• Split
  • Ballerina
  • Secret Life of Pets, The
  • Storks
  • Trolls

Back To Gaya

data publikacji: 26/03/2014

Magiczny kamień

Back To Gaya

"...trudno jest dodać do ulubionych..."

Kompozytor: Michael Kamen

Rok produkcji: 2012

Wytwórnia: MovieScore Media

Czas trwania: 62:08 min.

 

Animacja to wdzięczny temat dla muzyka – fantastyczny, nieograniczony prawami fizyki i możliwościami świat, w który nie ingerują także specjalnie producenci, jest polem do popisu dla nut wyobraźni. Dość powiedzieć, że wielu słynnym kompozytorom to właśnie animacje przyniosły jedne z największych momentów chwały. Michael Kamen nigdy jednak tak naprawdę nie miał szans zabłysnąć w ‘rysowanych’ filmach. Oprócz okazjonalnych produkcji telewizyjnych (serial „X-Men”) miał bowiem tylko jeden taki tytuł w dyskografii – dobrego skądinąd, lecz bardzo dojrzałego i poważnego w swej wymowie „Stalowego giganta”. Na faktyczną bajkę dla dzieci przyszło mu czekać aż do końca kariery.

 

Choć w ostatnim roku życia Kamen zilustrował trzy filmy, to tylko jeden z nich, właśnie animowany, doczekał się odrębnego wydania płytowego, w dodatku w limitowanej edycji tysiąca egzemplarzy. Ale ani to, ani też zadedykowanie produkcji jego osobie (podobnie jak „First Daughter” z jego muzyką, oraz... „Egzorcysty: Początek”) nie świadczy o tym, iż „Back to Gaya” (a.k.a. „The Snurks”) jest de facto ostatnią pracą Kamena. „Magiczny kamień” jest nią dlatego, że kompozytor... nie zdołał jej ukończyć. Za dopracowanie ostatecznego kształtu muzyki odpowiadają więc Ilan Eshkeri (zaczynający u Kamena jako orkiestrator) i Andrew Raiher, a za dopasowanie jej do filmu Steve McLaughlin i Christopher Brooks (również przez lata związani z Kamenem producenci i technicy dźwięku). Wciąż jednak mamy do czynienia z ilustracją wielce kamenowską – może nawet aż za bardzo...

 

Recycling – to słowo, które dobrze oddaje ponad godzinny album od MovieScore Media. Już wszak otwierające go „Main Title” to nic innego, jak niemal dosłowny cytat z „Robin Hooda”, nie mający jednakże mocy i rozmachu oryginału. Nie tylko zresztą w tej ścieżce czuć ducha banity z Sherwood, bowiem pełni on rolę tematu przewodniego i powraca jeszcze kilkukrotnie. Wiąże się to tyleż ze stylem kompozytora – charakterystyczna dlań sekcja dęta, smyczki oraz specyficzne, ciężkie brzmienie to zbyt wyrazisty podpis, by pomylić go z kimś innym – co z sięgnięciem przez zdesperowanych twórców filmu do wcześniejszych projektów maestro, a konkretniej do fragmentów ostatecznie w nich nie użytych. Szczęśliwie w dalszej części partytury nie napotkamy już podobnie nachalnych rozwiązań, choć wrażenie wtórności nie opuszcza nas już do końca materiału.

 

Jakkolwiek kontrowersyjnie by ta muzyka miejscami nie brzmiała, eksperyment się udał – ilustracja pasuje i działa w filmie całkiem dobrze. Należą się przy tym brawa obu autorom muzyki dodatkowej – naprawdę trudno jest się połapać, które tematy wyszły w pełni spod ręki Kamena, a które dopisano w ostatniej chwili. Owszem, gdzieniegdzie daje się we znaki brak lekkości mistrza w operowaniu orkiestrą, action score potrafi męczyć bardziej, niż zwykle, a okazjonalny underscore i mickey-mousing bywają zbyt nijakie jak na tego kompozytora. Także i liryka pozostawia wiele do życzenia – jest ładna, ale nic ponadto. Nie znajdziemy tu jednak większych zgrzytów w jakości, czy też we wspomnianym brzmieniu.

 

Ilustracja ta jest przy tym w miarę zróżnicowana tematycznie, ciekawa i nie opiera się jedynie na powtórzeniach znanych motywów. Co więcej, sporo tu chwytliwych, wielce uroczych melodii, które może nie zapadają wyjątkowo w pamięć, lecz słucha się ich z niekłamaną przyjemnością i bez znużenia. Inna sprawa, że materiał na płycie spokojnie można było skrócić o jakieś 10-15 minut, bez szkody dla muzyki i jej odbioru. Zwłaszcza, że krążek składa się z wielu krótkich utworów, jakie niezauważenie przemykają przez głośniki. Czasem potrzeba więc odpowiedniej koncentracji, aby wyłuskać te najlepsze momenty – co w sumie także jest charakterystyczne dla Kamena, którego autonomiczna forma prac nieraz stanowi wyzwanie dla cierpliwości melomanów.

 

Na tle pozostałej jego twórczości „...Gaya” sprawuje się więc całkiem nieźle, idealnie wpisując się w dźwiękowe ramy, do jakich twórca ten nas przyzwyczaił. Jednocześnie jest to pozycja dosyć przeciętna, nie mająca klasy wcześniejszego o rok „Open Range”, ani też nie stanowiąca poważnej konkurencji dla „The Iron Giant”. Jako podkład do animowanych kadrów broni się głównie za sprawą nieprzerwanej atmosfery wielkoorkiestrowej przygody, jednak poza nimi jest nadmiernie ilustracyjna, zbyt posępna i za toporna, aby z powodzeniem wpisać się do kanonu gatunku. Zresztą sam film nie dawał ku temu przesłanek.

 

Ostatecznie mamy więc do czynienia z tytułem, jaki trudno jest dodać do ulubionych, ale też i takim, który łatwo pozytywnie (d)ocenić – nie tylko przez wzgląd na osobę jego twórcy (któremu ujmy nie przynosi), lecz odpowiednio wysoki poziom wykonania i estetyki. 3,5 nutki to moja finalna nota. Ale specjalnie polecał nie będę.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Main Title

02.

Snurks

03.

Flying

04.

The Kiss

05.

Fireworks

06.

The Professor

07.

The Race

08.

Baby Chase

09.

The Vortex

10.

Wrecking Ball

11.

The Toy Store

12.

Balloon Crash

13.

Rat Chase

14.

The Sewer

15.

Find A Way In

16.

In Charge

17.

Switched On

18.

So Unusual

19.

Free Will

20.

Night Flight

21.

Big Dumb

22.

Robot Chase

23.

Climb

24.

Catching Dolomite

25.

Manual Targeting

26.

We're Free!

27.

The Mayor Runs

28.

Back to Gaya (Last Cue)

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz