• Domino
  • Catch-22
  • Glass
  • Fargo: Year 3
  • John Wick: Chapter 3 – Parabellum

Zero Dark Thirty

data publikacji: 16/03/2013

Wróg numer jeden

Zero Dark Thirty

„...budzi szacunek bardzo dojrzałą, przemyślaną konstrukcją...”

Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok produkcji: 2012

Wytwórnia: Madison Gate Records

Czas trwania: 52:32 min.

 

Kto wie, jak potoczyłyby się oscarowe losy „Wroga numer jeden”, gdyby nie odium propagowania tortur jako metody walki z terrorem, które spłynęło nań po publicznych wypowiedziach wielu znaczących polityków i komentatorów, z senatorem Johnem McCanem na czele. Pod wieloma względami jest to film bardzo podobny do zwycięskiej „Operacji Argo” – opowiada o udanej akcji amerykańskiego wywiadu, zachwyca dopracowaną warstwą techniczną (montażem, dźwiękiem, zdjęciami), bezbłędnie buduje napięcie. Sprytnie igra też hollywoodzkimi wzorcami, jednakże jego ciężar gatunkowy wydaje się bardziej znaczący, niż nieco beztroskiego obrazu Afflecka.

 

W podobny sposób można porównywać ścieżki dźwiękowe napisane do tych filmów przez Alexandre'a Desplata. O ile „Operacja Argo” jest miejscami intrygująca, w zaskakujący sposób przebojowa i raczej łatwa do przetrawienia, tak „Wróg numer jeden”, niedaleki przecież pod względem ogólnej atmosfery i funkcji, jakie sprawuje w obrazie, stanowi znacznie cięższy orzech do zgryzienia.

 

Już pierwszy utwór sugeruje, że kontakt z tą muzyką będzie wymagał skupienia i uwagi. Oparty na miarowym, monotonnym rytmie, w bardzo starannie wybranych punktach subtelnie urozmaicanym, wpierw wprowadza ponure frazy instrumentów dętych blaszanych, by potem zaprezentować powolny, nawiązujący do klimatów bliskowschodnich temat. Utwór rozwija się wolno, jest ostentacyjnie wręcz nieekscytujący, a jednak niesie ze sobą hipnotyczną siłę, wynikającą z bardzo precyzyjnej, matematycznej niemal konstrukcji.

 

Desplat w rezultacie całą kompozycję buduje na starannie zaprojektowanych powtórzeniach – poszczególne rytmy, pojedyńcze frazy, melodie wracają niby takie same, ale jednak dyskretnie zmienione. Pewna monotonia traktowana jest jako specyficzna wartość – takie śledztwo przedstawia w końcu film: nudne, zbiurokratyzowane, oparte na intelekcie, a nie pościgach. Trudno byłoby się spodziewać, że muzyka stanie w poprzek tak prezentowanej rzeczywistości. Kompozytor nie wprowadza sztucznego nerwu – owszem buduje napięcie, ale jest to napięcie dnia powszedniego, konstruowane w subtelny, podskórny sposób właśnie za pomocą miarowej, monotonnej rytmiki.

 

Nie oznacza to jednak, iż we „Wrogu numer jeden” kompletnie brakuje momentów o bardziej wylewnym charakterze. Desplat, co dość zaskakujące, prezentuje rozbudowany temat główny, oparty co prawda na leniwych, pociągłych frazach, ale jednak umykający chłodnej matematyce lwiej części materiału. Okraszony w „Seals Take Off” charakterystycznym dla tego kompozytora dynamicznym akompaniamentem smyczków, nabiera nieco patosu i przybliża do hollywoodzkiego standardu.

 

Nie jest to jedyny zwracający uwagę moment. W „Maya on the Plane” Francuz pozwala sobie na nieco delikatności. Nie zapominając o rytmicznym akompaniamencie, wprowadza elementy bardziej uczuciowe, podkreślające emocjonalną stronę głównej bohaterki filmu. Takie utwory rozbijają miejscami nadmiernie skupioną, bardzo hermetyczną strukturę tej ścieżki dźwiękowej. Pozwalają jej nabrać oddechu i koloru, a zarazem nie kłócą się z ogólnie leniwym rytmem i wypracowaną monochromatycznością.

 

„Wróg numer jeden” budzi szacunek bardzo dojrzałą, przemyślaną konstrukcją. Wszystkie jego elementy wydają się starannie zaplanowane. W pewnym sensie stanowi zwieńczenie niedawnych intelektualnych poszukiwań kompozytora. To dlatego w tak wielu momentach pojawiają się elementy już rozpracowane przy okazji innych prac. Szczególnie wyraźnie, może nawet nazbyt wyraźnie, powracają echa „Id marcowych” („21 Days”), ale uzasadnione są także skojarzenia z „Prorokiem”, a nawet „Autorem widmo”. Pojawia się także obowiązkowy w przypadku 'bliskowschodnich' ścieżek dźwiękowych ukłon w stronę „Jarheada” Thomasa Newmana („Preparation for Attack”).

 

W przeciwieństwie jednak do chociażby „Ides of March”, „Wrogowi numer jeden” z pewnością trudniej będzie znaleźć sobie fanów, zwłaszcza, że odgrywa znacznie mniejszą rolę w obrazie. Film Kathryn Bigelow mógłby się właściwie obyć bez muzyki i chociaż reżyserka daje Desplatowi kilka scen, w których może się wykazać (lepiej zresztą niż w „Operacji Argo”), nie wnoszą one zbyt wiele do ogólnej atmosfery filmu. Kompozytor dobrze wpisuje się w jego zamysł, lecz w ostatecznym rozrachunku ma to niewielkie znaczenie. Inna sprawa, że wydanie płytowe, chociaż nie jest przesadnie rozciągnięte, bardzo się dłuży, obfituje bowiem w utwory mocno ilustracyjne, nie niosące z sobą żadnych ciekawych kompozytorskich myśli – ot nużące tapety, przy autonomicznym odsłuchu pozbawione większej wartości.

 

„Zero Dark Thirty” stanowi więc pozycję obowiązkową jedynie dla miłośników Alexandre'a Desplata, ładnie bowiem podsumowuje rozwój stylu tego kompozytora. Kogo pociągają skupione, hipnotycznie monotonne prace, również może dać się tej muzyce pochłonąć. Trudno jednak uznać ją za propozycję interesującą dla ogółu fanów muzyki filmowej. Ze względu na swój hermetyzm, miejscami nużącą jednostajność i w przeważającej części suchą beznamiętność z trudem utrzymuje zainteresowanie oraz niewiele pozostawia w pamięci. Zmierzyć się z tą pracą pewnie nie zawadzi (mnie sprawiła nawet sporo przyjemności), ale nie ma sensu za dużo sobie po niej obiecywać.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Flight to Compound

02.

Drive to Embassy

03.

Bombings

04.

Ammar

05.

Monkeys

06.

Northern Territories

07.

SEALS Take Off

08.

21 Days

09.

Preparation for Attack

10.

Balawi

11.

Dead End

12.

Maya on Plane

13.

Area 51

14.

Tracking Calls

15.

Picket Lines

16.

Towers

17.

Chopper

18.

Back to Base

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mefisto 25-03-2013, 18:17

Ostatnio nie mogę się oderwać od pierwszego utworu - niesamowity magnetyzm. Szkoda, że reszta płyty nie jest tak wyraźna ani w filmie, ani na płycie, choć oczywiście jest kilka lepszych tracków, jak choćby "Preparation for Attack". Tak czy siak klimatu odmówić tej pracy nie można - nieco gorzej z jej funkcjonalnością i atrakcyjnością jako taką, niemniej to bardzo solidna partytura. Ode mnie 3,5 ostatecznie.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz