• Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan

How To Train Your Dragon 2

data publikacji: 04/07/2014

Jak wytresować smoka 2

How To Train Your Dragon 2

"...brzmi znakomicie i daje mnóstwo frajdy..."

Kompozytor: John Powell

Rok produkcji: 2014

Wytwórnia: Relativity Music Group / Sony

Czas trwania: 71:49 min.

 

Aż cztery lata trzeba było czekać na kontynuację dość nieoczekiwanego hitu, jakim okazało się „Jak wytresować smoka”. Okres ten bohaterowie filmu, jak i ich docelowi odbiorcy spędzili na dorastaniu, co dobrze widać już w początkowych kadrach sequela – zdecydowanie bogatszego od poprzednika w kwestiach czysto technicznych. Niekoniecznie jednak w samej historii, którą odrobinę przekombinowano, starając się usilnie nadać jej zaskakujący przebieg. Nie ulega jednak wątpliwości, że warto po raz kolejny wybrać się do kina – chociażby i po to, by znów posłuchać rewelacyjnej muzyki Johna Powella.

 

Bodaj największy talent kuźni Hansa Zimmera ostatni okres kariery spędza raczej poza kinem. Niemniej do smoczej krainy powrócił, co wyszło obu stronom na dobre. Od samego początku słychać bowiem sporą różnicę w podejściu do tematu. Choć kompozytor nie rezygnuje ze starych motywów (już otwierające krążek „Dragon Racing” nimi opływa), to cała ścieżka dźwiękowa brzmi nad wyraz świeżo, a przy tym zdaje się bardziej dopracowana i rozwinięta nie tylko tematycznie, ale i warsztatowo od poprzedniej. Poza tym, wzorem ruchomego obrazu, jest ona też dalece poważniejsza w swej wymowie (duchy przeszłości, problemy z tożsamością, przynależnością, etc.) i naprawdę emocjonująca, dramatyczna, zwłaszcza w drugiej części albumu.

 

Tym samym Powell jeszcze bardziej uwypuklił wszelkie elementy charakteryzujące wielkoorkiestrowe, epickie ilustracje – dostojne, męsko-żeńskie chóry i potężna sekcja dęta wraz z licznymi smyczkami są obecne właściwie non stop, a maestro nie boi się uderzać nimi zarówno w tony liryczne (a tych jest zaskakująco sporo), jak i okraszać nimi bogaty action score. Wszystko rzecz jasna przy udziale elektroniki i w akompaniamencie wtrętów celtyckich – także dalece bardziej intrygujących, niż w pierwowzorze, co ma oczywiście odzwierciedlenie w animowanej historii i sprawdza się w niej więcej, niż dobrze. Duża w tym zasługa również sprawnego miksu, dzięki któremu muzyka nie ginie pośród różnorakich wybuchów i dźwięków, a wręcz przeciwnie – miejscami to właśnie ona góruje nad pozostałymi efektami, choć jednocześnie ani razu nie sprawia wrażenia przesytu, nie wychodzi przed szereg. Jakkolwiek by zresztą nie patrzeć na technikalia, soundtrack w filmie brzmi znakomicie i daje mnóstwo frajdy odbiorcy.

 

Również na płycie słychać wyraźną poprawę względem wydawnictwa Varese. Nieznacznie uszczuplony materiał wypada bardzo pozytywne, czas mija przy nim naprawdę szybko i praktycznie nie znajdziemy tu ciągnących się fragmentów nudy i/lub czystej tapety. Underscore jest tu co prawda obecny, jednak głównie w sferze lirycznej, często mistycznej wręcz, przez co nie drażni, a raczej ujmuje – szczególnie po seansie. Tutaj wrażeniometr mówi zresztą wszystko, także nie ma sensu zagłębiać się w wyliczankę lepszych i gorszych ścieżek – zwłaszcza, że tych ostatnich jest tu jak na lekarstwo. Jasne, miejscami ta bombastyczna, mocno zakorzeniona w stylistyce Golden Age’u partytura może słuchacza przytłoczyć i delikatnie zmęczyć bez kontekstu, jednakże w naprawdę minimalnym stopniu, co jak na blisko 70-minutowy album jest godne podziwu.

 

Ponownie uraczono nas także piosenkami. Pierwsza, „For the Dancing and the Dreaming” jest mocno zakorzeniona w konkretnej scenie filmu i wypada weń wprost uroczo. Tam zresztą powinna pozostać, bowiem wrzucona w sam środek score’u skutecznie rozbija klimat, a sama w sobie niewiele doń wnosi, poza zbędnym rozszerzeniem metrażu. Wszystko tradycyjnie dopełnia natomiast hit Jónsi, tym razem „Where No One Goes” – piosenka fragmentarycznie towarzyszy początkowej sekwencji lotu, a następnie powraca w napisach końcowych. Przyjemne granie, będące oczywistym rozwinięciem podobnego szlagieru z pierwszej części. I tak, jak tam, tak i tu mój stosunek doń jest raczej neutralny, choć nie mogę odmówić mu chwytliwości i energii, która z pewnością udzieli się niejednemu słuchaczowi. Podobną siłą i melodyką charakteryzuje się, nagrana specjalnie na potrzeby europejskiej promocji filmu i umieszczona jedynie na 'naszej' edycji soundtracku, piosenka Alexandra Rybaka, „Into a Fantasy” (artysta zdubbingował Czkawkę w norweskiej wersji filmu). Wielce przyjemne granie.

 

 

Generalnie Powell raz jeszcze stanął na wysokości zadania – dał nam muzykę, którą można długo zachwalać i polecać i jeszcze częściej do niej wracać. Taką, do której niezwykle trudno jest się jakkolwiek przyczepić. A jednak zabrakło mi tu tej odrobiny magii, która postawiła by kropkę nad ‘i’. Czegoś tak pamiętnego, jak sztandarowa już scena z okładki płyty do części pierwszej, która wciąż wywołuje u mnie przyjemne ciarki na plecach na samą myśl o niej. Tego niestety w „How To Train Your Dragon 2” – filmowo i muzycznie – ostatecznie nie znalazłem. Stąd finałowa nota, bez oglądania się na połówki, pozostaje bez zmian wobec oryginału.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Dragon Racing

02.

Together We Map The World

03.

Hiccup The Chief / Drago’s Coming

04.

Toothless Lost

05.

Should I Know You?

06.

Valka’s Dragon Sanctuary

07.

Losing Mom / Meet The Good Alpha

08.

Meet Drago

09.

Stoick Finds Beauty

10.

Flying With Mother

11.

For The Dancing and The Dreaming – Gerard Butler, Craig Ferguson & Mary Jane Wells

12.

Battle Of The Bewilderbeast

13.

Hiccup Confronts Drago

14.

Stoick Saves Hiccup

15.

Stoick’s Ship

16.

Alpha Comes To Berk

17.

Toothless Found

18.

Two New Alphas

19.

Where No One Goes – Jónsi

20.

Into a Fantasy – Alexander Rybak

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

J.B. 04-07-2014, 12:44

Zasadniczo zgoda. Płyta jest ewidentnie lepiej skonstruowana niż poprzedniczka, a muzyka nabrała głębi... ale ze świeżością bym się nie rozpędzał, zwłaszcza, że nowe tematy (mimo zachwycającego "Flying with Mother") nie są tak porywające jak stare. Pokuszę się również o stwierdzenie, że w filmie muzyka działa nieco słabiej. Powtórzenie oscarowej nominacji będzie trudne. Tak, czy owak 4 i - jak na razie - zdecydowana czołówka tego roku.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz