• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

Drop Zone

data publikacji: 16/07/2013

Strefa zrzutu

Drop Zone

"...płasko, miejscami bez wyrazu..."

Kompozytor: Hans Zimmer

Rok produkcji: 1994

Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum

Czas trwania: 37:18 min.

 

„Strefa Zrzutu” opowiada, w mocno w uproszczonej wersji, o grupie skoczków spadochronowych/przestępców, w których szeregi wkrada się, będący wtedy u szczytu sławy, sam Wesley Snipes, aby ich przyszpilić i przy okazji sobie polatać :) Swego czasu była to dość popularna produkcja, także w polskich kinach, czemu trudno się dziwić – atrakcyjny wizualnie, choć głupawy film, z widowiskowymi akcjami w przestworzach, to coś, na co z pewnością warto było wydać kilka złotych, przy okazji omijając kolejną klasówkę z fizyki. Do tego równie efektowna muzyka Hansa Zimmera, która, podobnie jak inne jego dzieła, zapada podczas seansu w pamięć.

 

Dla Niemca była to już trzecia, po „Bird on a Wire” i „Point of No Return”, współpraca z reżyserem, Johnem Badhamem i, jak sam wspomina, miał przy niej zupełnie wolną rękę. Zaowocowało to całkowicie syntetycznym scorem bez hamulców, ze wstawkami gitarowymi autorstwa Pete’a Haycocka, którego słyszeliśmy już choćby w „K2” i pomocną dłonią jednego z wychowanków HZ, Nicka Glennie-Smitha, który napisał jeden z tematów.

 

Zimmer znany jest z tego, iż niemal zawsze stara się tworzyć coś nowego, dostosowując się zarówno do fabuły, stylistyki, jak i możliwości projektu, a jednocześnie nadając mu swoje znaki rozpoznawcze. Tak jest i tu – już od pierwszych fragmentów wiadomo kogo słuchamy, a co bardziej orientujący się melomani zauważą pewne podobieństwa do innych jego partytur. Podobieństwa, które, zwłaszcza w dzisiejszej dobie, same rzucają się w uszy. „K2 ”, „Thelma & Louise”, „Broken Arrow”, czy w końcu „Piraci z Karaibów”, których najsłynniejszy motyw ma swój rodowód właśnie tutaj – to tylko niektóre ze skojarzeń. Mnie ten krótki score przypomina nieco także i „Backdraft”, lecz w znacznie mniej oczywisty sposób.

 

Już pierwszy, tytułowy utwór rzuca nas na głęboką wodę i daje lekkiego kopa. Przebojowy motyw, w sam raz do potupania nóżką jest jednak strasznie krótki i przy okazji z miejsca obnaża największy problem całej ścieżki dźwiękowej – brzmi niesamowicie płasko, miejscami bez wyrazu. Niestety, jakość nagrania pozostawia bardzo wiele do życzenia, co udowadnia kolejny krótki fragment i zarazem małe kuriozum tego albumu – „Hyphopera”. Nie jest to kompozycja Zimmera, a niejakiego Ryelanda Allisona – dziwaczne połączenie hip-hopu w wykonaniu Randelle’a Stainbacka z rock operą brzmi jednak okropnie, a do reszty score’u kompletnie nie pasuje, więc dziwi mnie, iż w ogóle znalazło się na krążku.

 

Prawdziwa wartość tegoż zaczyna się dopiero wraz z „Hi Jack” – standardowym action scorem, w którym Zimmer po prostu bawi się muzyką. I choć przyznam, że to mocno nierówny motyw, odrobinę ciężki w brzmieniu, to jednak słucha się go naprawdę fajnie. Prawdziwym gwoździem programu w tej kwestii jest jednak epickie „Too Many Notes, Not Enough Rests” – 10-minutowy kolos, który po dziś dzień uważam za jeden z najciekawszych utworów akcji Hansa, nawet pomimo oczywistych kopii czy też wyjątkowo niezgrabnej aranżacji oraz montażu materiału. Jest to zresztą „Drop Zone” w pigułce, gdyż pojawiają się weń wszystkie najważniejsze i najefektowniejsze tematy, a i już sam tytuł utworu (w wolnym tłumaczeniu „za dużo nut, za mało wytchnienia”) zdaje się idealnie oddawać naturę całej kompozycji. Trzy ostatnie tematy w ogóle łączą się w swoistą suitę akcji. Trwające razem niespełna 25-minut utwory są prawdziwą jazdą bez trzymanki, w której kompozytor potrafi poszaleć. Inna sprawa, że skupione obok siebie męczą, a w 20 lat po premierze brzmią zwyczajnie topornie i... brzydko.

 

W międzyczasie dostajemy jeszcze parę chwil liryki, przy której można nieco odetchnąć. Typowo dramatyczny anthem w „Terry's Drop Out” oraz wspomniany już wkład Glennie-Smitha – w którym czuć jednakoż rękę Zimmera – „Flashback and Fries”, to spokojne (do czasu) granie o odpowiednim ładunku emocjonalnym, ale bez większej wartości jako takiej. Całość zamyka się w ledwie 37 minutach, które wydają się tyleż śmieszne, co wielce adekwatne. Ilustracja jest bowiem na tyle chaotyczna, sztampowa i, mimo wyraźnie bijącego od niej luzu, miejscami naprawdę ciężka w odsłuchu, iż każda kolejna minuta mogła by okazać się zgubna. Skromny metraż jest więc w rezultacie jednym z niewielu atutów tego wydawnictwa.

 

Wiek jest natomiast jego najpoważniejszą wadą, bowiem to, co kiedyś brzmiało ‘super cool’, dziś jest jedynie pełną nostalgii ramotką, do której niespecjalnie ma się ochotę wracać – zwłaszcza przy tak nędznej jakości dźwięku. Co prawda ilustracja ta w miarę nieźle radzi sobie w filmie, jednak poza nim, jak i w konfrontacji z innymi dokonaniami Zimmera nie zasługuje na specjalne względy. Nawet najbardziej zagorzali fani kompozytora mogą w tym wypadku poprzestać jedynie na „Too Many Notes...”. Dość zresztą powiedzieć, że sam byłem kiedyś wielkim zwolennikiem tej pozycji. Dziś jednak ledwie naciągam finalną ocenę do trzech nutek – w ogólnym rozrachunku tyleż sprawiedliwą, co satysfakcjonującą notę.

 

P.S. Jeśli kogoś ciekawi lista utworów źródłowych wykorzystanych w filmie, to zapraszam TUTAJ. Tekst ten jest natomiast poprawioną i rozszerzoną wersją recenzji napisanej dla portalu film.org.pl.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Drop Zone

02.

Hyphopera – Ryeland Allison, wyk. Randelle Stainback

03.

Hi Jack

04.

Terry's Dropped Out

05.

Flashback and Fries – Nick Glennie-Smith

06.

Miami Jump

07.

Too Many Notes, Not Enough Rests

08.

After the Dub

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Andy 16-07-2013, 10:06

Orkiestra dużo by tu dała, fakt. Który motyw z Piratów uważasz za najsłynniejszy? ;)


Mefisto 16-07-2013, 13:52

He's a pirate


CipherSeven 16-07-2013, 16:43

"Zimmer znany jest z tego, iż niemal zawsze stara się tworzyć coś nowego" - najlepszy żart jaki ostatnio słyszałem


Mefisto 16-07-2013, 17:36

Udowodnij, że tak nie jest, zamiast się śmiać - bo inna sprawa, że nie zawsze mu wychodzi, a ostatnimi laty więcej w tym PRu, niż faktycznych chęci, no ale to już nie jest tematem tej recenzji.


CipherSeven 16-07-2013, 22:24

Co tu jest do udowadniania? Zacytowane zdanie jest merytoryczną egzageracją, bo cokolwiek Zimmer twierdzi w wywiadach na temat własnej innowacyjności mija się z realiami (wystarczy spojrzeć na wywiady do Man of Steel, Incepcji czy Piratów) i nie tyczy się to tylko ostatnich lat. Jego stwierdzenia że z każdym filmem biorą 'completely different direction' to po prostu sztampowe hasła maskujące nadużywanie oklepanych schematów spod znaku RC, za którymi o dziwo ślepo podąża niewymagająca publika. Jeśli stwierdzasz że zawsze stara się tworzyć coś nowego, to zgodzę się tylko z jednym słowem - "stara", a raczej z tym że tak oficjalnie twierdzi, bo to co w 90% otrzymujemy nie jest ani oryginalne ani nowe. Wybacz za odejście od tematu recenzji, ale po prostu nie mogłem nie skomentować tego stwierdzenia, które jest po prostu błędne.


Mefisto 17-07-2013, 00:44

Przede wszystkim słowem klucz jest właśnie to staranie :) Poza tym nie piszę tego jedynie w kontekście ostatnich paru lat, tylko całej twórczości, a i w końcu nie chodzi mi też o innowacyjność, tudzież oryginalność względem muzyki filmowej jako takiej, lecz o różnorakie PODEJŚCIE do projektów i niemal za każdym razem wejście weń od nieco innej strony - co czasem mu się to udaje (Incepcja, TTRL), a czasem nie (niemal wszystko z ostatnich kilku lat) - a nie typowe kopiuj-wklej, jak np. u Hornera, choć to oczywiście też występuje, zwłaszcza w kontekście Drop Zone, które po części wzięło się z K2, potem przerodziło się w Broken Arrow, które z kolei przeszło w POTC. Także naprawdę nie widzę nic śmiesznego, ani kłamliwego w rzeczonym stwierdzeniu.


Andy 17-07-2013, 15:14

"nadużywanie oklepanych schematów spod znaku RC" - on jest twórcą tej estetyki, więc mu wolno. Poza tym, zgadzam się, że chodzi właśnie o "podejście". Zimmer zawsze stara się coś wyraźnego uchwycić, oprzeć partyturę na czymś charakterystycznym, a kwestia, że to przeważnie ta sama materia, tylko w innej oprawie, nie urywa mu, mimo wszystko oryginalnego języka. Granica między kopią, a stylem wydaje się być cienka. U Zimmera łatwiej wyłapać podobieństwa, bo jego muzyka jest technicznie dość prosta, ale to już inna sprawa;)


CipherSeven 18-07-2013, 00:49

Gdybym wiedział, że mój komentarz wywoła takie poruszenie, założyłbym osobny temat w odpowiednim do tego miejscu :) Rozumiem że macie na myśli kwestię chęci, jednak nadal razi mnie to że 'próbować' a 'zrobić' to dwie odmienne kwestie, z których to raczej rezultat jest istotniejszy. Nie jestem w stanie uwierzyć w dobre chęci kompozytora, który po podniosłych obietnicach serwuje nam recykling swoich poprzednich dzieł z paroma nowymi wstawkami (wspomniana przez Mefisto 'ewolucja' albumów). Może czepiam się tego zbyt mocno, ale kompozytor który swój brak pomysłów przesłania sztabem ghost writerów i oficjalnie głoszoną filozofią o własnym nowatorskim podejściu zwyczajnie nie pasuje mi do opisu kogoś, kto za każdym razem próbuje tworzyć coś nowego. Może w przeszłości miał swoje momenty (chociaż i wtedy ocierał się o plagiaty i zasłaniał się innymi aspirującymi kompozytorami), ale to co serwuje już od dłuższego czasu pod przykrywką swojej 'muzycznej teorii' przeczy zupełnie jego oficjalnym stwierdzeniom i nie sposób stwierdzić czy nawet stara się silić na nowatorskość. Dziękuję za kulturalną wymianę zdań, ale nadal podtrzymuję że zdanie o które poszło jest błędne lub dawno nieaktualne :) PS Wydaje mi się, że opcje komentarzy powinny mieć opcję 'bez oceny' - moimi wtórnymi komentarzami prawdopodobnie nieumyślnie zaburzyłem średnią czytelników :)


Andy 18-07-2013, 08:10

Może nie tyle poruszenie, ile zainteresowanie:) Zimmer to gorący temat;) Ja myślę, że mimo wszystko bywa oryginalny i ma dobre pomysły, które potem inni powielają. Można powiedzieć, że tworzy jakieś kanony niektórymi projektami. Poza tym "coś nowego" można postrzegać w różnych kategoriach, np. barwy, roli i ewolucji tematów, motywów ilustracyjnych. Ale każdy ma inną tolerancję/wrażliwość na autokopie (względnie styl), więc rozumiem Twoje zastrzeżenia.


Mefisto 18-07-2013, 13:27

Dokładnie. A średnią się nie ma co przejmować - póki co wypowiedziały się 3 osoby w temacie i każda wystawiła taką samą notę, a bez komentarza nie da się stawiać ocen, także :)


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz