• Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan
  • Game of Thrones – season 7
  • Doctor Strange

Anastasia

data publikacji: 19/07/2014

Anastazja

Anastasia

"...odpowiednio dużo magii i piękna..."

Kompozytor: David Newman & Stephen Flaherty, różni wykonawcy

Rok produkcji: 1997

Wytwórnia: Atlantic / WEA / Warner Bros.

Czas trwania: 53:57 min.

 

Amerykańscy producenci kochają remake’i starych hitów. Nic więc dziwnego, że takowego doczekała się też historia rosyjskiej księżnej, Anastasii Nikolaevny Romanovej – tym razem w formie animowanej, a więc bardziej przystępnej dla najmłodszych, choć bynajmniej nie tak infantylnej, jak można by przypuszczać (o dziwo to nie Disney, a 20th Century Fox). Całkiem zgrabne filmidło z gwiazdorskim dubbingiem okazało się umiarkowanym sukcesem, ale tradycyjnie doczekało się oscarowych nominacji w oczywistych kategoriach: najlepsza piosenka i najlepsza muzyka do musicalu lub komedii.

 

Za score odpowiedzialny jest David Newman, który już wcześniej pokazał się z dobrej strony w kinie familijnym i rysowanym. Lecz ten angaż był chyba kwestią samego nazwiska. Wszak to właśnie słynny Alfred Newman zilustrował swego czasu najpopularniejszą wersję Anastazji, z Ingrid Bergman w roli głównej. Była więc to szansa, aby zmierzyć się z legendarną pracą ojca. Szczęśliwie jednak David nie oparł swej muzyki na dosłownych cytatach i kopiowaniu klasycznych nut, a raczej stworzył kompozycję typowo ‘pod siebie’.

 

Oczywiście, z uwagi na genezę samej historii oraz wspólne miejsce akcji, pewne podobieństwa w brzmieniu lub instrumentarium są nieuniknione (i tam i tu znajdziemy np. utwory oparte na typowym rytmie walca). Lecz nawet słuchając obu tych prac jedna po drugiej trudno jest wyłapać konkretne analogie, a ewentualne cytaty, jeśli w ogóle obecne, dostrzegą tylko najwięksi Kozacy. Przede wszystkim muzyka Newmana, jr. posiada niepomiernie większy rozmach (dużo chórów, potężna sekcja dęta), a dodatkowo wypełniona jest typowo musicalowymi naleciałościami, łączącymi się bezpośrednio z licznymi piosenkami, z których linii melodycznej maestro także korzysta. Nie brak tu również – w przeciwieństwie do mocno konserwatywnej i lirycznej, wręcz spokojnej partytury Alfreda – pokaźnej akcji, a i sama tematyka zdaje się być, mimo wszystko,  bogatsza.

 

Z drugiej strony jest to też kompozycja nieco cięższa w autonomicznym odsłuchu, co wiąże się tyle z okazjonalnym underscorem („The Nightmare”) czy skromnym mickey-mousingiem, co typowo dramatycznymi melodiami, jakie bez kontekstu niespecjalnie przemawiają do uszu melomana (bardzo ‘nijakie’ fragmenty „Speaking of Sophie” i „Kidnap and Reunion”). Nie ulega przy tym wątpliwości, że David Newman zawarł w swej ilustracji odpowiednio dużo magii i piękna, by na podobne niedogodności machnąć ręką. Szkoda jedynie, że płytowa prezentacja tej muzyki, to skromny, ledwie 20-minutowy wycinek większej całości.

 

Album oraz film piosenkami jednak stoją. Za podkład do nich odpowiedzialny jest już Stephen Flaherty  i trzeba przyznać, że wykonał świetną robotę. Jego nuty są atrakcyjne, żywe, posiadają charakter i – podobnie, jak muzyka Newmana – wiele różnych obliczy i emocji, jakie doskonale uzupełniają się ze słowami autorstwa niezawodnej Lynn Ahrens. Mamy więc do czynienia z doskonałymi przebojami, które bez problemu potrafią wryć się w pamięć odbiorcy, zwłaszcza małego. Opus magnum całego krążka to przede wszystkim prześliczne „Journey to the Past” i „Once Upon a December”, które są na tyle dobre, że nawet ich popowe aranżacje to kawał chwytliwej, niegłupiej rozrywki, jakiej słucha się z przyjemnością.

 

Poza nimi warte uwagi jest z całą pewnością także złowieszcze „In the Dark of the Night” w kapitalnej interpretacji Jima Cummingsa, który bardzo przypomina mi, a przy tym niewiele ustępuje genialnemu „Be Prepared” z „Króla Lwa” – wywołuje podobne, przyjemne dreszcze i przepełnione prawdziwą pasją. Znakomite jest też wodewilowe „Paris Holds The Key” (przywodzące na myśl analogiczne kawałki zbiorowe z „Dzwonnika z Notre Dame”) oraz współczesne „At The Beginning” – typowo promocyjny dodatek do filmu, którego mimo to słucha się wyśmienicie (świetne solo fortepianu na wstępie). Pozostałe piosenki schodzą już raczej na drugi plan, mocno w dodatku zależny od ruchomego obrazu, choć wysoki poziom jakości oraz wykonania ani razu nie zostaje w nich zaburzony.

 

Cały soundtrack to naprawdę wyborny, choć bynajmniej nie idealny, mariaż muzyki ilustracyjnej z utworami śpiewanymi. Fani każdej z tych form bez problemu znajdą tu więc coś dla siebie – zresztą score zgrabnie oddzielono od piosenek, wobec czego nic tu sobie nie przeszkadza. Generalnie jest to jedna z moich ulubionych składanek kina animowanego, do której wracam częściej, niż do więlu kanonicznych tytułów Disneya. Jest to po prostu przefajna, przystępna oraz szczera pozycja, o wyjątkowej urodzie. Taka, do której chce się wracać. Stąd moja finalna nota wynosi aż 4,5 nutki. Polecam!

 

P.S. W poszczególnych krajach na albumie można znaleźć jeszcze lokalne wersje głównych piosenek.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

A Rumor in St. Petersburg – Ensemble

02.

Journey to the Past – Liz Callaway

03.

Once Upon a December – Liz Callaway

04.

In the Dark of the Night – Jim Cummings & Creatures

05.

Learn to Do It – Kelsey Grammer, Liz Callaway & Jonathan Dokuchitz

06.

Learn to Do It (Waltz Reprise) – Kelsey Grammer

07.

Paris Holds the Key (To Your Heart) – Bernadette Peters, Jonathan Dokuchitz & Ensemble

08.

At the Beginning – Donna Lewis & Richared Marx

09.

Journey to the Past – Aaliyah

10.

Once Upon a December – Deana Carter

11.

Prologue – with Angela Lansbury & Lacey Chabert

12.

Speaking of Sophie

13.

The Nightmare

14.

Kidnap and Reunion – with Liz Callaway & Angela Lansbury

15.

Reminiscing with Grandma

16.

Finale

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz