• Doctor Strange
  • Miss Peregrine’s Home for Peculiar Children
  • Sing – score
  • Sing – Deluxe Edition
  • Split

Broken City

data publikacji: 03/04/2013

Władza

Broken City

„...swoją rolę odgrywają bezbłędnie...”

Kompozytor: Atticus Ross, Claudia Sarne, Leopold Ross

Rok produkcji: 2013

Wytwórnia: Universal UK

Czas trwania: 50:56 min.

Bywa tak, że na planie zbierze się gromadka gwiazd (będących zarazem dobrymi aktorami), za kamerą stanie sprawny reżyser, a z potencjalnego przeboju i tak wyjdzie zakalec. To niestety przypadek „Władzy”, która miała wiele atutów, lecz zabrakło jej jednego – scenariusza. Dlatego po wyjściu z kina ma się wrażenie dużego marnotrawstwa, z wielu obietnic ostaje się niewiele, a jeszcze mniej pozostaje w pamięci.

 

Na szczęście jedną z tych niewielu rzeczy, które się pamięta, jest muzyka rodzinnego tercetu: Atticusa Rossa, jego żony Claudii Sarne oraz brata, Leopolda. Wykreowane przez nich dźwięki idealnie wpasowują się w miejskie pejzaże Nowego Jorku i z założenia zawiłą, polityczno-kryminalną intrygę. Nadają filmowi industrialny rys, potęgują napięcie oraz dodają nieco liryzmu. To wszystko już od pierwszej sceny zwraca uwagę i pozostaje znaczące aż do napisów końcowych.

 

„Władza” to oczywiście niemal zupełnie syntetyczne brzmienia, jednak w większości dość przystępne i w gruncie rzeczy pod względem formy tradycyjne. Kompozytorzy zgodnie z nieśmiertelnymi regułami gatunku skomponowali coś na kształt tematu głównego – to co prawda zaledwie króciutka fortepianowa fraza, jakby wyalienowana wśród elektronicznego podkładu, ale to ona niesie w sobie największy ładunek emocjonalny i podkreśla tragizm fatalnego splotu okoliczności, w jakim znalazł się główny bohater.

 

Rossowi i spółce najlepiej zresztą wychodzą momenty dramatyczne, chociaż czasem ocierają się o nadmierny patos. Tak jest w przypadku miłosnego „Bleeding Heart”, gdzie zmiksowane wokalizy wydają się środkiem nieco przesadzonym. Trzeba przy tym przyznać, iż jest w tym utworze masa rzadkiej dla takiej konwencji słodyczy. Typowa jest natomiast atmosfera tajemnicy, którą wydobyto z łatwością za pomocą niezawodnego, pulsującego tła i wszechogarniających mrocznych strumieni jednostajnych dźwięków. Swoją rolę odgrywają bezbłędnie.

 

Dużym atutem „Władzy” jest zróżnicowanie materiału, co prawda ma ona jednolity klimat i opiera się na podobnych pomysłach, ale twórcy chętnie wplatają dodatkowe drobiazgi, które ubarwiają ścieżkę. Pojawia się więc szlachetne w barwie brzmienie gitary („Mising Pieces”, „Kathleen”), zimmerowskie uderzenie smyczków („The Baptism”), zabawa lekką, elektroniczną tandetą jak z lat 80. („Bad Connection”). Wbrew temu, czego można byłoby oczekiwać, dzieje się więc dużo i ani na nudę, ani na monotonię nie można narzekać.

 

Wszystko to wydaje się przyjemne i gładkie, czyżby więc Ross utracił swój eksperymentatorski pazur, który wzbudził tak wiele emocji przy napisanej wspólnie z Trentem Reznorem „Dziewczynie z tatuażem”? Niezupełnie, co ma swoje dobre i złe strony. Na pewno dodaje on jeszcze więcej kolorytu całej kompozycji. Niektóre utwory bywają zaskakująco przełamane, nagle pojawiają się w nich dziwaczne, drażniące uszy dźwięki. Tak jest chociażby w przypadku „Chasing Shadows”, gdzie w drugiej połowie można odnieść wrażenie, iż słucha się roju os, który natknął się na syrenę strażacką. Miłe to nie jest, lecz zdecydowanie ożywia elektroniczną senność i zwraca uwagę, dzięki czemu niemożliwym jest, by długie połacie ścieżki przemknęły niezauważenie. Wada tkwi w przesadzie. Oparte na samych nieuporządkowanych, dziwacznych dźwiękach „Left Alone” i „Relapsed”, jakkolwiek innowacyjnymi by ich nie nazwać, są po prostu koszmarne.

 

Całość na szczęście koszmarem nie jest. Wręcz przeciwnie, może bez cienia kompleksu stanąć w jednym szeregu z ostatnimi elektronicznymi przebojami muzyki filmowej, takimi jak „TRON: Dziedzictwo”, czy „Cosmopolis”. We „Władzy” udaje się zgrabnie połączyć industrialny chłód, alienację, techniczne odhumanizowanie z dużą dawką dramatyzmu, emocji i wręcz poetyckiego liryzmu. Efekt tego łączenia ognia z wodą jest nadspodziewanie dobry – świetnie sprawdza się w filmie, a i na dobrze zmontowanej i rozsądnej długości płycie radzie sobie niewiele gorzej. Na pewno duży sukces na koncie Atticusa Rossa, który nie powiedział jeszcze w muzyce filmowej ostatniego słowa.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Chasing Shadows

02.

Broken City

03.

Broken Men

04.

Missing Pieces

05.

7 Years Later

06.

Left Alone

07.

The Baptism

08.

Kathleen

09.

Relapsed

10.

Cut Rate Dick

11.

Bleeding Heart

12.

Bad Connection

13.

Valiant

14.

The Heart of the Matter

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 2.5  

Mefisto 03-04-2013, 13:54

Cóż, pozostaje mi wierzyć, że w filmie naprawdę tak dobrze się sprawuje, gdyż oglądać go nie mam zamiaru :) Z kolei na płycie faktycznie złe to nie jest, ale też i niespecjalnie zostaje coś w głowie po odsłuchu - w przeciwieństwie do przytoczonych w ostatnim akapicie tytułów. Ode mnie więc 3, jako że połówek nie można wystawić.


Tomasz Goska 06-04-2013, 17:38

Absolutnie nie zgadzam się z oceną. Muzyka nudna i mdła - w głównej mierze odtwórcza, będąca pokłosiem całej kariery Rossa. Album dłuży się w nieskończoność i nie potrafi poszczycić się jakimś mocnym akcentem tematycznym. Jedynie w filmie ta ścieżka "daje radę".


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz