• Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The
  • Zookeeper’s Wife, The
  • S.W.A.T.

Se7en

data publikacji: 12/05/2014

Siedem

Se7en

"...nie jest muzyką, do jakiej chciałoby się wracać bez filmu..."

Kompozytor: Howard Shore, różni wykonawcy

Rok produkcji: 1995

Wytwórnia: TVT Records / Cinerama

Czas trwania: 57:05 min.

 

Właściwy debiut Davida Finchera w pełnym metrażu (od „Alien 3” reżyser bowiem odcina się jak może – moim zdaniem zupełnie niesłusznie), to kino doskonałe niemal pod każdym względem. W tym – wedle wielu widzów, jak i krytyków – jednym z najlepszych filmów lat 90. wszystko doskonale ze sobą współgra i właściwie nie ma słabych punktów. To kino mocne, mroczne, szokujące i, co ważniejsze, niesamowicie sugestywne – wciąż stanowiące niesamowite przeżycie, nawet w dwie dekady po premierze.

 

Przypuszczalnie przez złe doświadczenia na planie trzeciej części „Obcego” ilustracja muzyczna powędrowała do Howarda Shore'a (acz przyznam, że byłbym piekielnie ciekaw, co mógłby tu zaproponować Elliot Goldenthal). Kompozytor okazał się strzałem w dziesiątkę, choć popełnił tutaj grzech lenistwa – niewielkimi środkami stworzył skromnego, acz podle dobrego snuja, doskonale działającego w filmie. Posępne, nieprzyjazne dźwięki, bez choćby nuty nadziei w sobie, idealnie i na dobrą sprawę nieinwazyjnie wspomagają klimat historii, wzmagając się jedynie w kilku momentach akcji, które też opierają się głównie na odpychających dysonansach.

 

Shore, tradycyjnie dla siebie, sięgnął po sekcję dętą i smyczkową, które nie dają odbiorcy choćby chwili wytchnienia. Score na pierwszy rzut ucha pozbawiony jest tradycyjnych melodii, a i trudno własciwie cokolwiek ze ścieżki dźwiękowej zapamiętać i wynieść poza kino. Poniekąd jest to taka powtórka z „Milczenia owiec”, choć zdecydowanie bardziej dosadna i, mimo wszystko, ostrzejsza w wydźwięku. Acz głęboko zanurzona w stylu maestro, ilustracja ta posiada bez wątpienia unikalny charakter, wart docenienia – nawet jeśli nie jest on przystępny poza ruchomym obrazem (na co cierpi wszak gros ilustracji thrillerów, nie tylko od Kanadyjczyka).

 

Inna sprawa, że na soudtracku i tak nie ma za bardzo na czym ucha zawiesić. Płyta zawiera bowiem jedynie dwa fragmenty kompozycji Shore’a. Umieszczone na samym końcu blisko godzinnego albumu utwory trudno zaliczyć do highlightów tegoż, nie tylko przez ich trudną naturę, ale i sposób prezentacji. O ile jeszcze „Portrait of John Doe” to mało przyjazny, ale zjadliwy underscore, tak już przez niespełna 15-minutową suitę niezwykle trudno jest przejść, nawet jeśli lubujemy się w podobnej stylistyce. Owa suita zawiera w sobie rzecz jasna wszystkie najważniejsze tematy z filmu, ergo posiada kilka co ciekawszych fragmentów. Jednak całościowo nie jest to coś, co można by jakkolwiek zaproponować melomanom.

 

Generalnie wypchany piosenkami krążek budzi u mnie raczej negatywne odczucia. Co prawda wszystkie one w taki czy inny sposób przewijają się przez (arcy)dzieło Finchera (TU spis wszystkich utworów źródłowych), ale – poza Bachem, który dostał sporo przestrzeni i spokoju – większość z nich trudno jakkolwiek bezpośrednio z ruchomym obrazem skojarzyć, o odniesieniu do konkretnych scen nie wspominając. Osobiście film widziałem wielokrotnie i piosenki są ostatnią rzeczą, jaką z niego pamiętam. W uszy rzuca się tam jedynie czołówka, z nieobecnym zresztą na krążku „Closer” grupy Nine Inch Nails. Także pod tym względem płyta ta nie przedstawia niestety dużej wartości. Jeśli zaś traktować album jako autonomiczny twór, to rozrzut gatunkowy jest na nim zbyt rozległy, by można było mówić o zaspokojeniu czyjegokolwiek gustu, a co za tym idzie również o satysfakcji z odsłuchu.

 

Krążek przypomina niekontrolowany chaos i praktycznie nie wyróżnia się niczym istotnym względem wielu innych składanek filmowych. Zagorzali fanatycy „Se7en” z pewnością mają go dawno na półkach (albo przynajmniej trzymają kopię na dysku twardym). Czy jednak, poza tym gronem, warto tą pozycję szczerze polecić? Raczej nie. Kompozycja Shore’a, sprowadzona zresztą do roli bonusa, nie jest muzyką, do jakiej chciałoby się wracać bez filmu. Reszta materiału kompletnie się natomiast ze scorem i ze sobą nie klei. Tym samym płyta stoi w dużej opozycji do reprezentowanego tytułu i absolutnie nie jest warta grzechu – nawet tak niewinnego, jak piractwo.

 

 

P.S. Istnieje też bootleg z kompletną ilustracją Shore’a – 25 utworów i godzina materiału.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

In The Beginning – Statler Brothers

02.

Guilty – Gravity Kills

03.

Trouble Man – Marvin Gaye

04.

Speaking of Happiness – Gloria Lynne

05.

Suite No. 3 In D Major, BWV 1068 "Air" (Bach) – Stuttgarter Kammerorchester & Karl Muchinger

06.

Love Plus One – Haircut 100

07.

I Cover The Waterfront – Billie Holiday

08.

Now's The Time – Charlie Parker

09.

Straight, No Chaser – Thelonious Monk

10.

Portrait of John Doe – Howard Shore

11.

Suite from Seven – Howard Shore

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz