• Nerve
  • Phantom Thread
  • Three Billboards Outside Ebbing, Missouri
  • Denial
  • Founder, The

Time To Kill, A

data publikacji: 15/05/2014

Czas zabijania

Time To Kill, A

"...kompozytor tępi tu odrobinę swoje pazury..."

Kompozytor: Elliot Goldenthal

Rok produkcji: 1996

Wytwórnia: Atlantic

Czas trwania: 37:10 min.

 

Amerykanie kochają dramaty sądowe. Kino również, choć jest to przecież jeden z najmłodszych gatunków filmowych – pojawił się na dużym ekranie na długo po wejściu dźwięku, a swą pozycję ugruntował jeszcze później. Niemniej on także dał X muzie kilka niepodważalnych arcydzieł, również w kontekście muzycznym.

 

Przy okazji kolejnej adaptacji bodaj najbardziej poczytnego autora prawniczych historii, Johna Grishama – „Czas zabijania” – na stołku reżyserskim zasiadł Joel Schumacher, który pociągnął za sobą oczywisty wybór kompozytora. Elliot Goldenthal dopiero co doskonale zilustrował mu bowiem „Batman Forever”. Ale co innego nie do końca poważne bieganie w trykotach po wyimaginowanym świecie, a co innego realny dramat ludzki dotykający rasizmu na głębokim południu USA. Przed premierą filmu można mieć było więc spore wątpliwości względem tego, jak oryginalna stylistyka Goldenthala odnajdzie się w przyziemnym i, mimo wszystko, skromnym filmie.

 

Szczerze mówiąc wątpliwości te mam i po seansie. W samym obrazie muzyka nie kiksuje, lecz słychać aż nadto wyraźnie, że kompozytor tępi tu odrobinę swoje pazury, hamując niepowtarzalną ekspresyjność wyrazu na rzecz funkcjonalnej tapety, która finalnie i tak niespecjalnie pasuje do opisywanych wydarzeń, a miejscami potrafi je przytłoczyć. Chociaż maestro sięga tu i po elementy jazzowe („Pavane For Solace”) oraz tradycyjne dla tej części świata instrumenty (nieśmiała harmonijka, będąca bardziej egzotycznym ubarwieniem niektórych melodii, aniżeli faktycznie ważną częścią całości), to nie jest w stanie uciec od swej krzykliwej natury dysonansów i ogólnego rozbuchania inscenizacyjnego.

 

Z tego względu soundtrack nie jest łatwy w odsłuchu (choć mocno pomaga skromny metraż tegoż), a warte uwagi są raczej fragmenty poszczególnych kompozycji, a nie całe utwory. Druga część „Consolation”, znakomity początek przeraźliwie krótkiego „Justice Wheel”, romantyczny saksofon we wspomnianym „Pavane For Solace”, fortepian w „An Asurrendering” czy też podniosłe 20 sekund „Pressing Judgement” z tradycyjnymi dla tego kompozytora, świdrującymi na potęgę smyczkami – tych ostatnich jest tu zresztą sporo w przekroju albumu. Wyjątek stanowi właściwie tylko wieńczące ekranowe wydarzenia „Verdict Fanfare”, którego tytuł mówi wszystko. To jedyny moment na krążku, jaki autentycznie poraża i emocjonuje całym sobą, a nie tylko wyrywkowo.

 

Reszta tej ścieżki dźwiękowej w swej autonomicznej formie sprawia mocno chaotyczne wrażenie – z jednej strony łagodna, ale niczym nie wyróżniająca się liryka, a z drugiej drapieżne, nieprzyjemne zrywy orkiestry oraz sporo mrocznego underscore’u, jaki przywodzi na myśl co bardziej epickie i pamiętne dokonania Goldenthala, jak choćby nieśmiertelne „Alien 3”. Jak już pisałem, w filmie Schumachera kompozycja ta sprawdza się jako-tako, intrygując jedynie w momentach owych zrywów. Miejsca akcji nie oddaje natomiast zupełnie i nie pomaga tu nawet wplecenie w score folkowej pieśni religijnej, która sama w sobie stanowi ważny chwyt dramaturgiczny i odrobinę różnicuje album, lecz pomiędzy nią, a kompozytorskim zacięciem trudno szukać zrozumienia.

 

Schumacher już wcześniej udanie przeniósł na ekran inną powieść Grishama, „Klienta”, którego trafnie zilustrował Howard Shore. W porównaniu z nim, praca Goldenthala jest na pewno dalece bardziej nietypowa i spektakularna. Nie przekłada się to jednak ani na efektywność, ani tym bardziej na atrakcyjność muzyki. Dla słuchacza nie przyzwyczajonego do tego rodzaju stylistyki, opisywany tu album może być więc trudny do przełknięcia. Oryginalny język, jakim Goldenthal operuje (nie tylko w kinie) warty jest jednak tego, by podjąć takie wyzwanie.

 

P.S. Siedem utworów z tej partytury Sony umieściło także na soundtracku z „Titusa”. W filmie pojawia się natomiast jeszcze kilka utworów Richarda Paddisona, w wyk. Jesse Johnson: „Slippin' Through The Oaks”, „Ritz”, „Antebellum” i „Marilee”, a także tradycyjna pieśń „Ain't Got Time To Die”.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Defile and Lament

02.

Consolation

03.

Justice Wheel

04.

Pavane For Solace

05.

Abduction

06.

An Asurrendering

07.

Pavane For Loss

08.

Take My Hand Precious Lord & Retribution – with The Jones Sisters

09.

Torch and Hood

10.

Pressing Judgement

11.

White Sheet

12.

Pavane For Solace (Piano Solo)

13.

Verdict Fanfare (For Aaron)

14.

Take My Hand Precious Lord – Christ Memorial Church Choir

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz