• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

All Is Lost

data publikacji: 30/06/2014

Wszystko stracone

All Is Lost

"...nie posiada poważniejszych wad..."

Kompozytor: Alexander Ebert

Rok produkcji: 2013

Wytwórnia: Community Music Group

Czas trwania: 45:17 min.

 

Kino lubi wyzwania i nietypowe przedsięwzięcia – zwłaszcza opowieści o ludziach walczących z naturą, samymi sobą, z kosmosem... Do tego właśnie worka można włożyć najnowszy projekt z Robertem Redfordem w roli głównej. „All Is Lost” jest historią marynarza, którego okręt jest bliski zatonięcia, co rozpoczyna walkę o przetrwanie. Film jest wymagający, a słów pada tyle ile w ostatnich filmach Jerzego Skolimowskiego, jednak zapada on mocno w pamięć. Po części także przez warstwę muzyczną, która niespodziewanie otrzymała Złoty Glob.

 

To, że zatrudnia się do pisania muzyki filmowej osoby nie będące zawodowymi kompozytorami tego gatunku nie jest niczym nowym, ani zaskakującym. Tym razem reżyser wybrał Alexandra Eberta – multiinstrumentalistę oraz frontmana zespołu Edward Sharp and the Magnetic Zeros. Innymi słowy, twórcę muzyki alternatywnej. W samym filmie ilustracja tworzy bardzo solidne tło, budując klimat samotności i potęgi oceanu, dlatego dominuje tutaj elektronika, ocierająca się miejscami o ambient. Jednak w przeciwieństwie do oscarowej „Grawitacji”, jest ona bardziej przystępna i łatwiejsza w odbiorze, z większym wpływem żywego instrumentarium. Wyraźnie słyszalna jest tu głównie gitara akustyczna, trochę przypominająca styl Gustavo Santaolalli („All is Lost”), choć pojawiają się też różne dzwoneczki czy męski wokal przechodzący w gwizd („Virginia’s Dream”).

 

To są jednak w miarę bezpieczne momenty wytchnienia na tej ścieżce. Musiał się tu bowiem pojawić także underscore, podkreślający walkę naszego bohatera ze statkiem, sztormem i brakiem wody. Wtedy jest trochę mniej przyjemnie, choć kompozytor próbuje tą ciężką elektronikę (imitacje ptaków, przerobione wokale) okrasić uderzeniami bębnów (8-minutowy „The Infinite Breed”) lub pozorując spokój delikatną grą gitary i smyczków, by następnie gwałtownie podkręcić atmosferę uderzeniami pałeczek, dźwiękami fortepianu i syntezatorów („Dance of Lilies”). Zdarzają się jednak momenty celowo monotonne, jak „The Instincts of Boredom”.

 

Największe emocje serwuje bezsprzecznie podzielony na trzy utwory finał. Najpierw jest bardzo spokojny „Somewhere in the Midnight of Summer” z delikatną elektroniką, dzwonkami, organami Hammonda, gitarą oraz piękną żeńską wokalizą (klimat wręcz świąteczny – to chyba przez te dzwonki), następnie gitarowy, leniwy „Excelsior and the All Day Man” oraz bardzo poruszająca piosenka „Amen” w wykonaniu samego Eberta (niezły wokal) z eterycznymi smyczkami i rozpędzającym się fortepianem – utwór stanowiący swoiste pożegnanie (warto wsłuchać się w tekst).

 

Swym debiutem Ebert pokazuje się jako nieszablonowy twórca, który tworzy muzykę nie tylko doskonale pasującą do historii, ale także bardzo przystępną poza ekranem, co w przypadku filmu stawiającego głównie na klimat, wydaje się zadaniem prawie niemożliwym. Cała kompozycja w zasadzie nie posiada poważniejszych wad – jest dobrze zmontowana i, o dziwo, bogata aranżacyjnie. Mocne cztery nutki.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski


CD 1

01.

Excelsior

02.

All Is Lost

03.

Virginia’s Dream

04.

The Infinite Bleed

05.

The Invisible Man

06.

Pulse of the Weight

07.

Dance of Lilies

08.

The Instincts of Boredom

09.

Somewhere in the Midnight of Summer

10.

Excelsior and the All Day Man

11.

Amen

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz