• Swiss Army Man
  • Born To Be Blue
  • Miss Sloane
  • Hoax, The
  • Człowiek z magicznym pudełkiem

Rocky

data publikacji: 01/05/2013

Rocky

Rocky

"...pasjonuje i rozpala serca..."

Kompozytor: Bill Conti

Rok produkcji: 1976 / 1977 / 2006

Wytwórnia: EMI / Capitol Records / Liberty Records / United Artists

Czas trwania: 31:18 min.

 

Mały film o wielkim duchu – tak można chyba najtrafniej określić skromny, bokserski projekt Sylvestra Stallone, który przyniósł mu podwójną nominację do Oscara (główna rola męska i scenariusz), mnóstwo pieniędzy (przy ledwie milionowym budżecie, zyski były ponad stukrotne w samym tylko USA) oraz wywindował na szczyt sławy, na którym Sly wciąż mocno się trzyma. Przede wszystkim jednak były to narodziny dwóch ikon przemysłu filmowego – tytułowa postać jest dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w popkulturze (jej pozycję ugruntowało m.in. pięć równie popularnych, udanych sequeli), a charakterystyczne fanfary tematu przewodniego to wciąż niedościgniony wzór pozytywnej, zagrzewającej do walki kompozycji.

 

Jej autorem jest oczywiście nie kto inny, jak Bill Conti, któremu „Rocky” także przyniósł oscarową nominację – za piosenkę przewodnią „Gonna Fly Now” (przegrana z Barbrą Streisand i jej „Narodzinami gwiazdy”). Tenże hit, który swego czasu osiągnął Złotą Płytę i nr 1 na amerykańskiej liście przebojów, otwiera cały krążek. Nie ma co jednak przesadnie się o nim rozpisywać, gdyż w niemal cztery dekady po premierze chyba każdy go już zna – to wszak znak rozpoznawczy całego uniwersum Rocky’ego, na którym oparto jego myśl przewodnią, wraz ze wspomnianymi fanfarami zwycięstwa. Co ciekawe, kompozytor bardzo długo nie miał pomysłu, jak zatytułować tą melodię i dopiero wyobrażenie reżysera, Johna Avildsena mu w tym pomogło – twórca miał ponoć powiedzieć, że „powinno być zupełnie tak, jakby Rocky miał teraz pofrunąć” („It should be almost like Rocky is flying now”). Tak czy siak nie ma wątpliwości, że Conti osiągnął tu małe mistrzostwo świata i efekt finalny zwyczajnie rozwala słuchacza swą niesamowitą energią.

 

Wbrew pozorom nie rozpiera ona jednak całego albumu, który w dużej mierze prezentuje nam kompozycję wyciszoną, częstokroć wręcz smutną, w której na pierwszy plan wysuwa się samotny fortepian i/lub pozbawiające złudzeń, przeciągłe dźwięki sekcji dętej. Takie jest właśnie „Philadelphia Morning”, które stanowi ciekawy dysonans względem „Gonna Fly Now”; a także romantyczne „First Date”, lekko eksperymentalne i najżywsze w całym towarzystwie „Reflections”, piękne „Alone In The Ring” i refleksyjne, nieco barokowe w brzmieniu „Rocky's Reward”, które wieńczy krążek. Również i dwie towarzyszące ilustracji piosenki – „Take You Back” i „You Take My Heart Away” – dalekie są od estradowych wybuchów, prezentując nam mocno emocjonalną muzykę, co ciekawie kontrastuje z nokautującymi się na ringu, spoconymi facetami...

 

Niemniej, w ostatecznym rezultacie strona liryczna pozostaje jedynie skromnym dodatkiem do przepełnionego testosteronem action score’u, a całościowo album sprawia jak najbardziej pozytywne wrażenie. I trudno, żeby było inaczej, gdy ma się do dyspozycji tak niesamowicie nakręcające tematy, jak „Going The Distance”, „Fanfare For Rocky”, „Butkus” i oczywiście stawiające kropkę nad i „The Final Bell” z ostatecznej konfrontacji. Ba! Nawet i nieco zawieruszone w tym wszystkim „Yankee Doodle” potrafi zagrzać do walki największych flegmatyków – zresztą w takim właśnie celu wykorzystuje ją ekranowy przeciwnik Rocky’ego, Apollo Creed.

 

Po oryginalne tematy z filmu często sięgają natomiast prawdziwi sportowcy, politycy oraz wszyscy ci, którzy szukają inspiracji, nadziei i posmaku solidnego triumfu. Wszystkie te odczucia ilustracja Contiego sprzedaje z godną pochwały lekkością oraz, co ważniejsze, prawdziwą szczerością. To prawdziwe opus magnum kompozytora. Istna legenda, która wciąż pasjonuje i rozpala serca – przy takiej muzyce po prostu nie można przegrać. Moja finalna nota wynosi aż 4,5 nutki.

 

P.S. Oprócz opisywanej płyty istnieje także cała masa singli, które w zależności od miejsca wydania proponują piosenkę, temat przewodni albo oba te elementy. Natomiast pierwotne wydanie score’u, po latach doczekało się wznowienia „30th Anniversary Edition” w ramach promocji „Rocky’ego Balboa” – jednak, oprócz fikuśnej nazwy, zawartość krążka pozostała bez zmian, także w kwestii jakości dźwięku.

 

   


P.S. 2. W samym filmie wykorzystano jeszcze przebój „Summer Madness” grupy Kool & The Gang, a w tle przewijają się też następujące melodie o tradycyjno-świątecznym rodowodzie: „The First Noel”, „Jingle Bells”, „Silent Night, Holy Night” i „Deck the Halls”.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Gonna Fly Now (Theme from Rocky) – with DeEtta Little & Nelson Pigford

02.

Philadelphia Morning

03.

Going the Distance

04.

Reflections

05.

Marines' Hymn / Yankee Doodle

06.

Take You Back (Street Corner Song from Rocky) – Valentine

07.

First Date

08.

You Take My Heart Away – with DeEtta Little & Nelson Pigford

09.

Fanfare for Rocky

10.

Butkus

11.

Alone in the Ring

12.

The Final Bell

13.

Rocky's Reward

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

Radzimir 23-07-2013, 01:08

Nie można nie znać. Najbardziej rozpoznawalna praca Contiego.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz