• Live by Night
  • Ballad of Buster Scruggs, The
  • Cure for Wellness, A
  • Deadpool 2 – score
  • Deadpool 2

Lone Ranger, The

data publikacji: 22/07/2013

Jeździec znikąd

Lone Ranger, The

"...bywa miejscami zaskakująco amerykański..."

Kompozytor: Hans Zimmer

Rok produkcji: 2013

Wytwórnia: Walt Disney Records / Intrada

Czas trwania: 49:36 min.

 

Ostatnimi czasy w kompozycjach Hansa Zimmera można wyróżnić dwa główne kierunki, oba związane z poszukiwaniem barwy i charakteryzujące się dbałością o niuanse akustyczne: ‘swawolny’, zainspirowany pracami Ennio Morricone i muzyką cygańską/węgierską, który cechuje efekciarstwo instrumentacyjne, a także dążenie do osobliwego, wręcz egzotycznego brzmienia oraz ‘nowocześnie epicki’ – potężna, symfoniczno-syntetyczna siła, eksponowanie sekcji dętej blaszanej, poszerzanie składu orkiestry, lite brzmienie w ciemnych kolorach. „The Lone Ranger” zalicza się do tej pierwszej grupy (obok jego Sherlocków i „Rango”).

 

Podobieństwa do muzyki z filmów o Holmesie są słyszalne od pierwszych minut albumu. Objawiają się one między innymi w rytmice (synkopy) oraz orkiestracji, zdominowanej przez brzęczące/stukające chordofony (banjo, cymbały, gitary), blachę i wyraźną perkusję. Jednak najbardziej ewidentnie uwydatniają się one w melodyce. Otwierający „Absurdity”, grany na flecie temat komiczny Tonta natychmiast kieruje skojarzenia z sherlockowskim konturem, swoją drogą łudząco podobnym do „Pee-Wee’s Big Adventure” Elfmana. Zbliżone motywy występują nawet w muzyce akcji. Cygańskie karty zostają zaś całkiem odkryte w „Red's Theater Of The Absurd” autorstwa Jacka White’a.


Analogie są nieuchronne, ponieważ Niemiec wpadł przy okazji tego projektu w pułapkę własnego pomysłu na ilustrację obrazu Guya Richiego, czerpiąc z maestro Morricone. Tam, wykreowany przez Zimmera język muzyczny był kontrowersyjną deskrypcyjnie ekstrawagancją, ale w quasi-westernach typu „Rango” czy „Jeździec znikąd” – koniecznością. Nie miał więc wyjścia, jeżeli chciał działać zgodnie z artystycznym sumieniem. Do twórczości słynnego Włocha można by jeszcze odnieść kilka elementów tej partytury, na przykład gitarę elektryczną, osnucie motywu czołowego tematu
Jeźdźca (pierwszy utwór) na kwarcie („Dobry, zły i brzydki”) czy wysokie, dysonujące, jakby wahające się smyczki w przykładowym „You're Just a Man in a Mask” („Dawno temu na Dzikim Zachodzie”).

 

Na domiar eklektyzmu, Zimmer bywa miejscami zaskakująco amerykański, niemal nie do stylistycznego rozpoznania. Takie utwory, jak „Ride” (na początku niczym „3:10 do Yumy” Beltramiego) oraz „Home” wręcz bawią swoimi klasycznie hollywoodzkimi zasadami kształtowania – trąbka, dialogowanie fletów, klarnetów i obojów, akompaniament smyczków i waltorni – których przecież Niemiec zawsze przekornie unikał. Ścieżka zwraca uwagę jeszcze w kilku miejscach solowymi wejściami, gdzie kompozytor rezygnuje ze swojej specyficznej faktury na rzecz bardziej selektywnej instrumentacji.

 

Jednocześnie w dążeniu do oddania tradycji, czasami balansuje na krawędzi idiomu dalekowschodniego, przy zastosowaniu pentatoniki lub skal bezpółtonowych, charakterystycznych dla muzyki ludów prymitywnych/pierwotnych (także Indian). Takie cechy zdradzają zwłaszcza fragmenty z udziałem uwydatnianych skrzypiec i wiolonczeli (opóźnienia sekundowe, fluktuacje tonu). Dotyczy to dwóch głównych tematów, o przecież wydawałoby się kowbojskich rysach: tematu Jeźdźca i mustanga Srebrnego/Dzikiego Zachodu? („Silver”, żywcem wzięty z irlandzkiej pieśni ludowej „After The Battle of Aughrim”). Oczywiście nie każdy może mieć odczucie zachwiania geograficznego, ponieważ granica między obiema kolokacjami jest wyrazowo dość cienka. Swoją drogą przyporządkowanie melodii poszczególnym postaciom jest problematyczne, ponieważ pojawiają się one w filmie bardzo niekonsekwentnie. Wątpliwości nie pozostawiają tylko motyw ‘martwego ptaka’ (flety) oraz tematy ‘komiczny’ i ‘domowy’.

 


Wykorzystanie uwertury z „Wilhelma Tella” Rossiniego, czyli tematu Jeźdźca w widowiskowej scenie finałowej to już zabieg niestety banalny i nudny. Bardziej sztampowe było już tylko użycie „Cwałowania Walkirii” Wagnera w „Rango”. Trzeba jednak przyznać, że charakterystyczny, jeździecki puls, wzmocniony motoryczną pracą werbli, świetnie oddaje dynamikę wydarzeń ekranowych, imitując przy okazji pędzący pociąg, a późniejsza trawestacja kompozycji Rossiniego, wiążąca się z pracą przetworzeniową i wplataniem materiału oryginalnego, została przeprowadzona bardzo umiejętnie (doskonała, heroiczna odsłona tematu Jeźdźca!).


„The Lone Ranger” to pięćdziesiąt minut dobrej rozrywki, potrafiącej niekiedy nawet emocjonalnie poruszyć powabem melodyki, mimo iż nie do końca oryginalnej, i zaintrygować brzmieniem. Ponadto przyzwoicie spisuje się w niespodziewanie słabym filmie Verbinskiego. Krótko mówiąc: Zimmer z dystansem i na luzie. Na wtórność można więc przymknąć oko. Na koniec albumu brakuje tylko jakiejś efektownej suity, która zmyłaby lekki niesmak po mdłym „Home”...

Autor recenzji: Andrzej Szachowski


CD 1

01.

Never Take Off The Mask

02.

Absurdity

03.

Silver

04.

Ride

05.

You've Looked Better

06.

Red's Theater Of The Absurd – Pokey LaFarge & The South City Three

07.

The Railroad Waits For No One

08.

You're Just A Man In A Mask

09.

For God And For Country

10.

Finale

11.

Home

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3.33  

Koper 22-07-2013, 20:01

Średniaczek. Nie zawalił Hans tego scoru, ale i nic specjalnego tu nie pokazał. Najwyżej to, że jeszcze u niego orkiestra może brzmieć jak orkiestra, do czego po MoS można było mieć wątpliwości. ;) Jednak inspiracje spaghetti-westernami u Zimmera nigdy mi się nie podobały, te brzmienia zapoczątkowane w Sherlockach też nie, reszta co najwyżej solidna, więc nijak więcej jak 3 na finalną notę wyjść nie chce. :P


Radzimir 22-07-2013, 23:48

Dobrze się słucha, choć zapożyczenia bywają drażliwe. Trochę szkoda, że jednak muzyki nie napisał Jack White.


Mefisto 17-11-2013, 17:05

W filmie świetnie wypada muzyka, idealnie współgrając z obrazem. Na płycie jest trochę gorzej, w dodatku część materiału, jak ten cały Teatr Absurdu, do wywalenia. Generalnie za całokształ 3,5 bardzo solidne.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz