• Kamerdyner
  • Road House – 30th Anniversary Expanded Edition
  • Undone
  • River
  • Gentlemen, The

Puppeteer

data publikacji: 18/11/2013

Puppeteer

Puppeteer

„...wszystko jest tu trochę na niby...”

Kompozytor: Patrick Doyle

Rok produkcji: 2013

Wytwórnia: Sony Computer Entertainment

Czas trwania: 41:46 min.

 

Kutaro stracił głowę. Należy to rozumieć bardzo dosłownie. Nie tylko został przez złego króla-niedźwiedzia zamieniony w marionetkę, ale także pozbawiony tej jakże potrzebnej części ciała. Teraz musi ją odnaleźć (zastępczo posługuje się dość przypadkowymi głowami innych), a przy okazji uratować królestwo.

 

„Puppeteer” jest sympatyczną platformówką, której niewątpliwą zaletą jest olśniewająca strona wizualna. Cały obszar gry przypomina teatr, światem Kutaro rządzi więc pewna umowność. Za produkcję odpowiadało w całości japońskie studio podległe Sony, stąd charakterystyczny, nieco mangowy artystyczny sznyt. Muzykę napisał jednak ktoś z zupełnie innej części świata, zakorzeniony w europejskiej tradycji Patrick Doyle.

 

Zaproponowana przez niego ścieżka dźwiękowa nie ma w sobie krzty azjatyckości, chociaż obficie czerpie z rozmaitych stylów i konwencji. Anglik wita się z słuchaczami dynamicznym tematem – rześkim, wielobarwnym, stanowiącym obietnicę przygody i zabawy. Jest tu moc, ale dzięki pewnej figlarności, pozbawiona patosu. Proszę jednak nie czuć się zbyt swobodnie. Oto na scenę wkracza czarny charakter. Od razu słychać, jak bardzo jest zły. Mroczny, powolny rytm marsza – wyraźnie zaczerpnięty z „Tańca rycerzy” Siergieja Prokofiewa – nie pozostawia wątpliwości, co do złowrogich zamiarów króla-niedźwiedzia. Stawia przy tym humorystyczny nawias. Tak naprawdę nie ma się tu czego bać.

 

Duża lekkość, ironiczne zacięcie, które każe nie traktować niczego szczególnie serio, jest charakterystyczne dla całej kompozycji Doyle’a. Unosi się nad nią cyrkowa atmosfera, podkreślana istotną rolą instrumentów dętych – blaszanych, wprowadzających przysadzisty rytm i drewnianych, urzekających niefrasobliwością. Nastrój kreowany jest tu w nieco komiksowy sposób, nie ma miejsca na dwuznaczności. Dzięki temu poszczególne utwory są bardzo wyraziste, ale także wydają się cokolwiek płytkie.

 

Zwłaszcza, że Doyle – zależnie od scenografii poszczególnych plansz – musi skakać po różnych konwencjach i w tej sztuce popisuje się małpią wręcz zręcznością. Dosłownie kilkoma nutami natychmiast kreuje odpowiedni klimat. Przenosimy się na dziki zachód? Bardzo proszę, oto westernowa muzyka a’la Morricone, momentalnie wprowadzająca w świat rozległych prerii i nieustraszonych kowbojów („Across the Plains”). Czas na przygodę na morzu? Żadna piracka opowieść nie powstydziłaby się skocznego tematu z „Fire the Long Toms!”. Doyle ma więc szansę na wypróbowanie najróżniejszych stylów i ochoczo z tego korzysta. Z tego względu „Puppeteer” sprawia miejscami wrażenie rzemieślniczej wprawki, wykonanej przez wybitnego fachowca, lecz pozbawionej artystycznych pretensji.

 

Mnogość konwencji, zdumiewająca liczba tematów (niemal każdy utwór to nowa melodia), a zarazem niezbyt długi czas trwania poszczególnych kawałków sugerują wielobarwny chaos. „Puppeteer” jednak zręcznie ucieka tej pułapce. Spójność zapewnia właśnie teatralna umowność. Wszystko jest tu trochę na niby – i groza, i patos, i kowboje, i piraci. Doyle narzuca jednak pewne stylistyczne ramy. Często odnosi się do klasyki, aranżacje cechuje instrumentalny konserwatyzm, a poszczególne tematy przyjmują znajome formy, jak na przykład walca („The Moon Witch”), czy hymnu („The Hero of the Moon”).

 

Trudno więc tej ścieżce dźwiękowej coś poważnego zarzucić. Jest barwna, miejscami błyskotliwa, rzemieślniczo bezbłędna i ładnie zaprezentowana. Kłopot tkwi jednak w samej jej naturze – komiksowości, a co za tym idzie intelektualnej i emocjonalnej płytkości. Z tego względu muzyka spływa po słuchaczu. Przy bezliku rozmaitych melodii, żadna nie chwyta, żadna nie porusza, nie zostaje na dłużej. „Puppeteer” stanowi więc rodzaj wdzięcznego bibelotu, niezobowiązującej przyjemności. W oczekiwaniu na ambitniejsze pozycje, można jednak śmiało po te błahe świecidełko sięgnąć.

 

P.S. Do tej pory ścieżka dźwiękowa ukazała się wyłącznie jako element specjalnego pakietu dla osób, które zamówiły grę w przedsprzedaży. Zdziwiłbym się jednak, gdyby kompozycja tak markowego twórcy nie trafiła za jakiś czas na sklepowe półki.

 

 

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Kutaro

02.

Moon Bear King

03.

The Moon Witch

04.

Pikarina

05.

Land, Already!

06.

Open the Gate

07.

It's a Traaaaap!

08.

Onward and Upward

09.

Woe Is Me

10.

Tea Party

11.

This Saturday Morning Cartoon Is Over!

12.

Monkey See, Monkey Do

13.

Fire the Long Toms!

14.

Ahoy, Moby!

15.

Danger

16.

Slitering Scourges

17.

Across the Plains

18.

Horse and Bull

19.

Bullfight

20.

Hallowee Ville

21.

City in the Fog

22.

The Gateway to Earth

23.

I’m Not Done with You Yet

24.

Stop That Monster!

25.

The Hero of the Moon

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz