męczy typowo współczesną „łupaniną” z pogranicza akcji i dramaturgii (te ostinata z Batmana!). W liczne cytaty wkrada się z czasem marazm, a słyszana już wcześniej wielokrotnie w innych produkcjach muzyka akcji robi się zbyt sztywna i zbyt bezpłciowa żeby mogła ponieść ciśnienie. Nawet finałowe, napuszone „Final Ascent” wydaje się przesadzonym zabiegiem stylistycznym, pasującym do reszty jak pięść do nosa.

Rzecz jasna takie kiksy zdarzały się przecież i samemu Barry’emu, który nie każdą ze swoich jedenastu prac napisanych na potrzeby angielskiego szpiona potrafił nakreślić równą dawką mistrzowskiego wyczucia. Zdarza się. Lecz w przypadku debiutu w tym świecie, będącego zarazem głośnym mariażem dwóch znamienitych nazwisk w historii kina, takie potknięcia wydają się niewybaczalne – zwłaszcza na tle tego, co wcześniej wnieśli do serii David Arnold oraz Thomas Newman.

Oczywiście Zimmer ma zbyt ugruntowaną pozycję, żeby jakakolwiek krytyka mogła mu zaszkodzić. Zważywszy na ogółem dobre przyjęcie zarówno filmu, jak i muzyki, oraz kasowy sukces produkcji w dość trudnych dla branży warunkach, można być niemal pewnym, że jeszcze pod którąś przygodą 007 zdoła się podpisać. Tylko czy wtedy będzie to równie wyczekiwany angaż? W odpowiedzi zacytuję innego klasyka: „Nie dla mnie już przy wannie…”.

Autor recenzji: Jacek Lubiński
  • Gun Barrel
  • Matera (zawiera temat "We Have All The Time in the World" Johna Barry'ego)
  • Message From An Old Friend
  • Square Escape
  • Someone Was Here
  • Not What I Expected
  • What Have You Done?
  • Shouldn't We Get To Know Each Other First
  • Cuba Chase
  • Back To MI6
  • Good To Have You Back (zawiera temat z "On Her Majesty's Secret Service" Johna Barry'ego)
  • Lovely To See You Again
  • Home
  • Norway Chase
  • Gearing Up
  • Poison Garden
  • The Factory
  • I'll Be Right Back
  • Opening The Doors
  • Final Ascent
  • No Time To Die – Billie Eilish
3.3
Sending
Ocena czytelników:
0 (0 głosów)

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

All Quiet On the Western Front

All Quiet On the Western Front

Na Zachodzie bez zmian   Wojna, wojna nigdy się nie zmienia... Powstało i nadal powstaje wiele filmów o wojnie lub z wojną w tle. Bardziej lub mniej z nich wynika, że wojna nigdy nie przynosi niczego dobrego. Chyba, że dla kogoś dobra jest śmierć, zniszczenie...

Book of Boba Fett, The

Book of Boba Fett, The

Księga Boby Fetta   Rozszerzania uniwersum Gwiezdnych wojen na małym ekranie ciąg dalszy. Po sukcesie „Mandalorianina” część odpowiedzialnej za niego ekipy (scenarzysta Jon Favreau oraz reżyserzy Dave Filoni i Robert Rodriguez – cała trójka jako producenci) i...

Home Before Dark: Season 1

Home Before Dark: Season 1

Powoli Apple TV+ zaczyna dorównywać innym platformom streamingowym, choć nie realizuje aż tylu tytułów co Netflix czy Prime Video. Na pewno jednym z wartych uwagi jest „Home Before Dark” – kryminalna historia dziennikarskiego śledztwa Hildy Lisko, która z rodziną...