• Kamerdyner
  • Road House – 30th Anniversary Expanded Edition
  • Undone
  • River
  • Gentlemen, The

Monuments Men, The

data publikacji: 23/03/2014

Obrońcy skarbów

Monuments Men, The

„...fani Desplata nie powinni narzekać...”

Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok produkcji: 2014

Wytwórnia: Sony Classical

Czas trwania: 60:32 min.

 

Alexandre Desplat ma dziwną moc przywiązywania do siebie reżyserów. Po świetnym „Autorze widmo” Roman Polański zaprosił kompozytora do swoich dwóch kolejnych filmów. Stephen Frears nie potrafi się już bez niego obejść. To samo dotyczy Wesa Andersona. Pod urokiem Francuza znalazł się też George Clooney. „Obrońcy skarbów” to drugi wspólny film obu panów. Desplat pojawia się w nim zresztą nie tylko jako kompozytor. Zagrał również niewielką (ale więcej niż epizodyczną) rolę.

 

Tym razem Clooney cofa się w czasy II wojny światowej, by opowiedzieć historię dziwnego oddziału, którego jedynym celem było odzyskanie dzieł sztuki zagrabionych przez nazistów. „Obrońcy skarbów” próbują połączyć tradycję przygodowego kina w rodzaju „Parszywej dwunastki” z poważną refleksją na temat znaczenia ochrony kultury. Nie do końca udaje się to spójnie zrobić, co odbija się także na ścieżce dźwiękowej.

 

Głównym tematem kompozycji jest rześka, sympatyczna melodia o wyraźnie awanturniczym charakterze. Desplat z powodzeniem czerpie tu z tradycji gatunku. Nie jest to motyw szczególnie w jego stylu, ale za to świetnie wpada w ucho i momentalnie staje się wizytówką obrazu. Zwłaszcza, że przy napisach końcowych jest po prostu gwizdany. Zapewne wielu widzów pogwizduje go sobie dalej, już po wyjściu z sali.

 

W podobnym stylu utrzymany jest pogodny motyw, który pojawia się na początku „Basic Training”. Ilustruje on samą misję obrońców. Stąd częściej usłyszymy go w poważniejszej wersji z powolnymi frazami smyczków, patetyczną trąbką i wojskowymi werblami. Te dwa elementy – beztroska przygodowość połączona z najbardziej typowymi rozwiązaniami kina wojennego – dobrze ze sobą współgrają. Przesiąknięte są dorobkiem Johna Williamsa, z którego czerpanie bardzo Desplatowi służy (patrz: „Strażnicy Marzeń”).

 

Francuz korzysta także z wypracowanych przez siebie rozwiązań. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy akcja staje się bardziej dramatyczna. W „I See You Stahl” odzywają się charakterystyczne, wirujące frazy smyczków. Trudno też się dziwić, że bardzo desplatowski jest paryski temat filmu, który przywołuje w pamięci urokliwe melodyjki z czasów, gdy ten kompozytor kojarzony był przede wszystkim z melodramatami („Claire & Granger”).

 

Wszystko jest samo w sobie bardzo porządne, ale poszczególne elementy nie do końca do siebie pasują. Tak jakby na jednym krążku znalazły się dwie trochę inne ścieżki dźwiękowe. Wyraźne inspiracje Williamsem czasem gryzą się z najbardziej typowymi desplatyzmami. W filmie to nie przeszkadza, gdyż ten także jest trochę niespójny, na płycie jednak powoduje niepotrzebne zgrzyty. Muzykę i obraz łączy jeszcze jedna rzecz – lekka nuda. Tematy są przyjemne i wyraziste, nawet jeśli niespecjalnie oryginalne. W pewnym momencie jednak zaczynają się dość mechanicznie powtarzać, a długie plamy przewidywalnej muzyki ilustracyjnej jeszcze rozwadniają zawartą w nich przebojowość.

 

Trudno jednak odmówić Desplatowi rzemieślniczej sprawności i lekkości w tworzeniu tej kompozycji. Przy całej sztampowości słucha się jej przyjemnie. Chwytliwe tematy wsparte klasyczna orkiestracją mają sympatycznie staroświecki posmak. Poważniejsze momenty nie przytłaczają. W filmie działa to wszystko pierwszorzędnie, na płycie trochę gorzej, ale fani Desplata nie powinni narzekać.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

The Roosevelt Mission

02.

Opening Titles

03.

Ghent Altarpiece

04.

Champagne

05.

Basic Training

06.

Normandy

07.

Deauville

08.

Stokes

09.

I See You, Stahl

10.

John Wayne

11.

Sniper

12.

Into Bruges

13.

The Letter

14.

The Nero Decree

15.

Stahl’s Chalet

16.

Jean-Claude Dies

17.

Siegen Mine

18.

Claire & Granger

19.

Gold!

20.

Heilbronn Mine

21.

Castle Art Hoard

22.

Altaussee

23.

Finale

24.

End Credits

25.

Have Yourself a Merry Little Christmas – Nora Sagal

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

Mefisto 23-03-2014, 18:08

Właściwie zgoda - pewna miałkość i nuda są tu odczuwalne, ale wygrywa mimo wszystko lekkość i przyjemny temacik, jaki naprawdę trudno wyrzucić z głowy. Ostatecznie waham się nadal między 3,5 a 4, ale ponieważ nie ma połówek u nas... :)


jim 24-03-2014, 10:14

Dla mnie pełna czwóreczka. Nie przeszkadza mi wszechobecny eklektyzm ponieważ całości słucha się bardzo przyjemnie


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz