• Our Kind of Traitor
  • Assassin’s Creed
  • Domino
  • Catch-22
  • Glass

Sen to Chihiro no kamikakushi

data publikacji: 27/12/2006

Spirited Away: W krainie Bogów

Sen to Chihiro no kamikakushi

"...niemal każdy utwór jest tutaj takim małym arcydziełem..."

Kompozytor: Joe Hisaishi

Rok produkcji: 2001

Wytwórnia: Milan / Studio Ghibli Records

Czas trwania: 59:51 min.

 

Gdyby ktoś mnie zapytał, do jakich filmów powstają najciekawsze ścieżki dźwiękowe, bez wątpienia wskazałbym na animacje. Tego typu kino ma w sobie coś z magii, która niezwykle inspiruje kompozytorów do tworzenia naprawdę niezwykłych melodii. Bez wątpienia istotny jest tutaj także sam proces powstawania muzyki do filmów animowanych. W przeciwieństwie do "tradycyjnych" obrazów, komponowanie do kreskówek najczęściej zaczyna się jeszcze przed ukończeniem zdjęć. Nie jest to oczywiście żadną regułą, ale taki sposób tworzenia muzyki filmowej można bez wątpienia spotkać w Japonii, gdzie powstają słynne anime. To bardzo charakterystyczny rodzaj filmów animowanych, które wyróżnia specyficzna kreska i technika powstawania. Otóż w ich przypadku zazwyczaj jest tak, że kompozytor najpierw pisze wstępną ścieżkę dźwiękową sugerując się jedynie zarysem fabuły i rysunkami. W ten sposób powstaje tak zwany "image album". Zawiera on tematy i ich wstępne aranżacje, które znajdą się na ostatecznej ścieżce dźwiękowej. Dopiero kiedy znana jest idea muzyki do filmu, zaczynają się zdjęcia. Można więc w wielkim uproszczeniu powiedzieć, że w przypadku anime, najpierw powstaje muzyka a dopiero potem film.

Korzyści płynące z takiego systemu pracy są ogromne. Przede wszystkim muzyka zachowuje bardziej logiczny i konkretny kształt. Współpraca między animatorami i kompozytorem jest tutaj bardzo ścisła, co temu ostatniemu pozwala na większą kontrolę nad formą muzyki. W tego typu filmach bardzo rzadko można spotkać się z typowym Mickey Mousingiem, a więc muzyką, której jedyną funkcją jest pogoń za akcją filmu i jej dosłowne komentowanie. Pisanie muzyki jeszcze przed powstaniem filmu, sprawia także, że kompozytor może tworzyć zanim jeszcze zostaną nałożone na niego jakiekolwiek ograniczenia. Jest to bardzo komfortowa sytuacja, która pozwala na tworzenie genialnych tematów i pomysłów aranżacyjnych, dla których ograniczenie stanowi jedynie wyobraźnia kompozytora. Aby przekonać się ile w tym jest racji, wystarczy zagłębić się w takie ścieżki dźwiękowe jak "Księżniczka Mononoke" czy "Spirited Away". Ich autorem jest nie kto inny jak Joe Hisaishi – jeden z najlepszych kompozytorów muzyki filmowej na świecie.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem ścieżkę dźwiękową z "Księżniczki Mononoke", zakochałem się w niej od razu. Niezwykle bogactwo tematyczne i pomysły orkiestracyjne były powrotem do muzyki, jakiej już od dawna do filmów się nie tworzy. Zainteresowałem się wtedy twórczością Joe Hisaishiego i po krótkim czasie natrafiłem na kolejne małe arcydzieło tego kompozytora – "Spirited Away – w krainie bogów". Obie te ścieżki dźwiękowe wykorzystują piękne tematy, mają bogate orkiestracje i świetne rozwiązania aranżacyjne. Każda z nich posiada także duszę, która sprawia, że słucha się ich z zapartym tchem aż do ostatniej nuty. "Spirited Away" to muzyka bardzo baśniowa. Hisaishi posiada niezwykłą umiejętność tworzenia takiego magicznego i trochę odświętnego nastroju. Słysząc jego muzykę, trudno nie zwrócić na nią uwagi. Pewnie jednym z powodów tego jest duża autonomia jego ścieżek dźwiękowych. Niemal każdy utwór jest formą sam w sobie, podporządkowaną obrazowi, ale jednocześnie doskonale radzącą sobie poza nim. Nie ma tutaj tego chaosu czy ściany dźwięku, które często decydują o niezdatności do słuchania wielu amerykańskich partytur.

Jako że "Spirited Away" jest jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych Hisaishiego, toteż znajdziemy na niej wszystkie atuty tego kompozytora. Pierwszym z nich jest piękny temat przewodni pojawiający się już w "One Summer's Day...". Można tutaj bardzo łatwo zauważyć ogólną charakterystykę melodii japońskiego kompozytora. Otóż wszystkie one są czymś na kształt piosenek. Gdyby pod linię melodyczną poszczególnych tematów podłożyć słowa i głos, powstawałyby naprawdę świetne piosenki. Ta cecha tematów Hisaishiego sprawia, że są one niezwykle wyraziste i bardzo łatwo wpadają w ucho. W przypadku "One Summer's Day..." nabiera to szczególnego znaczenia, ponieważ pierwotnie była to właśnie piosenka. Tworząc image album kompozytor oparł ten utwór na wokalizie niejakiej Uumi – było to, co prawda zwykłe "lalala" jednak już można było wyczuć potencjał tej melodii. Tym samym po nagraniu ścieżki dźwiękowej do "Spirited Away" Joe Hisaishi postanowił wykorzystać ją i zaprosiwszy do współpracy Ayaka Hirahara nagrał piękną piosenkę pod tytułem "Inochi no Namae". Nie znalazła się ona na oryginalnej ścieżce dźwiękowe niemniej zaczerpnęła z niej temat przewodni.

 


Jak na prawdziwą baśń przystało Hisaishi na potrzeby "Spirited Away" stworzył całą gamę tematów i motywów. Swoje brzmienie ma tutaj każda ważniejsza postać i miejsce. Taka złożoność i jednocześnie skrupulatność pokazuje jak świetnym i pełnym poświęcenia kompozytorem jest Hisaishi. Nie ma tutaj żadnych fuszerek czy uogólnień – każda nuta ma swój sens i miejsce. Jak na partyturę skomponowaną z takim rozmachem przystało, można znaleźć tutaj także najróżniejsze emocje: od smutku i nadziei przez gniew aż na szczęściu i patosie kończąc. Na tej płycie można znaleźć to wszystko, co jednak nie oznacza, że jest ona niespójna – nic bardziej mylnego. Ten niezwykle charakterystyczny, muzyczny odcisk palca Hisaishiego łączy to wszystko w majestatyczną i piękną całość.

Niemal każdy utwór jest tutaj takim małym arcydziełem, przez co trudno wybrać te najlepsze. Każdy z nich ma w sobie coś ciekawego i zachwycającego – czasami jest to melodia a innym razem znowu genialne rozwiązanie orkiestracyjne. Do istnych perełek, które bez wątpienia spodobają się każdemu należy na pewno "The Sixth Station" – spokojna i niezwykle klimatyczna kompozycja, w której najważniejszy jest rozległy dźwięk fortepianu i wygrywana przez niego melodia. Na tym instrumencie gra oczywiście sam Joe Hisaishi. Z wielką przyjemnością słucha się także "Procession of the Gods" gdzie pojawia się coś na kształt tematu bogów. Jest on bardzo dynamiczny i wręcz monumentalny, z kolei jego orkiestracja poraża finezją. Co ciekawe jest to jedna z tych kompozycji, w których Hisaishi wykorzystuje bardzo charakterystyczną elektronikę, mającą zapewne podkreślić niezwykłość i nieszablonowość owego tematu bogów. Zarówno ten, jak i temat przewodni można usłyszeć też w postaci ciekawej suity w "The Return".

Takich perełek można by tutaj wymieniać i kolejno opisywać wiele, ale żeby naprawdę docenić, jakim majstersztykiem jest ta partytura trzeba ją po prostu samemu przesłuchać. Zachwycające jest to, że jej siła tkwi nie tylko w pięknych tematach i ogólnej konstrukcji całej ścieżki dźwiękowej, ale przede wszystkim na niezwykłym dopracowaniu każdego niemal dźwięku. Przy każdym kolejny przesłuchaniu można tutaj znaleźć coś nowego, odkryć kolejną warstwę instrumentów, która sprawi, że inaczej spojrzymy na daną kompozycję. Można by tutaj porównywać muzykę Hisaishiego do tematyki Johna Williamsa, eklektyzmu Hansa Zimmera czy akustycznej perfekcji Danny’ego Elfmana, ale na niewiele się to zda. "Spirited Away", podobnie jak "Księżniczka Mononoke" czy nawet "A Chinese All Story", są klasą same dla siebie. To muzyka, którą zwyczajnie trzeba znać, aby zobaczyć jak naprawdę piękna może być muzyka filmowa.

 

  

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

One Summer's Day...

02.

A Road to Somewhere

03.

The Empty Restaurant

04.

Nighttime Coming

05.

The Dragon Boy

06.

Sootballs

07.

Procession of the Gods

08.

Yubaba

09.

Bathhouse Morning

10.

Day of the River...

11.

It's Hard Work!

12.

The Stink God

13.

Sen's Courage

14.

The Bottomless Pit

15.

Kaonashi (Faceless)

16.

The Sixth Station

17.

Yubaba's Panic

18.

The House at Swamp Bottom

19.

Reprise...

20.

The Return

21.

Always With Me – Youmi Kimura

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

J.B 19-03-2013, 13:43

Nareszcie uzupełniliście największy brak w recenzjach :)


Krystian 19-03-2013, 14:12

Z tego co pamiętam mieliście chyba jeszcze recenzję Dzwonnika z Notre Dame. Można prosić o uzupełnienie.


Mefisto 19-03-2013, 14:29

Jeszcze trochę zaległych recek zostało w archiwum, także cały czas przenosimy tekst po tekście - do mety niedaleko, także cierpliwości :) A co do Dzwonnika, to nie przypominam sobie takiej recenzji, więc może to nie u nas? :)


Krystian 19-03-2013, 14:56

Hmm? Teraz to już sam nie wiem :) Coś mi świta, że czytałem taką u was. Kojarzy mi się ta charakterystyczna okładka.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz