• Lion
  • Magnificent Seven, The
  • Se7en – Collector's Edition
  • Sausage Party
  • Moonlight

Gung Ho

data publikacji: 08/11/2005

Gung Ho

Gung Ho

"...nieco bardziej na luzie i odrobinę frywolna."

Kompozytor: Thomas Newman

Rok produkcji: 1986

Wytwórnia: nieznana (bootleg)

Czas trwania: 18:20 min.

 

„Gung Ho" (znany też pod tytułem "Working Class Man") to zapomniana już komedia z elementami dramatu i ze świetną rolą Michaela Keatona. Na stołku reżyserskim zasiadł tu Ron Howard (prawie 20 lat później Newman znowu będzie miał okazję z nim pracować przy "Cinderella Man"), a fabuła opiera się w głównej mierze na konfliktcie Japończyków z Amerykanami, którzy wspólnie pracują w fabryce samochodów. Oprawę do tej dość niecodziennej – jak na tamte czasy (a po latach wciąż spełniającej swe zadanie) – produkcji, stworzył młody i jeszcze wtedy mało znany Thomas Newman. Konkretnie był to jego już 12 film, ale jak dotąd bez większych sukcesów, poza rok młodszą produkcją Madonny "Desperately Seeking Susan". Za "Gung Ho" kompozytor otrzymał swoją pierwszą ważną nagrodę, jaką było BMI Film Music Award. Stało się to w 1987 roku. Potem było już tylko lepiej...

Ponieważ Newman przez większą część swojej kariery nie miał szczęścia do producentów, to i nie dziwi zbytnio fakt, iż tej muzyki nigdy nie wydano oficjalnie. Opisywany score jest więc wydaniem promo i to po dziś dzień jedyne w miarę dostępne źródło (no chyba, że ktoś weźmie film i sobie tę muzykę 'wytnie' w całości). Właściwie nie znajdziemy tej muzyki także na żadnej składance z filmową twórczością, a jeden jedyny fragment miał to "szczęście" i znalazł się na płycie "Passions and Achievements" – małej muzycznej podróży po filmach Rona Howarda. I to tyle tytułem wstępu.

Co do samej muzyki, to niestety jest jej bardzo mało, bo niespełna 20 minut (w przeliczeniu na, dajmy na to takiego Zimmera, to wyjdzie jeden utwór ;). Z drugiej jednak strony oficjalne płyty Newmana z reguły nie przekraczają 30-40 minut (z kilkoma wyjątkami), więc nie jest aż tak źle. Mamy tu 13 ścieżek, z których większość oscyluje wokół minuty (najdłuższa trwa 2:40), więc też trudno tu o jakąś wielką satysfakcję. Sama muzyka to natomiast połączenie elektroniki z orientalnymi, bardzo japońskimi brzmieniami. Newman zawsze lubił eksperymentować, jednocześnie zachowując swój własny, rozpoznawalny styl. Tak też jest i tu. Newman przez cały niemal czas korzysta z syntezatorów, keyboardu oraz elektrycznej gitary, na której gra, co warto zauważyć, Stevie Ray Vaughan – swego czasu ceniony gitarzysta, który poruszał się sprawnie w każdym prawie gatunku muzycznym. Zresztą Newman bardzo często dawał mu wolną rękę w interpretacji, co odbiło się pozytywnie na jakości ścieżki.

 

Warto też nadmienić, że lata 80' to przecież okres fascynacji elektroniką – czasy, w których swoje 5 minut mieli Faltermeyer czy Hammer. To także daje się zaobserwować w kilku fragmentach, które są niesamowicie podobne stylowo do kompozycji wspomnianych panów. Jednocześnie mamy tu też kilka bardzo klimatycznych i ładnych tematów, przywodzących na myśl kraj kwitnącej wiśni. Stanowią one silny kontrapunkt w stosunku do elektroniki oraz bardzo trafnie łączą się z nią w odpowiednich momentach. Co ciekawe, Newman prawie zupełnie wyeliminował tu rolę orkiestry, ograniczając się tylko do poszczególnych instrumentów.

Co do konkretnych fragmentów. Radosny temat główny, w całości elektroniczny, pojawia się już w pierwszym, tytułowym utworze. Ponieważ to film komediowy, to i sama muzyka jest nieco bardziej na luzie i odrobinę frywolna. Melodia ta pojawia się zresztą w co drugim utworze, a sama elektronika w większym lub mniejszym stopniu obecna jest we wszystkich ścieżkach. Wracając jeszcze do długości, to pragnę zauważyć, że większość tematów bardzo szybko się kończy, ledwie zdążywszy się rozwinąć. Pewnie dlatego w pamięci pozostają te najdłuższe ścieżki, przy których słuchacz całkiem dobrze się bawi. "Japanese Honor", "Softball" i "Counting the Cars" - te trzy można uznać, za najlepsze i najciekawsze fragmenty. W pierwszym pojawia się bardzo ładny orientalny temat na flet, do którego dochodzi delikatny keyboard, co daje bardzo sympatyczny efekt. Z kolei w utworze nr 7 mamy bardzo wariacką, rockową (chwilami niemal rock'n'rollową) muzyczkę. To 'najostrzejszy' fragment tej płyty.

Z innych niezłych ścieżek warto wymienić jeszcze króciutkie, ale konkretne "The Factory" i – także w podobnym stylu – "Oh Shit / The Guys Go After Hunt" oraz "On Strike". Bardzo ładną, spokojną melodią jest fragment "Ice", w którym słyszymy fortepian w połączeniu z fletem, co daje nieco senną i zupełnie oderwaną od reszty kompozycji, ale za to śliczną ścieżkę.

I tak pokrótce przedstawia się ta skromna praca. Nota 'trzy' wydaje się dlań oceną tyleż sprawiedliwą, co po prostu maksymalną. Samą 'płytę' należy bowiem traktować bardziej jako ciekawostkę, aniżeli pełnoprawny album. Jeśli ktoś się nań natknie, to oczywiście polecam, gdyż jest to swoisty ewenement w twórczości kompozytora, a i też nieczęsto trafiają się takie partytury (tym bardziej w obecnych czasach). Natomiast raczej nie polecam szukania tego specjalnie po to, żeby odsłuchać. No chyba, że ktoś jest, jak ja, fanem Thomasa. Innymi słowy: lepszy Newman w garści, niż Kaczmarek na dachu, o ile tenże Newman (w tym konkretnym przypadku) sam do nas przyleci. Inaczej nie ma po co piór stroszyć :).

P.S. Jako, że ścieżka ta jest bootlegiem, okładka powyżej jest domowej roboty.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Gung Ho

02.

Hunt's Failure / Back to Hadleyville

03.

Japanese Honor

04.

Culture Clash Pt.1

05.

Culture Clash Pt.2

06.

The Factory

07.

Softball

08.

Ice

09.

Hard at Work

10.

Oh Shit / The Guys Go After Hunt

11.

On Strike

12.

A Question of Honor / Building A Car

13.

Counting the Cars

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz