• Westworld
  • Program, The
  • Fences
  • Prince of Darkness – Limited Edition
  • Wizard of Lies, The

Star Trek

data publikacji: 15/06/2013

Star Trek

Star Trek

„...'Star Trek' na miarę naszych czasów...”

Kompozytor: Michael Giacchino

Rok produkcji: 2009

Wytwórnia: Varese Sarabande / Colosseum

Czas trwania: 44:52 min.

 

J.J. Abrams dokonał niebywałej i niezwykle trudnej rzeczy – z hermetycznego i stetryczałego uniwersum, jakim był Star Trek, z którym, poza najtwardszymi fanami, mało kto chciał już mieć do czynienia, stworzył jedną z najbardziej udanych reanimacji w ostatnich latach. Dzięki sprytnemu zabiegowi fabularnemu, reżyser świeżo spojrzał na temat i wprowadził do serii nową jakość, co za sprawą świetnie dobranej obsady i doskonałych efektów specjalnych, pozwoliło dotrzeć do zwykłych odbiorców. I choć wielu miłośników starego, dobrego Treka narzekało na taki obrót spraw i fakt popularyzacji ich niszy, to znakomite recenzje (95% na rottentomatoes), świetne wyniki w amerykańskim box-office (257 mln $) oraz przychylne opinie widzów (8.0 na IMDb), błyskawicznie przyćmiły wszelkie głosy niezadowolenia.

 

Nie mniejszy sukces odniósł nadworny muzyk Abramsa, Michael Giacchino. Jego score zdobył dobrą prasę i spodobał się również publice, o czym świadczą solidne wyniki sprzedaży płyty, nominacja do nagrody Grammy i wbicie się na dobre w repertuar koncertowy na całym świecie, a nawet symultaniczne wykonania samego filmu, którego premiera odbyła się niedawno w szwajcarskim Lucern i planowane są następne pokazy (w 2014 r. w Londynie). O takie powodzenie nie było jednak łatwo, a sam kompozytor miał wiele obaw względem konfrontacji z legendarnymi pracami Jerry’ego Godsmitha i Jamesa Hornera, na których się wychował. Mając w głowie tak wiele wspaniałej muzyki powstałej na rzecz tego cyklu, miał trudności z odpowiednim wejściem w temat. Ale gdy postanowił odciąć się od spuścizny sagi i zaprezentować swą własną wizję, wszystko potoczyło się już po jego myśli.

 

Było to jedyne słuszne wyjście, bowiem tak, jak przez ostatnie 30 lat zmieniało się kino, tak zmieniała się muzyka filmowa i osoby zarzucające, że ta nie brzmi dziś, jak pierwsze Star Treki, powinny o tym pamiętać. W obecnych blockbusterach – gdzie montaż jest szybki i rwany, a tytuł filmu prezentowany w kilkanaście sekund – nie ma miejsca na 6-minutowe sekwencje dokowania Enterprise, toteż współczesna wersja scoringu Giacchino idealnie wpasowała się w dynamiczny obraz Abramsa.

 

Autor „Odlotu”, podobnie jak każdy inny kompozytor tej franczyzy, skomponował swój własny temat przewodni, inkorporując jedynie kultowy motyw Alexandra Courage’a z oryginalnego serialu – tutaj najlepiej zaprezentowany w fascynującym kolażu z nowym tematem na początku „End Credits”, które śmiało można nazwać ‘ilustracją w pigułce’. Główny temat nie jest kolejną, typową fanfarą lub marszem, lecz, w zamierzeniu kompozytora (i dzięki dobrej radzie producenta, Damona Lindelofa), melodią opisującą relacje dwóch obcych sobie postaci, zostających najlepszymi przyjaciółmi. Ten nietuzinkowy koncept zaowocował tematem niezwykle świeżym i oryginalnym, jak na tą space operę. Temat ten, zagrany w posępnej aranżacji na waltorni, wchodzi już w rozpoczynającym film, towarzyszącym producenckim logom utworze tytułowym i wypełnia niemal całą ścieżkę. W swojej pełnej krasie najlepiej wybrzmiewa w futurystycznej wariacji „Hella Bar Talk” i w sławnym już „Enterprising Young Men”, gdy naszym oczom po raz pierwszy ukazuje się słynny sta(r)t(r)ek. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, iż jest to jeden z najlepszych filmowych motywów Giacchino.

 

Oczywiście kompozytor nie zamknął nim tematycznej bazy filmu i poza główną melodią przygotował jeszcze dwa inne, warte wspomnienia tematy: głównego antagonisty, Nero – najdonośniej zaprezentowany w „Nero Sighted” – oraz temat Spocka, który najlepiej rozbrzmiewa w utworze „That New Car Smell”. O ile ten pierwszy może wydawać się niezwykle prosty, to jest on jak najbardziej adekwatny dla pałającego chęcią czystej zemsty, brutalnego i niewyrafinowanego romulańskiego górnika – swoją mocą, nieco typowo, czy wręcz błaho, bardzo wyraziście wypada jednak w obrazie. Melodia Spocka jest już nieco głębsza i udanie prezentuje egzotyczne, wolkańskie pochodzenie, co osiąga poprzez chiński instrument smyczkowy erhu, dzięki któremu, obdarzona melancholijną naturą nuta przypomina niemalże lament, oddając trafnie również i wewnętrzne rozterki tej postaci.

 

Wszystkie trzy tematy stanowią kręgosłup całej ścieżki i to często o nie (temat główny i Nero) opiera się action score („Nailin' the Kelvin”). Kto dobrze zna produkcje Abramsa, ten pewnie zauważył, że twórca ma dość ciężkie ucho i jego wizja wymaga od Giacchino muzyki mocnej i agresywnej, nie do końca wygodnej („M:I 3”, „Super 8”). I tu jest nie inaczej – akcja jest bezpardonowa, głośna, z użyciem gromkiego chóru („Nero Death Experience”), a poprzez energiczny montaż filmu często chaotyczna, co do historii zdaje się pasować jak ulał.

 

Łyżką dziegciu są tu niejako wydania płytowe. Mimo, iż ten, 45-minutowy album idealnie wpisuje się w kanon podstawowych krążków z dotychczasowych Treków, to jest on zbyt krótki, mało reprezentatywny i wiele świetnych utworów z filmu, często lepszych od zaprezentowanych na soundtracku, na nim po prostu nie ma. Dlatego, dla poszukujących większej ilości wrażeń fanów, wypuszczono limitowaną wersję deluxe. Ta okazała się z kolei za długa i przesycona często zbędnym, mało atrakcyjnym materiałem. Tym samym muzyka ta niestety nie doczekała się dotąd w pełni wartościowego, skupiającego wszystko, co najlepsze i oddającego najlepiej jej charakter oficjalnego wydania.

 

Mimo początkowych trudności, Giacchino wyszedł z powierzonego mu zadania obronną ręką. Nie patrząc jednak na wydawnicze nieporozumienia oraz pewną ilustracyjną toporność i siermiężność, jego klasyczne, lejt-motywiczne, symfoniczne granie dobrze odnajduje się na ekranie, gdzie chór wraz z etniką dodaje historii zarówno rozmachu, jak i emocji (wzruszająca sekwencja narodzin Kirka – „Labor of Love”), tworząc „Star Trek” na miarę naszych czasów.

Autor recenzji: Michał Łoszczyk


CD 1

01.

Star Trek

02.

Nailin' the Kelvin

03.

Labor of Love

04.

Hella Bar Talk

05.

Enterprising Young Men

06.

Nero Sighted

07.

Nice to Meld You

08.

Run and Shoot Offense

09.

Does It Still McFly?

10.

Nero Death Experience

11.

Nero Fiddles, Narada Burns

12.

Back from Black

13.

That New Car Smell

14.

To Boldly Go

15.

End Credits

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

Wawrzyniec 15-06-2013, 14:00

Dobra i rzeczowa recenzja.Mimo, że nie jestem wielkim fanem Star Treka, to jednak potrafię docenić tę muzyką. I tak do tej 4 mogę podciągnąć ocenę.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz