• Domino
  • Catch-22
  • Glass
  • Fargo: Year 3
  • John Wick: Chapter 3 – Parabellum

World War Z

data publikacji: 11/03/2014

World War Z

World War Z

"...ścieżka dźwiękowa, którą pozbawiono zębów...”

Kompozytor: Marco Beltrami

Rok produkcji: 2013

Wytwórnia: Warner Music

Czas trwania: 44:04 min.

 

Kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi zaczęły wskazywać na to, że twórcy całkiem swobodnie zamierzają potraktować ekranizację „World War Z” Maxa Brooksa, postanowiłem film zbojkotować. Trailerowe sceny biegających i wspinających się po murach żywych trupów były bardzo niezgodne z duchem książki stanowiącej zbiór relacji świadków z apokalipsy. Ostatecznie się przemogłem – i dobrze. W adaptacji nie ma nic wybitnego, ale to solidne kino zombie, a przemycone z książki pojedyncze idee i smaczki dodają mu oryginalności. Wszystkich tych atutów pozbawiona jest natomiast ścieżka dźwiękowa.

 

Największym przewinieniem płyty jest brak „Isolated Systems”. Czołówka filmu, wraz z towarzyszącym jej utworem Muse robią piorunujące wrażenie. „It's the noise of humanity on a tiny planet in the middle of nothing” („To szmer ludzkości na małej planecie pośród pustki”) – powiedział lider grupy na temat kompozycji. Obecność tego najbardziej pamiętnego kawałka byłaby największą zaletą albumu, gdyż ma do zaproponowania więcej, niż cały wyrób Beltramiego. Wszystko dlatego, że spora część, i tak już skromnej, płyty cierpi na chroniczną bezideowość – „Philadelphia”, „Ninja Quiet”, „Searching For Clues”, „NJ Mart”, „Zombies In Coach”... Nieważne, że kompozycje chcą być dynamiczne, a niekiedy mają ambicje, żeby być niepokojące czy wręcz apokaliptyczne. To typowe dźwięki tła, które wtapiają się w obraz i tam też pozostają, cechując się bezbarwną elektroniką. Wywołują obojętność tak samo w filmie, jak i poza nim. Nawiasem mówiąc, „No Teeth No Bite” to już zupełne kuriozum, lepszymi kompozycjami zapełnione jest podziemie darmowego dark ambientu.

 

Za fasadą drżącej elektroniki, niepozbawionej zresztą symbolicznych ‘zimmeryzmów’ (dramatyczne huki dęciaków w „Philadelphia”) wyziera brak pomysłu. Beltrami kurczowo trzyma się utartych schematów, chciałby być trochę jak Zimmer, trochę jak Murphy z o dwie klasy lepszych „28 dni później”, ale gubi się przytłoczony rozmachem filmu. Najlepiej wypadł w formach prawie minimalistycznych – chłodnym, metalicznym „Wales” i kameralnym „Lane Family”. Dwa niezłe kawałki jednak albumu nie ratują, płyta nie radzi sobie bez filmu. Jej najlepsze momenty przypadają na najbardziej poruszające sceny (opustoszała Walia, Brad Pitt w epilogu, na korytarzu placówki WHO), ale poza „Wales”, „Lane Family” oraz końcówką „Like A River Around A Rock” straszy ubóstwem. Na ironię zakrawa fakt, że score został wydany również na płycie winylowej, podczas gdy setki innych, bardziej wartościowych ścieżek nigdy nie dostąpią tego zaszczytu.

 

Soundtrack z „World War Z” bywa przyzwoity. Zawiera śladowe ilości potencjału, echa oryginalnych pomysłów, które w innej rzeczywistości mogłyby zaowocować czymś ciekawym. Przede wszystkim jednak jest albo bezbarwny, albo irytujący, jak brzęczący owad. Podsumujmy: poniżej przeciętnej poza filmem, średnie współgranie z obrazem, krótka płyta, brak flagowego motywu. Ostrzegam, że to ścieżka dźwiękowa, którą pozbawiono zębów.

Autor recenzji: Krzysztof Pyter


CD 1

01.

Philadelphia

02.

The Lane Family

03.

Ninja Quiet

04.

Searching For Clues

05.

NJ Mart

06.

Zombies In Coach

07.

Hand Off!

08.

No Teeth No Bite

09.

The Salvation Gates

10.

Wales

11.

Like A River Around A Rock

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 2  

Tomasz Goska 12-03-2014, 23:03

No nie jest to najlepsza ścieżka w dorobku Beltramiego, ale jest kilka argumentów, które pozwalają raz na rusku rok sięgnąć po nią. Dwójeczka i ani grama więcej.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz