• Nerve
  • Phantom Thread
  • Three Billboards Outside Ebbing, Missouri
  • Denial
  • Founder, The

2001: A Space Odyssey – The Legendary Original Score

data publikacji: 14/01/2014

2001: Odyseja kosmiczna – muzyka nieużyta

2001: A Space Odyssey – The Legendary Original Score

"...potrzebuje jednak kontekstu, by zaistnieć..."

Kompozytor: Alex North

Rok produkcji: 1993

Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum

Czas trwania: 35:28 min.

 

O audiowizualnym efekcie, jaki uzyskał Stanley Kubrick w swoim opus magnum, „2001: Odyseji koszmicznej” nie ma co się rozpisywać, bo niemal każdy w takim czy innym stopniu doświadczył tego geniuszu. W jego kontekście warto jednak zerknąć na pierwotną ilustrację, która przez widzimisię reżysera (i ku zdziwieniu kompozytora na premierze filmu) nie znalazła się w gotowym dziele – trochę szkoda, choć też i dobrze, że jej nie użyto.... Cóż, na tym nie kończą się sprzeczności tego tekstu. Z jednej strony długo bowiem polowałem na tę płytę – z drugiej jest ona wbrew pozorom łatwo dostępna. Płyta niemal legendarna, ale nie żaden biały kruk.

 

Zacznijmy od tego, że w końcu ją kupiłem. Wkładam do odtwarzacza, słucham i... totalny zawód. Kompozycja nie jest może jakoś strasznie zła i być może pasowałaby idealnie do wizji reżysera, jednak moje oczekiwania były znacznie większe, a i sama partytura zdaje się być jedynie szkicem pomysłów, mimo że rozmachu jej nie brakuje. Możliwe, iż jest to spowodowane przerwaniem części prac, na rzecz muzyki klasycznej (North wykorzystał potem niektóre nuty w filmie „Trzewiki rybaka”). Z pewnością ma to związek z tym, że gros kompozycji przepadło z czasem i tylko jej szkielet udało się wydobyć z prywatnych taśm mono kompozytora (stąd m.in. krótki czas trwania albumu). Ale lekki niesmak pozostaje.

 

Najbardziej razi fakt, iż kompozycja Alexa Northa jest odrobinę bez wyrazu. Owszem, wstęp („Main Title”, wzorowane aż za mocno na ostatecznie użytym przez Kubricka „Also sprach Zarathustra”) robi wrażenie, podobnież jak i śliczny walc o wszystko mówiącej nazwie „Space Station Docking” nie może się nie podobać. Ale są to pojedyncze, naprawdę jasne punkty tej pracy. Pozostałe utwory, nawet jeśli błyszczą (finalne „Main Theme”), to z dużo gorszym skutkiem. Całość została zresztą napisana w typowym dla Golden Age’u, jaki North wszak reprezentował, podejściu, czyli ogromnym rozbuchaniu orkiestracyjnym, które potrzebuje jednak kontekstu, by zaistnieć, bo inaczej przytłacza słuchacza brzmieniem i męczy ilustracyjnością. W przypadku „Odysei...” o tyle bardziej daje się to we znaki, że nie jest to epicki romans z wojennym konfliktem w tle, który pozwoliłby kompozytorowi stosownie odwołać się tematycznie do bohaterów, jak to miało miejsce choćby we wcześniejszej kolaboracji z Kubrickiem, czyli „Spartakusie”.

 

Tym samym, choć nie można maestro odmówić kunsztu i pomysłowości („Moon Rocket Bus” na operową modłę), jego muzyka jest często zwyczajnie nieprzyjemna i nużąca („The Foraging”, „Night Terrors”), co dodatkowo wzmaga nieustająca pompatyczność przyciężkich nut, które rzadko dają nam czas na odpoczynek. A jeśli już to następuje, to wtedy nasze zainteresowanie zabijają monotonne, flegmatyczne dźwięki („Trip To The Moon”), które prowadzą w pustkę. Na dłuższą metę jest to więc ilustracja niespecjalnie atrakcyjna.

 

Dlatego płyta, mimo ledwie pół godziny materiału, miejscami dłuży się strasznie i aż kusi, by przeskoczyć pilotem trochę do przodu. Poszczególne ścieżki, nawet jeśli razem tworzą całość, trudno nazwać spójnymi, nie czuć też między nimi większych zależności. Trudno jednoznacznie określić gdzie leży problem, bo wszystko wydaje się tu być na miejscu. Tam, gdzie potrzebne jest mocniejsze wejście, dostajemy orkiestrę w pełnym tego słowa znaczeniu. Tam, gdzie ma być cicho i spokojnie – skrzypce i delikatnie poprowadzone (orkiestrą dyryguje ś.p. Jerry Goldsmith, który zresztą wyprodukował krążek) instrumenty dęte, flety, etc. Ale nie ma co się oszukiwać – to ilustracja idealnie skrojona pod obraz, która pewnie dobrze by się w nim sprawdziła, ale już w autonomicznym odsłuchu nie jest tak różowo.

 

Nie jest to zatem płyta zła, ale paradoksalnie zawodzi. A na tle filmu i muzyki w nim ostatecznie użytej (oraz na tle wielu innych soundtracków) mogłaby być znacznie ciekawsza i lepsza w odbiorze, niż jest w rezultacie. Niewykluczone, że kiedyś zmienię zdanie na temat tej partytury, być może uznam ją nawet za arcydzieło... Ale póki co stawiam neutralne trzy nutki. Nie odradzam, nie polecam – ryzyko podejmujcie sami. Albo stracicie trochę czasu, albo zyskacie go naprawdę wiele...

 

P.S. Ta niedoszła ilustracja została także wydana w limitowanej edycji 3 tys. egzemplarzy przez Intradę w 2007 r., a w 5 lat później także przez Dylanna Music – w obu przypadkach muzyki jest nieznacznie więcej, różnią się także nazwy i układ utworów. Tekst ten jest natomiast zmienioną i rozszerzoną wersją recenzji napisanej dla portalu film.org.pl.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Main Title

02.

The Foraging

03.

Eat Meat and The Kill

04.

The Bluff

05.

Night Terrors

06.

The Dawn of Man

07.

Space Station Docking

08.

Trip To The Moon

09.

Moon Rocket Bus

10.

Space Talk

11.

Interior Orion

12.

Main Theme

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz