• 007: Die Another Day – remastered and expanded
  • Arthur Christmas
  • Star Wars, Episode VIII: The Last Jedi
  • Brimstone
  • Silence

Sum of All Fears, The

data publikacji: 09/02/2014

Suma wszystkich strachów

Sum of All Fears, The

"...brakuje mu większej charakterności..."

Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok produkcji: 2002

Wytwórnia: Elektra / Asylum / Warner Music

Czas trwania: 49:30 min.

 

Przy okazji reaktywacji Jacka Ryana – „Shadow Recruit” – warto przypomnieć sobie podobną sytuację sprzed ponad dekady, kiedy to również próbowano odmłodzić bohatera. Postawiono wtedy na Bena Afflecka, który wciąż był na etapie „bożyszcze nastolatek, koszmar krytyków”. Dość powiedzieć, że fani uniwersum Clancy’ego potraktowali tytuł filmu proroczo. Ostatecznie wyszło jednak całkiem zgrabne patrzydło, które dobrze ogląda się zarówno dzięki doborowej ekipie wyjadaczy drugiego planu, ciekawej koncepcji wizualnej (wciąż jeden z najbardziej realistycznych wybuchów atomowych dużego ekranu), jak i wciągającej, dobrze poprowadzonej dramaturgii. Swoją cegiełkę dołożył też legendarny Jerry Goldsmith, dla którego był to jeden z ostatnich tytułów, jakie zilustrował.

 

Największym wkładem maestro jest bez wątpienia otwierająca film suita, rozpisana na operową modłę, z przejmującym sopranem Shani Blake Hill oraz skromną namiastką dramatycznego action score’u. Wstęp ten co prawda nieco osłabiono w wydaniu albumowym, niepotrzebnie poprzedzając go popową piosenką Yolandy Adams, której znacznie lepsza, trafniej korespondująca z ilustracją wersja wieńczy album, ale na szczęście nie niszczy to kompozycji samej w sobie, która jest jednym z najpiękniejszych utworów, jakie wyszły spod ręki Goldsmitha.

 

Niestety, pozostała część partytury nawet nie zbliża się do podobnej siły wyrazu – kompozytor stawia głównie na posępny, przez większość czasu przemykający w tle underscore, który miewa kilka lepszych momentów („Real Time”, „The Same Air”) i jest bardzo funkcjonalny w kontekście kolejnych scen, doskonale oddziałując na emocje widza (tu wyróżnia się zwłaszcza krótkie „Clear The Stadium”, stanowiące pewną normę muzyki akcji tego kompozytora), ale zdecydowanie brakuje mu większej charakterności, jakiegoś znaku rozpoznawczego, jak w przypadku wcześniejszych trzech ilustracji przygód Ryana, i w końcu także większej różnorodności tematycznej.

 

Daje się to we znaki szczególnie na krążku, gdzie kolejne utwory przelatują przez głośniki jeden po drugim, nie zaznaczając się specjalnie w świadomości słuchacza i bardzo często zlewając się w jedno. Całościowo, na tle bogatej kariery Goldsmitha, jest to zresztą bardzo wtórna ścieżka dźwiękowa, którą łatwo pomylić z wieloma innymi akcyjniakami, pod jakimi się podpisał. Oczywiście kompozytor nie idzie na zupełną łatwiznę i, wzorem kolegi Hornera, nie powtarza tematów na ślepo, a nawet stara się przemycić do swego standardowego asortymentu okazjonalne ozdobniki (bliskowschodnie brzmienie w „The Bomb” i „The Deal”), jednak na dłuższą metę trudno się tym ekscytować.

 

Być może dlatego drugim najjaśniejszym punktem filmu jest inna operowa wstawka, tym razem pod postacią klasycznego „Nessun Dorma” Pucciniego, które towarzyszy konkluzji całej historii. Trzeba jednak przyznać, że – abstrahując od gustów, wszak nie każdy lubi takie klimaty – ani to oryginalne, ani również nie wychodzi poza pewien narracyjny standard. Na płycie całkiem ładnie wmontowano to w oryginalną kompozycję, bowiem w czas przynosi nieco ożywienia i potrzebnego urozmaicenia – czego nie można powiedzieć o jeszcze jednym piosenkowym dodatku, „If We Get Through This”, które też przewija się w jednej ze scen, lecz na soundtracku sprawia wrażenie wyjętego z innej bajki i potrafi wybić z rytmu. Już chyba lepiej było pójść za ciosem i dopełnić album innymi wykorzystanymi w filmie fragmentami klasyki – „Don Carlo” Verdiego lub „Potępienia Fausta” Berlioza.

 

Jakby jednak nie patrzeć na materiał płytowy i jego nie do końca udany montaż, tak ilustracja Goldsmitha stanowi przyzwoity kawałek filmówki, który ani razu nie schodzi poniżej pewnego, zjadliwego również poza ruchomym obrazem poziomu. Jest to co prawda nieco zbyt zachowawczy i lekko nużący podkład, ale i tak nie można odmówić mu klasy i intuicji, o jakich wielu następców mistrza wciąż tylko marzy. Mimo odrobinę neutralnej oceny środka jest to więc tytuł wart może nie tyle uznania, co polecenia.

 

P.S. Poza wymienionymi w tekście utworami źródłowymi, w filmie pojawia się jeszcze „Rise Up” Erika Wilkmana i Jamesa Donaldsona oraz amerykański hymn „The Star-Spangled Banner” w wyk. Arnolda McCullera. Ten ostatni można znaleźć na wypuszczonym niedawno, rozszerzonym wydaniu całej partytury od La-La Land Records – limitowana do trzech tysięcy egzemplarzy płyta zawiera blisko pół godziny materiału więcej, w tym kilka bonusowych utworów alternatywnych (brakuje tam natomiast piosenki Tabithy Fair i powtórzenia „If We Could Remember”), jednak nie przekłada się to na ciekawsze doznanie muzyczne.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

If We Could Remember – Yolanda Adams

02.

The Mission – feat. Shana Blake Hill

03.

The Bomb

04.

That Went Well

05.

Clear The Stadium

06.

If We Get Through This – Tabitha Fair

07.

The Deal

08.

Changes

09.

Snap Count

10.

His Name Is Olson

11.

Nessun Dorma (from Turandot by Puccini) – Bruce Sledge

12.

Deserted Lab

13.

Real Time

14.

How Close?

15.

The Same Air

16.

If We Could Remember (Reprise) – Yolanda Adams

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz