• Man with One Red Shoe, The – Limited Edition
  • Swiss Army Man
  • Born To Be Blue
  • Miss Sloane
  • Hoax, The

What Dreams May Come

data publikacji: 25/11/2013

Między piekłem a niebem

What Dreams May Come

"...słucha się jednym tchem..."

Kompozytor: Michael Kamen

Rok produkcji: 1998

Wytwórnia: Beyond Music / Decca / London

Czas trwania: 60:35 min.

 

To bardzo trudny film, który podejmuje temat śmierci i miłości, a więc dwa fantastyczne tematy, jakie można zilustrować muzycznie. Gdy pierwszy raz obejrzałem film, pierwszy znaczący moment, jaki widać po dwóch minutach projekcji, to obraz dzieci, które są produktem tego błyskawicznego związku, jaki się uformował – piętnaście lat małżeństwa mija i widzimy rodzinę z dziećmi przy śniadaniu, a dwie minuty później on macha im na pożegnanie z samochodu, nagle kamera zwalnia i on mówi: ‘to był ostatni raz, kiedy widzieliśmy dzieci żywe’. I to jest początek filmu, pierwsza rzecz, jaką widzisz i która powala cię na dobre. Jako ojcu, już samo rozmyślanie nad tym jest poza granicami rozsądku. Jeśli spróbować rozwodzić się nad tą tragedią przez moment, nad tym głębokim smutkiem i uczuciem straty, można łatwo napisać bardzo intensywny kawałek muzyki, który sprawi, że reszta filmu będzie nie do zniesienia. Nie można pójść dalej.” – tak w wywiadzie z 1998 r. wypowiadał się Michael Kamen o swoim podejściu do filmu Vincenta Warda, do którego, co sam przyznawał, napisał jedną z najlepszych partytur w karierze. W dodatku napisał ją w miejsce odrzuconej pracy Ennio Morricone...

 

Sama produkcja przyjęła się dość chłodno na świecie i w dobrej sprzedaży nie pomógł nawet Oscar za efekty specjalne. Gorzka w sumie historia o błądzeniu w zaświatach, choć imponująca wizualnie, nie przekonała ani widzów, ani krytyków i być może dlatego score Kamena, acz doceniany przez fanów (zwłaszcza po latach), nie doczekał się należnego mu uznania, o jakichkolwiek ważniejszych nagrodach nie wspominając. Trudno się jednak temu dziwić, bowiem abstrahując od jakości samego filmu, jest to kompozycja wielce intymna, mocno emocjonalna, która mimo niezaprzeczalnego piękna i niesamowitej ekspresji nie zapisuje się w filmie w jakiś wyjątkowy sposób (aczkolwiek ma swoje momenty chwały), a i poza obrazem potrafi być wymagająca dla słuchacza.

 

Kamen postawił, co oczywiste, głównie na lirykę, która urzeka klimatem i kolorytem już od pierwszego utworu. W większości ciepłe, subtelne, niekiedy wręcz eteryczne nuty, rozpisane na pełną orkiestrę, z której na pierwszy plan wybijają się – często solo – smyczki, flet, obój i fortepian, a dalej także skromne chóry i gitara, to w lwiej części melodramatyczne tekstury tła, ocierające się nawet o czysty underscore, aniżeli autentycznie porywające momenty uniesienia. I chociaż tych ostatnich też tutaj nie brakuje, to generalnie mamy do czynienia z muzyką wyciszoną, sięgającą bardziej do duszy historii, a nie do akcji.

 

Nie można jej jednak odmówić swoistego polotu, a kompozytorowi niezwykle umiejętnego łączenia ze sobą tematów, które sprawiają, że ta ilustracja zwyczajnie płynie. Duża w tym zasługa także prezentacji krążka, na którym zamiast kilkunastu odrębnych tematów znajdziemy sprawnie zmontowane suity, które wchodzą w nasze uszy, jak nóż w masło. Skutkuje to tym, że całości słucha się jednym tchem i, poza okazjonalnymi momentami typowej, posępnej dramaturgii odnoszącymi się do tych mniej przyjemnych momentów filmu („Annie's Suicide / Soul Mates” występujące także pod nazwą „Annie Gives Up / Soul Mates”, „…Decision / Divorce”, czy dysonujące „Tunnel Crash” oraz „Together In Hell…”), trudno wskazać w niej jakieś przestoje albo de facto słabsze, trudno przyswajalne fragmenty.

 

Również i jednoznaczny wybór highlightów może nastręczać trudności. Poza pierwszą melodią – opartą o temat z wieńczącej całość, romantycznej piosenki „Beside You” w wyk. Micka Hucknella (Simply Red), którą Kamen stworzył do spółki z Markiem Snow, i która stanowi klamrę tej pracy, powracając kilkukrotnie w różnych aranżacjach – z pewnością warto zwrócić uwagę na energiczne, przepiękne „Summerland” oraz następujące po nim, równie pozytywne, ale i z dużą dozą refleksji „Marie's World”, jak i finalne „Reunited / Reincarnation / When I Was Young”. Miłośnikom kompozytora z pewnością podpasuje także epickie „Sea of Faces...”, nawet mimo wielce ilustracyjnej pozostałej części utworu.

 

To jednak tylko cząstka pracy – elementy, które przodują w atrakcyjności tylko i wyłącznie dzięki nieco bardziej fanfarowemu, ergo rozbuchanemu brzmieniu. Aby naprawdę docenić ilustrację Kamena należy zatracić się całym sobą w kompletnym, godzinnym materiale. Tylko wtedy dostrzec można klasę i jakość „What Dreams May Come”, którego potencjał maestro wykorzystał w pełni, dając nam w rezultacie prawdziwe arcydzieło. To muzyka filmowa na najwyższym możliwym poziomie. I nie ma się czemu dziwić, wszak opisuje wizję Nieba.

 

P.S. W filmie pojawia się też liturgiczny utwór „Hymn II, Lord Jesus, Son of God” z „Three Sacred Hymns” Alfreda Shnitke, w wyk. The Slavyanka Chorus & The San Francisco Girls Chorus.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

I Once Met This Beautiful Girl By A Lake / That Was The Last Time We Saw The Children

02.

Children's Melody / Tunnel Crash / Christy's Death / The Journey Begins / I Still Exist / Annie Loses Faith

03.

Summerland - The Painted World / The Painted Bird Flies / Christy Flies

04.

Marie's World (Leona is Marie)

05.

Longing (Lost Children)

06.

Annie's Suicide / Soul Mates

07.

In Hell / Stormy Seas / Recognition (Albert is Ian)

08.

Sea of Faces / Falling Through Hell / Annie's Room

09.

In the Grass with Annie / Decision / Divorce

10.

Together in Hell / Death and Transfiguration / Together in Heaven

11.

Reunited / Reincarnation / When I Was Young

12.

Beside You – Mick Hucknell

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz