• Split
  • Ballerina
  • Secret Life of Pets, The
  • Storks
  • Trolls

House of Cards

data publikacji: 27/11/2013

House of Cards

House of Cards

„...buduje jednolitą atmosferę, niezbyt może efektowną, ale sugestywną...”

Kompozytor: Jeff Beal

Rok produkcji: 2013

Wytwórnia: Varèse Sarabande

Czas trwania: 97:06 min.

 

Klasyczny już „Dom z kart” – brytyjski miniserial o czarująco bezwzględnym polityku partii konserwatywnej – ozdabiała kompozycja Jima Parkera. Jej ton nadawał świetny temat główny. Napisom początkowym i końcowym towarzyszył szykowny, ale i zaskakująco beztroski marsz. Łącząc dostojność z figlarnością, wpisywał historię w ironiczny nawias, bo przecież to, co działo się na ekranie, nie było ani dostojne, ani figlarne. Amerykański „House of Cards” wydaje się natomiast znacznie bardziej przywiązany do antycznej zasady decorum i nie pozwala sobie na tego rodzaju zabawy. Przejawia się to wyraźnie w ścieżce dźwiękowej Jeffa Beala.

 

Zaproponowany przez niego temat główny jest zgoła odmienny. Na początku wydaje się grą ze stylem charakterystycznym dla amerykańskich patriotycznych laurek. Długie frazy samotnej trąbki mają właśnie tego rodzaju zabarwienie. Towarzyszy im skradający się elektroniczny akompaniament i krótkie wejścia fortepianu, przywołujące trochę na myśl „Z Archiwum X”. Wreszcie pojawia się jednak właściwa melodia – powolna, stonowana, a jednak chwytliwa. Pod koniec wzbogacona bardziej agresywnymi frazami smyczków i gitary elektrycznej zmierza ku przyjemnie chaotycznemu finałowi. W pewnym stopniu Beal podążył śladami poprzednika. W jego temacie jest dostojeństwo. Krótkie wejścia jaśniejszych brzmień fortepianu i smyczków dodają nieco lekkości. Nastrój całości jednak nie ma w sobie nic figlarnego. Królują tu powaga i tajemnica.

 

Tak też wygląda cała ścieżka dźwiękowa. Jest śmiertelnie wręcz poważna. Kompozytor pozostaje wśród tych samych instrumentów – fortepianu, smyczków, rzadziej dęciaków. Często, acz w nienarzucający się sposób, korzysta z elektroniki. Za ich pomocą konsekwentnie buduje jednolitą atmosferę, niezbyt może efektowną, ale sugestywną. Rytmiczny podkład dobrze oddaje nerwowość i podskórną energię zakulisowych intryg. Impetu dodają pospieszne smyczki i sporadyczne werble. Emocje są jednak schowane. Muzyka stanowi zwarty blok, pozbawiony ekstatycznych wybuchów. Dobrze ilustruje to charakter, z natury bardziej emocjonalnych, tematów lirycznych. Rozpisane na fortepian są mdławe i banalne. Nie wyróżniają się na tyle, by rozbić skupioną naturę tej kompozycji.

 

Konsekwentna jednolitość charakteru ilustracji może być wadą. W tej muzyce po prostu niewiele się dzieje. Przy bardzo obfitej prezentacji albumowej (ponad półtorej godziny), trudno utrzymać uwagę. Beal uparcie korzysta z tych samych rozwiązań, konstruuje bliźniaczo podobne utwory, nie wprowadza interesujących tematów. Szczytem jego możliwości pozostaje motyw główny, z którego korzysta rzadko, ale jego poszczególne elementy sprytnie wplata w różne miejsca. Blisko tego poziomu udaje mu się znaleźć tylko raz. W „I’ve Known Everything” wprowadza fantastyczną melodię – melancholijną, niewinną, a zarazem przewrotnie ponurą. Być może jest ona najlepszą rzeczą, jaką Beal napisał na potrzeby serialu. Szkoda tylko, że nie została nieco ciekawiej, może bardziej efektownie, zaprezentowana.

 

Kompletnym nieporozumieniem należy określić zaprezentowanie „House of Cards” na dwóch płytach. W zupełności wystarczyłaby jedna i to niezbyt długa. Zwłaszcza, że na drugim krążku zwracają uwagę przede wszystkim aranżacje głównego motywu, szczególnie wsparty kobiecym chórem finał „Flowers for Claire”. Ale bardziej zdecydowany montaż nie wprowadziłby gruntownej, jakościowej zmiany. Kompozycja Beala nie jest w stanie wypaść znacząco lepiej. Na pewno jednak przystępniejsza prezentacja pomogłaby w odbiorze i skusiła większą liczbę melomanów, niekoniecznie zasłuchanych w muzyce filmowej.

 

„House of Cards” jest bowiem pozycją wartą życzliwej uwagi. Dobrze (choć daleko od rewelacji) radzi sobie w serialu, a samodzielnie silnie przywołuje go w pamięci. Dzieje się tak z powodu idealnego wkomponowania się w jego klimat. Beal niewiele daje od siebie, ale umiejętnie chłonie atmosferę tej produkcji. Dzięki temu udało mu się stworzyć dzieło bardzo charakterystyczne. Nie jakoś szczególnie oryginalne, ale jako całość wyraziste, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. Nie zaprasza co prawda do gry z konwencją serialu, ale wzorcowo się w nią wpisuje, co można potraktować jako wystarczającą zaletę.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

House of Cards Main Title Theme

02.

One Bite at a Time

03.

I Know What I Have to Do

04.

Forward March

05.

Making History

06.

Zoe’s First Close-Up

07.

Peter and Christina

08.

Reverend Underwood’s Eulogy

09.

Someone We Own

10.

Melancholia

11.

Claire and Adam

12.

I’ve Known Everything

13.

Two Kinds of Pain

14.

Zoe Fired

15.

Coming Home

16.

Trapped

17.

Claire’s Fix

18.

Claire’s Dream

19.

Truth and Lies

CD 2

01.

Grooming Russo to Run

02.

End It

03.

Power

04.

Frank Prays

05.

Peter Says Goodbye

06.

In a Lot of Pain

07.

The Set Up

08.

Chessboard Revealed

09.

Suspicion & Hubris

10.

Flowers for Claire

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz