• Doctor Strange
  • Miss Peregrine’s Home for Peculiar Children
  • Sing – score
  • Sing – Deluxe Edition
  • Split

Dead Zone, The

data publikacji: 25/02/2014

Martwa strefa

Dead Zone, The

"...sugestywnie kreuje atmosferę tajemnicy..."

Kompozytor: Michael Kamen

Rok produkcji: 1994 / 2009

Wytwórnia: Milan

Czas trwania: 42:37 min.

 

Rok 1983 to moment jedynego spotkania i zarazem awans do pierwszej ligi dwóch wyjątkowych twórców kina – Davida Cronenberga i Michaela Kamena. Obaj co prawda dali wcześniej światu kilka udanych próbek swoich umiejętności (Kamen chociażby w horrorze „Venom”, Cronenberg głównie kultowym dziś „Scanners”), jednak ich kariera nabrała szybkości i konkretnego kierunku właśnie od „Martwej strefy” (acz reżyser zrobił w tym samym roku równie udane i jeszcze bardziej oryginalne „Videodrome”). Dość powiedzieć, że bezpośrednim następstwem tej współpracy była odpowiednio „Mucha” i „Brazil”.

 

Nadwornym kompozytorem Cronenberga jest Howard Shore, który zilustrował wszystkie wcześniejsze, jak i późniejsze jego dzieła. Skąd więc nagle Kamen? Na dobrą sprawę nie wiadomo, choć sam maestro twierdził, iż był to czysty przypadek. Trzeba jednak przyznać, że wybór okazał się trafny i zaowocował muzyką, która, podobnie jak i film, znacząco wyróżnia się w przekroju twórczości reżysera – głównie za sprawą bardziej klasycznej formy, nie opartej jedynie na dysonansach i eksperymentach brzmieniowych, a przy tym także dalece większej emocjonalności, jaka przekłada się też na lepszy odbiór autonomiczny.

 

Trwający nieco ponad 40 minut album jest osobliwą, niezwykle klimatyczną i całkiem zjadliwą poza obrazem mieszanką tragedii i nadziei, niewinności i zbrodni oraz ciężkiego underscore’u i ciepłej liryki. Ta ostatnia reprezentowana jest głównie w pierwszej części płyty, pozwalając bez problemu zanurzyć się słuchaczowi w ładnych, acz podszytych podskórnym niepokojem i melancholią tematach, jak „Opening Titles”, „Hospital Visit” czy „School Days” (w pierwszych nutach przywodzące nieco na myśl tematy Johna Carpentera). Posępne, wielce ilustracyjne motywy dominują z kolei nad drugą częścią materiału, czasem bardziej angażując i ocierając się wręcz o muzykę akcji („Political Death”, „Coda to a Coma / The Balcony”), a innym razem – jak w zdecydowanie najmniej ciekawym utworze krążka, „Alone” – zupełnie odstraszając swoimi dźwiękami.

 

Bynajmniej nie jest to więc kompozycja przyjemna, do której chce się wracać raz za razem – wręcz przeciwnie. Łagodna, niosąca w sobie niewielkie znamiona optymizmu liryka czaruje tu mimochodem, stawiając raczej na funkcjonalność melodii, niż faktyczną atrakcyjność. Z kolei dramatyzm, wypełniony bodaj wszystkimi możliwymi sztuczkami, jakie Kamen rozwinie potem w swoich bardziej charakterystycznych pracach, sugestywnie kreuje atmosferę tajemnicy i śmiertelnego zagrożenia, z rzadka autentycznie porywając rytmem. Siła ekspresji, nie do przecenienia w samym filmie, jest zresztą największym atutem tej ścieżki.

 

Za największy wadę można za to uznać niejaką ‘oschłość’ brzmienia – choć to score pełnoorkiestrowy, z nikłą ingerencją elektroniki, to czasem sprawia wrażenie demo kompozycji. Zapewne zaważył na tym poniekąd skromny budżet filmu, ale i nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Kamen napisał całą partyturę w zaledwie 10 dni. Jakkolwiek więc znakomicie radzi sobie ona w gotowej produkcji, tak na krążku może odrobinę razić płaskim dźwiękiem – nie przystającym zarówno do współczesnych standardów nagrań, jak i późniejszych, bardziej dopracowanych ilustracji kompozytora, dla których „Martwa strefa” stanowi wszak w wielu elementach oczywisty punkt odniesienia.

 

Nic więc dziwnego, że na wydanie płytowe „The Dead Zone” przyszło czekać aż dekadę. W 1994 r. podjął się tego Milan, który wpierw wypuścił CD, a 15 lat później wznowił je w formie realizowanego na żądanie CD-R. To sprawia, że dziś nie jest to już żaden biały kruk, choć nadal potrafi osiągać odrobinę zniechęcające do zakupu ceny. Patrząc jednak na rzeczone nazwiska nietrudno zgadnąć, że jest to album skierowany do naprawdę wąskiej grupy odbiorców, która takiego nabytku dokona(ła) w pełni świadomie. Zaliczając się do niej ostatecznie wystawiam solidne 3,5 nutki, lecz osobom postronnym polecam ten soundtrack umiarkowanie.

 

P.S. W filmie możemy usłyszeć jeszcze dwie tradycyjne melodie amerykańskie: „Yankee Doodle” i „Camptown Races”.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Opening Titles

02.

Coma

03.

Hospital Visit

04.

1st Vision–2nd Sight

05.

Lost Love

06.

Drowning Vision–Through the Ice

07.

School Days

08.

In The Snow–Hope

09.

Alone

10.

Political Death

11.

Really–Meet Your Local Candidate

12.

Realisation–Destiny

13.

Death of a Visionary

14.

Civic Duty & Sacrifice

15.

The Dead Zone

16.

Coda to a Coma–The Balcony

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Radosław Ostrowski 26-02-2014, 16:06

Ja dam też 3,5. Przełomowa praca Kamena, która otworzyła mu drzwi.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz