• Kamerdyner
  • Road House – 30th Anniversary Expanded Edition
  • Undone
  • River
  • Gentlemen, The

Ni no Kuni: Shikkoku no Madoushi

data publikacji: 26/04/2013

Ni no Kuni: Wrath of the White Witch

Ni no Kuni: Shikkoku no Madoushi

„...zanurzona w klasycznej formie przygodowa brawura...”

Kompozytor: Joe Hisaishi

Rok produkcji: 2011

Wytwórnia: FRAME

Czas trwania: 54:37 min.

 

Kto z fanów Studia Ghibli nie marzył, by chociaż wirtualnie przenieść się w światy stworzone na potrzeby wyprodukowanych tam filmów? To marzenie spełniło się. Artystów studia zaproszono do pracy nad grą „Ni no Kuni” – baśniowej RPG o wielkiej przygodzie małego chłopca. Mistrzowie animacji obdarowali ją unikalną oprawą graficzną i tak charakterystycznym dla obrazów Hayao Miyazakiego i Isao Takahaty sercem.

 

To producenci Studia Ghibli zaproponowali, by warstwą muzyczną zajął się Joe Hisaishi – nie tylko gigant japońskiej muzyki filmowej, ale też kompozytor silnie z nimi związany, z drugiej strony mający niewielkie doświadczenie w pisaniu ścieżek dźwiękowych do gier komputerowych. Podjął się jednak wyzwania i dołożył do „Ni no Kuni” swoją cegiełkę.

 

Jak sam przyznaje (patrz: filmik poniżej), skomponowanie materiału na potrzeby tej gry przyszło mu z łatwością. To czuć w trakcie odsłuchu krążka. W muzyce aż roi się od charakterystycznych dla Hisaishiego chwytów. Wystarczy przyjrzeć się tematowi głównemu. Po uroczystej fanfarze następuje delikatny mostek i zaraz potem łagodna melodia. Ten sposób konstrukcji utworu pojawiał się już w „Ruchomym zamku Hauru” czy „Księżniczce Mononoke”. Sama melodia jest oczywiście najwyższej klasy. Nikomu innemu nuty tak swobodnie się nie rymują, tak logicznie nie dopełniają, jak Hisaishiemu. „Ni no Kuni” nie stanowi wyjątku.

 

Ta kompozycja zdecydowanie tematami stoi. Chociaż wiodąca melodia pojawia się regularnie, dopełniają ją inne, tylko nieznacznie gorsze. Szczególną uwagę zwraca choćby zdecydowany (i jakże przewrotnie zatytułowany) „Imperial March”, z charakterystyczną, dynamiczną partią trąbek. Prawdziwą perełkę stanowi miękki, przypominający klimatem nieśmiertelny „Poranek” Edwarda Griega, „Morning of Beginning”, z naśladującą ptasie trele partią fletu. Nie można także pominąć nieco staroświeckiego „Hotroit”, wydającego się czerpać z jazzowo-klasycznej mieszanki spod znaku Gershwina. Rys całości jest zresztą zdecydowanie zachodni i to z ukłonem w stronę Hollywood z nieśmiertelnym (obecnym nie tylko we wspomnianym tytule, ale i w brzmieniu orkiestry) Johnem Williamsem na czele.

 

Kłopot polega na tym, że przez większość czasu towarzyszy wrażenie wtórności. Hisaishi czerpie z doświadczenia w ilustrowaniu filmów fantasy zarówno dla Studia Ghibli (wyraźne echa „Spirited Away” i szczególnie „Ruchomego Zamku Hauru”), jak i innych producentów („The Legend of Four Gods”). Nie da się tego wyjaśnić jedynie charakterystycznym stylem kompozytora. W istocie balansuje on między korzystaniem z typowych dlań środków, a kopiowaniem samego siebie. Nie oznacza to przy tym, iż „Ni no Kuni” nie ma własnej artystycznej twarzy. Jego osobowość buduje zanurzona w klasycznej formie przygodowa brawura, doprawiona delikatnymi akcentami etnicznymi (irlandzki folk w temacie głównym, bliskowschodnie „Desert Kingdom’s Town”). Hisaishi chętniej sięga tym razem po instrumenty dęte drewniane, niż swój ulubiony fortepian. W twarzy tej ścieżki dźwiękowej odbijają się więc rysy innych jego prac, lecz nie rozmywa to jej indywidualności. Inna sprawa, że niektóre fragmenty, niezależnie jak bardzo wtórne, swoją tematyczną siłą i olśniewającą orkiestracją po prostu wbijają w fotel.

 

Całość jest przy tym bardzo zwarta, doskonale wyważona, ciekawa i wyśmienita w odsłuchu. To niby nic nowego, ale działa tu mechanizm podobny do niedawnej „Baarìi” Ennio Morricone. Kompozytor daje słuchaczom to wszystko, czym przez lata zaskarbił sobie ich sympatię – tworzy pracę dojrzałą, przemyślaną, ale także bezpieczną, zawierającą dokładnie to, czego można było się po nim spodziewać i nic więcej. Pisanie na potrzeby innego medium niż film, nie otworzyło w Hisaishim potrzeby innowacji, co może trochę rozczarowywać, ale również dzięki temu właśnie udało się przemycić na konsole unikalną atmosferę filmowego uniwersum Studia Ghibli. A tego przecenić nie można.

 

P.S. Omawiana płyta powstała przy okazji wydania w Japonii „Ni no Kuni” na konsolę Nintendo DS. W marcu 2013 roku pojawiła się także wersja przeznaczona na rynek amerykański, wzbogacona o dodatkowy krążek z nieopublikowanym wcześniej materiałem z wersji gry na konsolę PS3.

 

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Ni no Kuni Main Theme

02.

Morning of Beginning

03.

Hotroit

04.

Incident Occurrence!

05.

Arie/Recollection

06.

Shizuku

07.

Mighty Magic

08.

Field

09.

Neko Kingdom’s Castle Town

10.

Desert Kingdom’s Town

11.

Imperial March

12.

Crisis

13.

Tension

14.

Battle

15.

Jabo, The Black Wizard

16.

Imargen Battle

17.

Labyrinth

18.

To the Decisive Battle

19.

Final Battle

20.

Miracle/Reunion

21.

Fragments of Hearts – Mai

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

Mefisto 26-04-2013, 20:37

W sumie zgoda - niby nic świeżego, ale słucha się wybornie. Śmiem nawet twierdzić, że to najlepszy Hisaishi od ładnych paru lat.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz